Psychologia Ewolucyjna - w zaklętym kręgu genów

 

[wróć]

 

Wstęp

Nowa Nauka – Psychologia ewolucyjna

Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus

Zagadka monogamii

Zazdrość i zdrada

Wybredność, niedostępność i doskonalenie gatunku

Zarzuty pod adresem Psychologii Ewolucyjnej 

 

Wstęp

Dziś już raczej nikogo nie bulwersuje ewolucyjne wyjaśnienie pochodzenia człowieka. Nasze zachowania, narządy a przede wszystkim geny, niewiele różnią się od analogicznych struktur u Naczelnych. Te z kolei wywodzą się w prostej linii od organizmów niżej usytuowanych na drabinie jakubowej. Gdyby spojrzeć głęboko w przeszłość, chcąc dostrzec żywe organizmy musielibyśmy zejść w głębiny praoceanu. Tam właśnie wykluły się pierwsze replikatory, które z czasem, dzięki przypływom i oddziaływaniu Księżyca wyszły na ląd dając początek płazom, ptakom, gadom i oczywiście ssakom. Nasze zachowania, wytrwale opisywane przez psychologię, a wciąż tajemnicze i nieprzewidywalne, są więc efektem kumulacji „doświadczeń” naszych przodków z życiem i śmiercią. Niewątpliwie ludzie są najdoskonalszym gatunkiem, czy jednak przyglądając się z bliska naszym krewniakom, nie mamy wrażenia, że obserwujemy siebie samych w lustrze?

 

Nowa Nauka – Psychologia ewolucyjna

Dominująca w przyrodzie motywacja to oczywiście walka o przetrwanie i potrzeba seksu. Ludzie nie są pod tym względem wyjątkowi. Przeszło sto lat temu Freud twierdził, że cała nasza cywilizacja opiera się na tych podstawowych dla wszelkiej natury zasadach. Sztuka, nauka, nawet Dziesięć Przykazań istnieją, ponieważ są korzystne z punktu widzenia efektywności naszego gatunku, co przekłada się na reprodukcję, opiekę nad potomstwem i przetrwanie osobników. Niestety (dla niektórych), wszystko można sprowadzić do seksu i wydajności i wszystko również można wyjaśnić w oparciu o problemy adaptacyjne, przed którymi stoją i stawali ludzie, wraz z całą linią przodków.

Na fundamentach tych właśnie założeń powstaje nowa dziedzina nauki zwana Psychologią Ewolucyjną. Jak pisze jej popularyzator David M. Buss, PsyEwo zbiera dane z różnych dziedzin wiedzy w celu wyjaśnienia rozmaitych zagadnień psychologicznych: wyobraźni, uczenia się, zazdrości, zdrady, samooceny, uwodzenia, poświęcania się, perswazji, agresji, współpracy, etyki i moralności itp. W wyjaśnieniach części z tych zjawisk odwoływać się będę do podstawowej wiedzy na temat ewolucji i genetyki, dlatego początkującym proponuję zapoznać się z moim poprzednim artykułem z serii „Granice Nauki” (www.open-mind.pl).

Zakładam, że wszyscy wiemy dlaczego Karol Darwin wielkim człowiekiem był i co oznaczają trzy podstawowe elementy ewolucji: zróżnicowanie, dziedziczenie i dobór. Chociaż Darwin faktycznie był pionierem, trzeba zdać sobie sprawę z tego, że nie był on pierwszy i jedyny. Niezależnie od Darwina teorię doboru naturalnego opracował Russel Wallace, a wcześniej o „walce o byt” pisał Thomas Malthus. Po Darwinie działo się jeszcze więcej. Gregor Mendel, mnich czeski krzyżując różne odmiany grochu pokazał, że cechy są przenoszone w pakietach, które później nazwano genami. Gen jest najmniejszą jednostką, dziedziczoną w nienaruszonym stanie przez potomstwo, zaś różne geny odpowiadające za tą samą cechę i umieszczone w tej samej lokalizacji na chromosomach, nazwano allelami. Kolejnym, ważnym bohaterem naszej opowieści jest William D. Hamilton. Uważał on, że klasyczna teoria dostosowania jest niepełna. Dobór faworyzuje korzystne cechy, niezależnie od tego, czy dany organizm bezpośrednio płodzi potomstwo, czy nie. Zgodnie z jego teorią dostosowania łącznego, w kolejnych pokoleniach przetrwają takie geny, których cechy fenotypowe gwarantują najwyższy łączny sukces jednostki i jej krewnych. Oznacza to, że na przykład rację bytu ma gen, który mówi matce, by ta poświęciła życie dla swojego potomstwa. Rozważając adaptacyjność skutków jakiegoś konkretnego działania musimy mieć na uwadze łączne efekty: sukces rodzica, dzieci i wnuków. Więź genetyczna ma rzeczywiście bardzo duży wpływ na zachowanie jednostek. Ewolucjonista współczesny patrzy więc na Naturę pod kątem genu lub grupy, współpracujących ze sobą genów. Najważniejszy jest sukces genów, a nie konkretnych jednostek, choć często idzie to ze sobą w parze.

