Drodzy Czytelnicy,
Chciałbym Wam podziękować za zainteresowanie artykułami zamieszczonymi na stronach open-mind oraz za listy, które od was otrzymałem. Wasze pozytywne opinie i komentarze utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto, aby te artykuły były dostępne w Internecie, pomimo że ja sam jestem do nauki nastawiony znacznie mniej entuzjastycznie niż kiedyś. Jak słusznie zauważył Heraklit - pantha rei, czyli wszystko płynie, wszystko się zmienia. W moim przypadku, na początku rozwijało się zainteresowanie nauką i wiedzą, później gdy stwierdziłem, że nauka opiera się pozorach, postanowiłem pójść w przeciwnym kierunku, 'duchowej' strony człowieka. Cóż, obie ścieżki okazały się błędne, ale co ciekawe na horyzoncie pojawiła się trzecia ścieżka, która w zasadzie nie jest zaprzeczeniem niczego, ale łączy wszystko w całość. Ale po kolei...
Wolałbym, aby stwierdzenie to zabrzmiało w sposób mniej osobisty i pompatyczny, ale chyba inaczej się nie da. W swoich podróżach poznałem wiele nurtów nauki, z których ostatni w kolejności nosił nazwę 'filozofii nauki' i jest po prostu próbą opisania i zrozumienia czym jest nauka. Podejrzewam, że udało mi się dotrzeć do czegoś w rodzaju granic, zrozumienia jej fundamentów...W tej chwili nie chciałbym zanudzać szczegółowymi dowodami, powiem krótko - przekonałem się, że nauka nigdy nie będzie w stanie poznać 'ostatecznej prawdy', lub nawet jej fragmentu. Nauka jest bardzo przypadkowa, nie jest obiektywna, nie jest nawet logiczna. Sprawia tylko takie wrażenie, ponieważ wymaga od człowieka zapamiętania lub utrzymania w umyśle dużych zbiorów danych, ale tak naprawdę, gdy rozłoży się ją na czynniki pierwsze nie jest już tak dumna i przebojowa, a sami naukowcy wcale nie są bardziej inteligentni od innych, inteligentnych ludzi, którzy nauką się nie zajmują. Nauka różni się jedynie ilością i opakowaniem, ale nie jakością od wniosków, które każdemu z nas przychodzą do głowy, na przykład gdy planujemy zakupy, wakacje lub piątkowy wieczór. Obiecałem nie zanudzać, ale pomyślałem, że zadedykuję pewien temat osobom traktującym naukę na poważnie. Redukcjonizm! Jest on fundamentem każdej dziedziny nauki. Interakcje! To z kolei jest fundamentem Życia. Redukcjonizm wyklucza interakcje już na starcie. Metody badawcze i techniki statystyczne dedykowane są wykluczaniu interakcji, po to aby móc zastosować redukcjonizm właśnie, a efekt jest taki że przestaje się wówczas badać prawdziwą rzeczywistość. Smutne ale prawdzie. To pierwszy gol w bramce Nauki. Kolejny gol, to błędne koła, pętle logiczne pojawiające się spontanicznie w teoriach naukowych. Krótko mówiąc, dochodzi się do pewnych wniosków z pewnych założeń, a ukryte jest to, że owe założenia, tak naprawdę wynikają z wniosków, lub są po prostu wnioskami wyrażonymi innymi słowami. Tak naprawdę więc teoria udowadnia samą siebie. Trzeci gol to po prostu ignorancja naukowców w zakresie metod statystycznych, które stosują, porażająca szczególnie w medycynie, czyli tam gdzie statystyka jest najbardziej potrzebna i być może najczęściej stosowana. Czwarty gol - nauka używa do formułowania coraz to bardziej zaawansowanych teorii i opisów obserwacji... ale uwaga obserwacje te mają jedną poważną wadę, same bazują na teoriach, zmiennych i pojęciach, wcześniej utworzonych. Tak więc obserwowane i badane jest tylko to, co już wcześniej opisaliśmy i zbadaliśmy. Gdzie jest więc miejsce na podstawowe przesłanie nauki, czyli badanie nieznanego, innowacyjność itd, skoro widzimy tylko to, co chcemy widzieć, lub co pozwalają nam widzieć wcześniejsze pokolenia naukowców? Piąty gol i ostatni na razie to rosnące stosy prac naukowych, których nikt już nie jest w stanie przerobić, co prowadzi do coraz większej specjalizacji dziedzin nauki. W psychologii na przykład mamy do czynienia z psychologią emocji i osobowości, podczas gdy powinno być oczywiste, że emocje i osobowość to dwie strony tego samego medalu.
