Matrix
- recenzja filmu
[wróć]
Rzeczywistość,
osnuta iluzją komputerowej symulacji jest tematem przewodnim filmu
„Matrix”. Wyobraźmy sobie, że świat który nas otacza to
generowana w czasie rzeczywistym interaktywna gra. Kształty, kolory i dźwięki
są jedynie strumieniami bitów ładowanych bezpośrednio do kory mózgowej pogrążonych
w komie ludzi. Z tą niewiarygodną wizją musi pogodzić się główny bohater
filmu. Neo nie jest przeciętnym hakerem, a jak się później okaże nie jest również
przeciętnym człowiekiem. Zadaje sobie pytania, których nie jest w stanie
wyartykułować a czasem budzi się w nocy z przekonaniem, że coś w jego życiu
nie pasuje. Akcja zawiązuje się, gdy osobnik o imieniu Morfeusz (nie przez
przypadek noszący miano boga marzeń sennych), odnajduje Neo, sprowadzając na
niego wiedzę o iluzji w jakiej żył od urodzenia....i Facetów w Czerni.
Morfeusz wyjawia mu prawdziwą historię rasy ludzkiej, niegdyś panującej na
Ziemi, obecnie będącej ekologicznym źródłem energii dla maszyn obdarzonych
inteligencją. Jak się dowiaduje „ludzie się już nie rodzą, ludzi się
hoduje”. Scena która pojawia się w chwilę później jest jedną z
najbardziej porażających wizji totalitaryzmu jakie dane mi było zobaczyć.
Rzeczywisty świat to koszmar rodem z grafik Gigera, przy którym miasta z
Bladerunnera lub Terminatora wydają się oazą spokoju. Nawiasem mówiąc
efekty wizualne, FX i symulacje komputerowe z „Matrixa” są z pewnością
ciekawsze i bardziej innowacyjne niż w „Star Wars - Episode 1”, ale
o tym na pewno już czytaliście w innych recenzjach.
Skoncentrujmy
się na warstwie filozoficzno-spekulacyjnej „Matrixa”. Co by było
gdyby...? Być może za moment skontaktuje się z nami Morfeusz, który zamiast
opiumowego snu sprowadzi przebudzenie. Czy chcielibyśmy wówczas poznać prawdę?
Neo stanął przed takim wyborem i wybrał prawdę - choć został uprzedzony o
konsekwencjach (mógł również zapomnieć o całej historii i dalej żyć w złudzeniu).
Poznanie ukryte było w tabletce, którą Neo musiał połknąć. Skojarzenie z
narkotykami psychodelicznymi (a także z „Alicją w Krainie Czarów) jest
aż nazbyt oczywiste. Timothy Leary, orędownik hippisów (z naszej rzeczywistości)
był przekonany, że LSD doprowadzi kiedyś do transformacji i wzbogacenia
ludzkiej świadomości, natomiast Aldous Huxley mówił o „otwarciu bram
poznania” pod wpływem meskaliny.
To,
co Neo widzi po drugiej stronie, doprowadza go na skraj szaleństwa, ale po
chwili załamania nerwowego adaptuje się. W drużynie bojowników o wolność
ludzkości odnajduje nowych a przede wszystkim „prawdziwych”
przyjaciół. Może za wyjątkiem jednego, który za cenę zapomnienia i
dalszego życia w iluzji (bardziej jednak kolorowej niż rzeczywistość), gotów
jest wydać maszynom swoich współziomków. Czy ucieczka od Prawdy,
wyeksponowana w „Matrixie” nie jest celnie zauważoną wadą
ludzkiej natury?
Twórcy
filmu - Bracia Wachowscy odkrywają i inne zakątki duszy człowieka. Mówią na
przykład, że jesteśmy stworzeni z kombinacji ciemnej i jasnej materii. Świat,
który pozbawiony byłby jednego z tych biegunów wydałby nam się fikcją.
Wyraża to główny szef Facetów w Czerni - agent komputerów obdarzonych
inteligencją - opowiadając o pierwszym, nieudanym projekcie wirtualnego świata.
Był to Raj, zbyt doskonały by mógł go człowiek znieść. Ze względu na duży
odsetek spontanicznych przebudzeń, maszyny zmuszone były uzupełnić ten świat
o niedolę, nędzę a przede wszystkim ludzkie negatywne emocje, które nie mogły
istnieć w Raju. Wachowscy odkrywają również pozytywne cech natury człowieka:
wiarę i miłość. Wątek wiary jest „Matrixie” wszechobecny. Neo
jest bowiem symbolicznym Chrystusem: ponadczłowiekiem, ale jednocześnie
osobnikiem obdarzonym umiejętnością poświęcenia się. Podobnie jak Chrystys
Neo oddaje swoje życie, za kogoś kto jest mu bliski...ale na tym film się nie
kończy (postacie takie jak Morfeusz lub Wyrocznia prowadzą z nim, a także między
sobą, skomplikowaną grę - Neo tak na prawdę do końca nie wie jaką mocą
dysponuje - dlatego też jego poświęcenie jest prawdziwe). Morfeusz szkoli go
w rozmaitych sztukach walki ale centralnym punktem treningu jest wypracowanie w
nim niezachwianej wiary w siebie i transcendentalnej chęci dopięcia swego. To
właśnie te cechy pozwalają mu stawić czoła bezwzględnym agentom maszyn w
wirtualnym świecie. Wygląda na to, że wiara i poświęcenie są
najcenniejszymi skarbami ludzkiej natury. Mimo, że „Matrix” jest
dynamicznym filmem akcji odnajdujemy w nim nutę stonowanej filozofii Wschodu.
Niezachwiana
wiara w siebie jest również składnikiem uczucia wyższego - miłości. Tego
popularnego wątku nie zabrakło również i w „Matrixie”. Jak
wspomniałem, nikt nie ma pewności co do tożsamości Neo - nikt nie wie czy
naprawdę jest oczekiwanym Mesjaszem. Taką pewność zyskuje Trinity, gdy pamiętając
o słowach Wyroczni odkrywa w sobie uczucie do Neo.
Podejrzewam,
że nie ja jedyny wyszedłem z kina, z myślą, że ten film trzeba koniecznie
zobaczyć ponownie. Dwie dobre wiadomości: nawet za trzecim razem ogląda się
go równie świeżo, w nowym Millenium powstanie „Matrix 2” i dwie złe:
Wachowscy zrezygnowali z kręcenia obu części jednocześnie, sequele rzadko
dorównują swoim pierwowzorom.
[wróć]
Piotr
Lasoń, 18 sierpień 1999

Text
& Design
Copyrights by Piotr
Lasoń
[Home
Page]
|