Ze względu na obszerność tematu skoncentruję się na strategiach płciowego doboru partnerów, w oparciu o podręcznik Bussa oraz własne obserwacje i przemyślenia. Piszcie, jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat innych zagadnień, np. wojny, agresji, altruizmu, władzy, współpracy itp. Gwarantuję, że jeśli będzie popyt, pojawi się również podaż.

 

Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus

Zgodnie z powszechnie wtłaczaną na lekcjach biologii doktryną, ludzki plemnik  ma jeden określony kształt na który składa się główka i ruchliwy ogonek. Nic bardziej mylnego. Baker i Bellis pokazali, że istnieje kilka kształtów plemników męskich i tylko 50% ma standardowy kształt zapewniający im zawrotną prędkość 5 cm na godzinę. Funkcję innych plemników badacze wyjaśnili mieszając nasienie dwóch mężczyzn. Pod mikroskopem ujrzeli oni pole bitwy na którym plemniki jednego mężczyzny atakowały plemniki drugiego. Okazało się, że plemniki „kamikadze” o spiralnej nici zamiast pędzić ku komórce jajowej odnajdują i niszczą plemniki innego mężczyzny, umożliwiając innym zapłodnienie. Błędne, nabyte w szkole przekonanie podziela większość ludzi. Jak jednak wytłumaczyć dzieciom, że w dawnych czasach kobiety utrzymywały stosunki z wieloma mężczyznami i nie dość że było to korzystne, to również całkiem normalne i akceptowalne? Choć czasy się zmieniły, mężczyźni wciąż są wyposażeni w plemniki – myśliwce, co oznacza, że również są wyposażeni w instynkty swoich przodków. Oto one.

Istnieją trzy, dobrze udokumentowane tezy dotyczące strategii stosowanych przez samice i samców, obowiązujące w całym praktycznie świecie zwierząt. Buss precyzuje je w następujący sposób „1. W tych gatunkach, w których rodzicielska inwestycja przedstawiciela każdej płci jest inna, przedstawiciel płci wnoszącej większy wkład jest bardziej wybredny w doborze partnera; 2. Tam, gdzie samce dzielą się zasobami z potomstwem, samice, wybierając partnera uwzględniają jego zdolność i chęć do dzielenia się zasobami; 3. Przedstawiciele płci, która mniej inwestuje w potomstwo, mocniej rywalizują między sobą o partnerów z płci więcej inwestującej.” (s.63).