Podsumowując, ja osobiście nie znalazłem w nauce tego, czego spodziewałem się znaleźć, a nawet przekonałem się, że dzięki niej nie może to być w ogóle odnalezione. Przekonałem się również, że tak naprawdę nie szukałem 'ostatecznej teorii ostatecznej' lecz po prostu 'teorii ostatecznej szczęścia'. Nie tędy droga. Fajnie jest sobie porozwiązywać zagadki, pokombinować i dlatego właśnie pozostawiam te artykuły. Nie umniejszam też fachu 'naukowca', po prostu zrównuję go z innymi zawodami. Nauka jest i może być zabawą i do tego zachęcam, zresztą bawić się można naprawdę wszystkim, nie ma lepszej lub gorszej metody. Zamierzam jedynie powiedzieć, że nauka nie jest lepsza, to po prostu taka zabawka dla dorosłych. Dostrzegłem, że mam w ręku zabawkę, znudziła mi się ona, kto wie może jeszcze po nią sięgnę, ale już z innym nastawieniem. Trzeba uważać, żeby nie dać się wciągnąć w jej kalejdoskop, kosztem prawdziwych interakcji z prawdziwym światem. Podobnie dziecko wyrasta ze swojej piaskownicy i idzie dalej poznawać świat. Nauka mimo wbudowanych w nią problemów dostarcza pewnych mechanizmów kontroli i opisu świata, jednak są one skuteczne tylko po jednej stronie: usuwania niedogodności i negatywnych bodźców z naszego życia. Niewiele jest natomiast w stanie zrobić, aby wytworzyć pozytywne bodźce. Na przykład medycyna: pomijając jej słabą skuteczność w zakresie najprostszych schorzeń, koncentruje się na sytuacjach, w których coś kogoś boli, zapominając o ludziach zdrowych, którzy dzielą się na tych, którzy są mniej lub bardziej pełni energii, i przypuszczalnie mają ku temu ważne powody. Fizyka, technologia itd. owszem komputery są coraz szybsze, ale co z tego, skoro prawdziwe emocje pojawiają tylko w kontakcie z prawdziwym życiem. Zadowolenie wynikające zakupu nowego, szybszego komputera, który szybciej ładuje system, jest pozorne, bo wynika tylko z mniejszego poziomu frustracji. Szybki komputer równie szybko przestaje nas cieszyć a na taką okazję cywilizacja ma przygotowanych szereg nowych obiektów pożądania, które mają nam zapewnić zadowolenie. Nie widząc innej opcji sięgamy po nie w dalszej kolejności wpadając w spiralę pożądania-zakupów-zadowolenia-znudzenia-rozczarowania...A kasa leci kosztem czasu pracy i wakacji. Co z tego, że rozmaite usprawnienia do kuchni przyspieszają przygotowanie potraw, jeśli w efekcie pozbawiają nas przyjemności gotowania, a technologie żywieniowe sprawiają, że jedzenie ze sklepu smakuje coraz bardziej plastikowo? Gdyby się zastanowić nad dowolnym wytworem techniki, można dojść do wniosku, że służy on do: 1. jedynie usunięciu lub udoskonaleniu czegoś co nam przeszkadzało, było za wolne, za ciężkie, za duże, za małe 2. ułatwieniu korzystania z obiektów z poprzedniego punktu. Każdy medal ma dwie strony a ja nie chciałbym być posądzony o fanatyzm, wcale nie twierdzę, że należy zrezygnować z elektryczności lub bez emocji korzystać z napędzanych przez nią wytworów. Po co w takim razie oglądalibyśmy filmy, słuchali muzyki, grali w gry komputerowe? Te rzeczy naprawdę kręcą i nie zamierzam