W przypadku ludzi, stroną więcej inwestującą w potomstwo są oczywiście kobiety, w związku z czym są one bardziej wybredne i bardziej selektywne od mężczyzn. Można powiedzieć, że strategia kobiet opiera się na jakości, zaś mężczyzn na ilości, której zresztą mają pod dostatkiem. Kobieta szuka partnera na stałe, który skutecznie mógłby zaopiekować się nią i potomstwem. Mężczyzna dąży do kontaktów przelotnych, gdyż z jego punktu widzenia i niewyczerpanych zbiorników spermy jest to najbardziej korzystne. Zgodnie z tezą 3, mężczyźni będą walczyć z innymi osobnikami tej samej płci o dostęp do kobiet. Kobiety będą więc wybierać najbardziej walecznych i zgodnie z tezą 2, takich, którzy będą skłonni dzielić się zdobytymi zasobami z nią i potomstwem. Uogólniając, idealny mężczyzna powinien być hojny i zasobny. Uogólniając, idealna kobieta powinna być atrakcyjną wizualnie, doskonałą matką. To, że dla mężczyzny warunkiem koniecznym zainteresowania się kobietą jest jej wygląd ma dwa wytłumaczenia. Po pierwsze dostarcza on informacji o płodności kobiety. Im młodsza, tym więcej dzieci kobieta może mieć, z kolei im starszy mężczyzna tym bogatszy w zasoby. Im niższy jest wskaźnik WHR (obwód talii do obwodu bioder) tym kobieta jest bardziej atrakcyjna. Dlaczego? Dlatego, iż miednica kobiety jest wówczas większa - proporcja talia:biodra eliminuje czynnik tkanki tłuszczowej powiększającej wizualnie wielkość bioder a nie mający związku z szerokością miednicy. W konsekwencji im niższy wskaźnik WHR tym lżejsza jest ciąża i poród (i zdrowszy układ krwionośny matki). Prawda, jakie to proste”. Dodam, że w większości kultur za najbardziej atrakcyjny uważany jest kobiecy kształt o wskaźniku WHR równym 0,7. Stwierdzić można więc, że szczupłość sylwetki, tak propagowana w modzie i reklamie, jest drugorzędna w stosunku do zwężenia w talii. Drugim wytłumaczeniem wizualnej atrakcyjności kobiet jest konieczność podjęcia szybkiej decyzji przez mężczyznę. W pewnym eksperymencie atrakcyjna kobieta lub przystojny mężczyzna zadawali osobnikowi przeciwnej płci pytanie o jego ochotę na seks. Oczywiście tylko niewiele kobiet miało na seks ochotę, natomiast mężczyźni decydowali się bardzo szybko, oceniając partnerkę na oko. Mimo różnic w preferencjach, efekty doboru obu płci sprowadzają się do jednego – doskonalenia całego gatunku. Czy można jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie „kto rządzi światem – kobiety, czy mężczyźni?”. Raczej nie, a jeśli już to w ten sposób, że mężczyźni tworzą świat pod kierownictwem kobiet.

 

Zagadka monogamii

Monogamia i wspólne wychowywanie potomstwa jest najbardziej rozpowszechnioną a więc prawdopodobnie najbardziej efektywną strategią powielania genów człowieka, która wykształciła się w toku rozwoju filogenetycznego. Przewagą tej strategii jest bowiem duża elastyczność człowieka, możliwość uczenia się, ale „efektem ubocznym”  dłuższy okres opieki nad potomstwem wymuszający współpracę samca i samicy jak również specjalizację w wykonywaniu określonych funkcji. Zasady są proste: Im dłuższy czas dojrzewania i bardziej niesprzyjające okoliczności, tym większe prawdopodobieństwo wystąpienia monogamii. Im dłuższy czas dojrzewania tym mniej potomstwa. Monogamia i specjalizacja są w tym ujęciu mechanizmami sprawowania skutecznej opieki nad potomstwem, co z kolei umożliwia większą elastyczność jednostek w uczeniu się i dostosowywaniu do środowiska.

W przeszłości, człowiek niekoniecznie musiał być monogamiczny. Duża wielkość jąder człowieka (0,079% wagi ciała) świadczy o przeszłości promiskuitycznej a plemniki „kamikadze” o zjawisku rywalizacji nasienia. Ta strategia została jednak zarzucona na korzyść wszechobecnej monogamii uzupełnionej zdradami małżeńskimi. O zarzuceniu promiskuityzmu świadczy również brak widocznych oznak owulacji u kobiety. W związku z brakiem informacji o płodności samce muszą kopulować z samicami, a przynajmniej na tyle często (czyli co około 3 dni), żeby uzupełniać rezerwuar nasienia w drogach rodnych kobiety, co również sprowadza się do monogamii. Chcąc nie chcąc, mężczyźni muszą podporządkować się skuteczności monogamii, co bynajmniej nie wyklucza zdrady i niewierności małżeńskiej.

 

Zazdrość i zdrada

Podstawowe role pełnione przez kobiety i mężczyzn w toku życia jednostki ewoluują. Obie płci dostrzegają odmienność swoich strategii i konieczność przeciwstawienia się. Mężczyźni przekonują się, że seksualne wabienie kobiet nie jest zaproszeniem do swobodnego seksu lecz do wspólnego życia i analogicznie – vice versa. W dalszym ciągu chciałem postawić kilka hipotez na temat ewolucji strategii seksualnych. Jedną ze strategii pomocniczych jest zdrada.

Ze względu na obowiązującą umowę społeczną utrwalającą monogamię, mężczyznom chcącym utrzymać się w systemie i maksymalizującym korzyści strategii ilościowej, nie pozostaje nic innego jak zdrada. Podobnie kobieta, chcąc korzystać z zasobów mężczyzny z którym jest związana, a jednocześnie szukająca lepszego „dawcy genów” musi szukać go poza łożem małżeńskim. Ze zdradą związana jest kontrstrategia, powiązana z uczuciem zazdrości.

Uczucie zazdrości (spowodowane domniemaniem odbycia stosunku przez partnera) jest silniejsze u mężczyzn, gdyż w przypadku zdrady kobiet, mężczyzna ryzykuje, że nie będzie mógł jej zapłodnić swoją spermą lub będzie musiał wychowywać nie swoje geny. Istnienie zazdrości, tak charakterystyczne dla  mężczyzn, świadczy o tym, że w przeszłości żony dopuszczały się jednak zdrad. Maksymalną strategią dla kobiety są najlepsze geny od atrakcyjnego kochanka i opieka mężczyzny bogatego w zasoby - co zresztą bardzo często się zdarza.

Jak pokazują badania, zazdrość kobiety dotyczy głównie sfery emocjonalnej i jej potencjalnym efektem może być wycofanie przez mężczyznę swoich zasobów. Wydaje się, że nie ma ewolucyjnych powodów dla których kobieta nie wybaczyłaby zdrady mężczyźnie, o ile nie przestałby dostarczać zasobów jej i potomstwu. W odróżnieniu od mężczyzny, kobieta zawsze ma pewność swojego macierzyństwa. Z tego też powodu miłość matczyna jest dużo silniejsza niż ojcowska (zgodnie ze strategią samców, ojciec nie może rozpraszać się miłością do jednego potomka).

 

Wybredność, niedostępność i doskonalenie gatunku

Wybredność płci więcej inwestującej, a więc kobiet powoduje powstanie strategii przeciwnej u mężczyzn. Typowy mężczyzna kierując się strategią ilościową jest mniej wybredny i bardziej ochoczo nastawiony do intymnego kontaktu. To powoduje, że kobieta może być bardziej wybredna, a mężczyzna bardziej pożądliwy. Trudno tutaj o określenie co było pierwsze, zacznijmy więc gdzieś od środka tej pętli.

Jedną z pierwszych umiejętności jaką musi zdobyć kobieta na drodze do trwałego, monogamicznego związku partnerskiego z mężczyzną jest umiejętność „trzymania na dystans”. Odpychanie mężczyzny ma dwa cele: przetestowanie intencji mężczyzny (taki, który szuka przygody na jedną noc szybko się zniechęci) i spowodowanie wzrostu własnej wartości w efekcie poniesienia przez mężczyznę kosztów. Niedostępność kobiet jest czynnikiem zwiększającym koszt zdobycia, a co za tym idzie żal związaną z utratą i co ważniejsze niechęć do rezygnacji, czy porzucenia i zdrady, na co bardziej narażona jest kobieta. Umiejętność odraczania gratyfikacji oznacza kształtowanie w drugiej osobie wizerunku partnera wartościowego i atrakcyjnego, co oczywiście nie musi pokrywać się z prawdą.