temu zaprzeczać, ale uwaga, nie kręcą dlatego, że technika coś stworzyła sama z siebie, lecz że jedynie udało jej się zaimitować coś co już istnieje, np. zreprodukować nagranie z koncertu. Sam bardzo lubię słuchać muzyki, ale z dużą dozą ostrożności podchodzę do trendów i technologii które zapewnić mają większą satysfakcję z jej odbioru. Techniki reprodukcji dźwięku stoją już teraz na poziomie znacznie wyższym niż prawdziwe potrzeby przeciętnego słuchacza, o czym chociażby świadczy tak duża popularność nagrań MP3. Można się zastanowić, czy w takim układzie niektórzy ludzie słuchają muzyki czy też odtwarzających je gadżetów. Kieruję pytanie do fanów gier komputerowych: czy nie jest tak, że kiedyś gry były znacznie lepsze, a rozwój technologii graficznych tak naprawdę zredukował grywalność i klimat? Jeśli tak jest, faktycznie można powiedzieć, że rozwój technologii spowodował okaleczenie gier komputerowych. A jaki jest wpływ technologii na rozwój sztuki? Skąd parcie na telefony komórkowe, w których to funkcja rozmowy zaczyna być dodatkiem? Dlaczego najbardziej pożądane wydaje się to, na co nas nie stać? Dlaczego ktoś poświęca swoje zdrowie pracując po godzinach, skoro przekłada się to tylko na lepszej klasy samochód lub jedno piętro więcej w domku poza miastem? Technologia to też tylko zabawka. Tak jak nauka, jest jak kalejdoskop, w który można się zagapić zapominając o tym, co jest faktycznie źródłem obrazów.
Ponieważ nauka nie dała mi spodziewanej satysfakcji, pomyślałem, że być może Prawdę odnajdę, w jej przeciwieństwie, w tak zwanym rozwoju duchowym. Cóż jeśli pod tym pojęciem, rozumiemy coś przeciwnego do 'materializmu', a więc mamy już na starcie jakieś oczekiwania, to i on jest złudzeniem, a już kompletnym poplątaniem jest budowanie swojego rozwoju na fundamentach materializmu: czyli poszukiwanie zdolności, które albo zapewnią nam nieznane dotąd przyjemności albo umożliwią lepszą, ponadnaturalną kontrolę zasobów, których nie potrafimy kontrolować w normalnym życiu. Mam tutaj na myśli telapatię, telekinezę itp., sztuczki dzięki którym ktoś po prostu chciałby się lepiej zabawić, zaimponować innym itd. Innym, równie grząskim gruntem 'rozwoju duchowego' jest utrata prawdziwej przyjemności, prawdziwego kontaktu z prawdziwym życiem, która co ciekawe często następuje po rozczarowaniu technologią. Wówczas wytwarza się błędne przekonanie, że należy poznać ukryty wymiar, coś innego, co objawi nam prawdziwą postać wszechświata, przywróci równowagę. W takim układzie, ktoś zamiast skoncentrować się na przywróceniu pierwotnego kontaktu ze sobą i z życiem, jeszcze bardziej oddziela się od niego. Nie zamierzam odwoływać się do autorytetów lub logiki. Potwierdzenie faktu, że tu i teraz właśnie, w tym świecie w którym żyjemy i dysponując tym czym w danym momencie dysponujemy, możemy osiągnąć maksymalny poziom satysfakcji, tę prawdę każdy powinien odnaleźć i poczuć intuicyjnie. Rozwój duchowy jest pojęciem wprowadzającym błędne założenia, bowiem zakłada konieczność zmiany czegoś, udoskonalenia lub kontroli, podczas