Ze względu na kobiecą niedostępność, powstało w mężczyznach silne pożądanie płci przeciwnej, pożądanie większe niż to, które czują kobiety do mężczyzn w pierwszej fazie znajomości. Jest to obronny mechanizm ewolucji, który w ten sposób zmusza mężczyzn do zabiegania o względy kobiet i realizację potrzebę „rozsiewania” swojego nasienia. Samce ze swojej natury muszą być mniej wybredne, zresztą jedyne co mają do stracenia to odrobina spermy (a zyskują potencjalną możliwość przeniesienia genów). Chcąc zwiększyć częstotliwość stosunków z różnymi kobietami, nie mają czasu na wnikliwą obserwację, zwracają więc uwagę na wygląd kobiety. Dlatego też mężczyźni szybciej niż kobiety się decydują, wcześniej niż kobiety przejawiają ochotę na seks.

Z umową społeczną niedostępności i większym podążeniem stosunków u mężczyzn wiąże się większa wybredność u kobiet. Mogąc w łatwy sposób dokonywać selekcji, dokonują jej wybierając najlepsze partie. Większa wybredność kobiet oznacza, że na przykład (zgodnie z prawem 20/80) 20% mężczyzn ma 80% wszystkich kobiet. Samice człowieka więcej inwestują w potomstwo niż samce, a jak wiadomo ze świata zwierząt powoduje to efekt większej wybredności. Kobiety, które w przeszłości nie dokonywały takiej selekcji nie przenosiły efektywnie swoich genów.

Niedostępność jest często wykorzystywana w filmach fabularnych, szczególnie takich, w których dominuje wątek romansowy. Jest to schemat tak powtarzalny, że aż nudny. W intymnej sytuacji widzimy mężczyznę, który szarmanckim gestem doprowadza do zbliżenia. Kobieta odpycha go, niby waha się i nagle całkowicie mu się oddaje, odwzajemniając pocałunek. Takie zachowanie tylko pozornie świadczy o męskiej dominacji. W rzeczywistości podporządkowuje mężczyznę narażając wcześniej na psychiczny koszt związany z odrzuceniem zalotów. Kobieta jest górą, choć mężczyzna jest dumny z siebie i podniecony.

 Wybredność na którą mogą pozwolić sobie kobiety, oraz ostra walka o dominację w stadzie prowadzona przez mężczyzn powodują, że dobór płciowy działa przede wszystkim poprzez selekcję mężczyzn, co oczywiście ma wpływ na cały gatunek. Okazuje się, że mężczyźni pożądając kobiet, będąc w stosunku do nich ulegli, bo skazani na ich wybór, starając się wywrzeć jak najlepsze wrażenie, rywalizując między sobą - faktycznie doskonalą gatunek. Po wyróżnieniu cech sprzężonych z płcią i niezależnych od niej, można spytać się, jaki wpływ wywiera dobór płciowy na te dwie kategorie cech. Otóż kobiety, z przyczyn wyżej wymienionych, za pośrednictwem doboru płciowego, doskonalą cech typowo męskie, oraz cechy wspólne obu płciom. Ewolucja dokonuje się wobec tego poprzez kobiety, ale dzięki materiałowi dostarczanemu przez mężczyzn. Jeśli moje wnioski byłyby słuszne, wówczas jak sądzę zniknęłyby z Ziemi grupy szowinistów i feministek.

 

Zarzuty pod adresem Psychologii Ewolucyjnej

Podobnie jak w przypadku memetyki, na koniec niezbędne jest słowo krytyki. Wydaje mi się, że Buss omawiając nową i z pewnością obiecującą dziedzinę nauki, za jaką uważam PE, popada w samozachwyt i co gorsza  - w skrajność. W kilku miejscach swojej, skądinąd doskonałej książki podważa zdolność osobniczej adaptacji do otoczenia i roli doświadczenia życiowego w kształtowaniu zachowania (Tips! na stronie 40 mówi o wpływie środowiska na gatunek, a nie na jednostkę). Co więcej, twierdzi on, że ewolucja jest niedoścignionym przykładem precyzji.