gdy sekret tkwi w zauważeniu tego, co już jest w każdym momencie, a co ma właściwość pozytywnego zmieniania pozostałych warstw i własnej intensyfikacji. To taki przykład pozytywnego sprzężenia zwrotnego. Podobnie jak w przypadku nauki, nie twierdzę, że ćwiczenia oddechowe jogi, metody medytacji itd. są złe lub niepotrzebne. Jeśli traktujemy je jako zabawę, a nie zbyt poważnie np. jako duchową misję odkrycia sensu wszystkiego, to i również wszystko będzie w porządku. Traktując te sprawy zbyt dosłownie, można bardzo łatwo wypaczyć esencje duchowości. Dla przykładu obserwacja myśli, traktowanie ich jako czegoś odrębnego od nas samych lub wręcz zatrzymywanie ich to nic innego jak tworzenie podziałów lub próby kontroli, tyle że na poziomie psychiki. Jedyną naturalną drogą jest integracja, a w jej ramach na przykład, wyciszenie umysłu zmierza do wydobycia z chaosu myśli i emocji, tych które są w danym momencie prawdziwe.
Celowo zestawiłem naukę i rozwój duchowy ze sobą, bo choć to są dwie skrajności, wiele je łączy, przede wszystkim uzurpowanie sobie prawa do mówienia ludziom, co jest lepsze, co gorsze, podczas, gdy tak naprawdę obie ścieżki wikłają człowieka w szereg iluzji. Obie skrajności bazują również na ukrytych założeniach, które je po prostu ograniczają, w związku z czym nie może istnieć coś takiego jak obiektywna nauka czy też jedynie słuszny rozwój duchowy. Prawdziwe życie nie polega na rozwoju lub kontroli czegoś, tylko na życiu i byciu sobą w każdej sytuacji. Pogoń za czymś, co jest ukryte, ostateczne, tajemnicze, jest pogonią za iluzją, czymś co nie istnieje. A nawet jeśli istnieje, to tylko przez pewną chwilę. Opis pozostaje, podczas gdy chwila dawno już przeminęła. Kierując się interpretacją i opisem, która są nam niezbędne do kontroli: technologii (nauka) lub psychiki (rozwój duchowy), podążamy jedynie w cieniu prawdziwej rzeczywistości. Wszystko to, co ważne, jest już na powierzchni zjawisk - dostępne człowiekowi dzięki jego zmysłom i zdolności do odczuwania życia bezpośrednio, w danym momencie. Reszta to dodatek. Wszystko się zmienia, prawdy występują lokalnie, nie ma uniwersalnych metod na osiągnięcie z góry wyznaczonego celu, rzeczy nie są ani dobre ani złe w wymiarze ogólnym, są jedynie lepsze lub gorsze, w danej, konkretnej sytuacji. Nie istnieją uniwersalne prawdy, zawsze skuteczne metody i reguły postępowania, kryteria etycznych ocen...Wbrew pozorom, jest to bardzo optymistyczne i pozytywne stwierdzenie, bowiem opisuje świat bez ograniczeń, w którym wszystko może się zdarzyć, w którym wszystko można jeszcze odkryć i na wszystko można sobie pozwolić. I to jest właśnie trzecia ścieżka o której wspominałem na początku. Ścieżka wyrażania siebie i doświadczania świata za pomocą tego, co w danym momencie najlepsze i na co mamy naturalną ochotę; w nauce, sztuce lub medytacji.
Pozdrawiam i zapraszam do korzystania z nowej funkcji dostępnej na stronach artykułów, jaką jest możliwości ich komentowania.
Piotr Lasoń
Text & Design
All Copyrights by Piotr Lasoń 2006
| komentarz do artykułu | |