„Tradycyjna psychologia poznawcza opiera się na kilku podstawowych założeniach, które psychologia ewolucyjna kwestionuje. Po pierwsze, psychologowie poznawczy zakładają, że architektura poznawcza mózgu ma ogólne przeznaczenie oraz jest pozbawiona treści. Znaczy to, że te same mechanizmy przetwarzania informacji służą na przykład do poszukiwania pożywienia, wyboru partnera czy założenia siedliska. Mechanizmy ogólnego przeznaczenia pozwalają logicznie rozumować, uczyć się, naśladować, wyważać środki i cele, rozpoznawać podobieństwo, tworzyć pojęcia oraz zapamiętywać. Psychologowie ewolucyjni, jak to wynika z kart tej książki, zakładają coś wręcz przeciwnego:  że umysł składa się z wielkiej liczby wyspecjalizowanych mechanizmów, z których każdy ma rozwiązywać inny problem adaptacyjny.” (Buss, s.397). Gdyby tak było w przypadku człowieka, to niemożliwe byłoby adaptowanie się do nowego środowiska przy użyciu posiadanej wiedzy, co właśnie jest cechą szczególną ludzi i powodem powszechności monogamii. Zaprogramowanie konkretne możliwe byłoby tylko dla niezmiennych od tysięcy lat zjawisk i do tego dobrze wydzielonych z otoczenia. Wówczas konkret stawałby się banałem. Tak skrajne rozumowanie prowadzi do absurdu, co można zresztą wykorzystać do obalenia twierdzeń Bussa. Już dzieci przejawiają umiejętności abstrahowania i tworzenia analogii. Wiedząc np. że pies sąsiada lubi kąsać, dziecko będzie bardziej ostrożne w stosunku do innych psów. Z tekstu zaś wynika, że jeśli nasi przodkowie mieli doświadczenia tylko z np. tygrysem, to nie będą czuć lęku w obecności innych zwierząt posiadających kły.

Nie dość więc, że instynkt jest dokładny jak szwajcarski zegarek, na dodatek dominuje on nad wpływami środowiska. Czytamy... „Garcia wykazał, że nawet w odniesieniu do szczurów te założenia się nie sprawdzają. W serii eksperymentów podawał szczurom określony rodzaj pożywienia, a po kilku godzinach napromieniowywał je tak, że wymiotowały. Choć mdłości pojawiały się kilka godzin po jedzeniu, szczury zazwyczaj po jednej próbie unikały tego pożywienia, kojarząc je z chorobą. Kiedy jednak Garcia połączył chorobę z sygnałami dźwiękowymi lub świetlnymi, nie potrafił nauczyć szczurów, by ich unikały. Wynika z tego, że szczury przychodzą na świat zaprogramowane.” (Buss s.49) Skądś to znamy, w epoce starożytnych filozofów „idee platońskie” były przypominane podmiotowi - jako taki proces wydaje się być dość interesujący. Jednak wyciąganie daleko idących wniosków i uogólnianie tego procesu na człowieka jest bardzo naciągane, gdyż człowiek tym różni się od szczurów, że proces uczenia się umiejętności umożliwiających przetrwanie przebiega u niego przez całe życie. Tym samym udział przeprogramowanych informacji musi być znacznie mniejszy niż u szczurów. Poza tym Buss stwierdza dalej, że nauka jest możliwa, ale przychodzi im niezwykle trudno a jeszcze dalej „..szczury, małpy a nawet ludzie wydają się tak „zaprogramowani”, że pewnych rzeczy uczą się łatwo, a innych w ogóle nie są w stanie się nauczyć.” Trudno jednoznacznie stwierdzić, jakie na prawdę jest stanowisko autora.

Pomijając skrajność wyznawanego przez Bussa paradygmatu „Psychologia Ewolucyjna” jako podręcznik jest naprawdę godny polecenia. Tam też odsyłam Czytelników chcących pogłębić wiedzę - około 500 stron tej książki to fascynująca podróż w czasie i przestrzeni. Zgadzam się również z autorem książki, że Psychologia Ewolucyjna, jako dziedzina nauki budzi nadzieję na syntezę psychologii, przyciąga prostotą i skutecznością swoich koncepcji.

 

Literatura:

David M. Buss (2001) „Psychologia ewolucyjna”. Gdańsk: GWP

David M. Buss (2000) „Ewolucja pożądania”. Gdańsk: GWP

Piękno, sztuka i nauka cz.II/III 

 

[wróć]

 

Piotr Lasoń, 3 maj 2001

 

Napisz do mnie

 

Text & Design

Copyrights by Piotr Lasoń

[Home Page]

komentarz do artykułu