Globalna Świadomość

 

[wróć]

 

Istota świadomości

Świadomość poszerzona

Internet - uniwersalne łącze

Ciemna strona mocy

www.PunktOmega

 

Czy nam się to podoba, czy nie - jesteśmy częścią wielkiej machiny. Jest nią firma w której pracujemy, całe społeczeństwo oraz wielowymiarowy wszechświat. W zasadzie każdy z tych poziomów jest tylko jednym ze szczebli „drabiny Jakubowej” - zawsze nad nim znajduje się następny, wyższy poziom. Poczucie, że jest się panem własnego losu powinno być więc złudzeniem. Jeśli ten smutny wywód jest prawdziwy, to czy bycie świadomym jest również złudzeniem? Za moment się okaże, że niekoniecznie. Postaram się również pokazać, że bycie świadomym elementem, większej struktury nie wyklucza faktu, iż ona również może być w jakimś sensie świadoma. Możliwe są jeszcze bardziej zdumiewające scenariusze. Być może egzystujemy obok rozwijającego się super-organizmu, zwanego Internetem i na dokładkę żadna ze stron nie ma o drugiej zielonego pojęcia. Dla człowieka Internet byłby jedynie narzędziem do komunikacji, zaś dla Internetu człowiek stanowiłby przedłużenie jego zmysłów - narzędzie służące do zbierania informacji o świecie rzeczywistym. Widzimy jedynie poszlaki -  pseudo-przypadkowe awarie systemów komputerowych, zmieniające się przepustowość łącz podczas kopiowania danych z Internetu spowodowane pulsowaniem krzemowego organizmu. Jeśli nie dopuścimy wiary w sensowność takiego pytania, to oczywiście nigdy nie poznamy na nie odpowiedzi.

 

Istota świadomości

Na pytanie; „Czym jest świadomość?” trudno dziś szukać jednoznacznej odpowiedzi. Chciałoby się uprościć sprawę mówiąc, że jest to przeciwieństwo stanu w który zapadamy zasypiając - ale to oczywiście niczego nie wyjaśnia. Obecnie kwestia świadomości jest dla nauki najcięższym (obok deszyfracji kodu DNA) orzechem do zgryzienia. Powstaje multum publikacji, książek, organizowane są również sympozja poświęcone temu konkretnemu tematowi. Mimo to ten ostateczny bastion pozostaje nie zdobyty i nie ma pewności czy szybciej nie podbijemy gwiazd niż poznamy tajemnicę wszechświata wewnętrznego.

Problem świadomości nurtuje człowieka od zarania dziejów z prostego powodu. To właśnie istota człowieczeństwa zawarta jest w poczuciu tożsamości, świadomości, bycia i istnienia. Dowiadując się na czym polega mechanizm świadomego istnienia, dowiemy się również dlaczego i czy naprawdę istniejemy.

Badacze świadomości dzielą się z grubsza na dwie grupy: na osoby poszukujące odmiennych, medytacyjnych lub psychodelicznych stanów oraz na tych, którzy pragną zbadać świadomość posługując się nowoczesną techniką. Szczerze powiedziawszy mimo pewnych ograniczeń, to właśnie podróżnicy po wewnętrznej przestrzeni - jogini, guru i leaderzy pokolenia „dzieci kwiatów” wnieśli najwięcej w rozumienie odmian i półcieni świadomości. Niestety napotkali oni na mur nie do przebicia - patrząc wgłąb siebie nie mogli dostrzec aspektów bardziej subtelnych niż stosowane narzędzie obserwacji jakim jest właśnie świadomość. Aby zejść głębiej niezbędna jest eksploracja „dodatkowymi” zmysłami. Techniki badania ludzkiego umysłu takie jak PET Scan, rezonans magnetyczny, EEG etc. przekraczają granice ludzkiego poznania pozwalając obserwować procesy zachodzące w bardzo krótkich odcinkach czasu, lub w miejscach niedostępnych bezpośredniej obserwacji.

Przy użyciu tych kosztownych i wyspecjalizowanych narzędzi trwa nieustanny szturm na zagadkę świadomości. Jednym z bardziej popularnych podejść badawczych jest próba śledzenia mechanizmu tworzenia się świadomości od poziomu najbardziej elementarnego, wręcz molekularnego do poziomu funkcjonowania całego mózgu (zainteresowanych szczegółowym wywodem odsyłam do książki „Schody do Umysłu” Alwyna Scotta). Istotnym założeniem badaczy umysłu jest materialne podłoże świadomości. Oznacza to, że świadomość jest wynikiem procesów zachodzących w naszym materialnym świecie, specyficzną ich konfiguracją lub oddziaływaniem pomiędzy materialnym cząsteczkami itd. To właśnie tę specyficzną konfigurację naukowcy pragną poznać. Oczywiście jeśli to założenie jest nieprawdziwe wówczas nauka idzie w dokładnie przeciwnym kierunku niż właściwy, a licencja wciąż spoczywa w rękach mistyków.

Elementarnym poziomem opisu jest świat mechaniki kwantowej: uniwersum bardzo małych odległości i krótkich odcinków czasu. W jednej kwestii zgadzają się tutaj zarówno laicy jak i osoby wtajemniczone - prawa mechaniki kwantowej przeczą zdrowemu rozsądkowi, logice i rzadko kiedy możemy znaleźć jakieś punkty wspólne pomiędzy prawidłami świata makro i świata kwantowego. To właśnie fizyka świata kwantowego daje nam nadzieję na istnienie wolnej woli. Posuwając się w górę hierarchii widzimy wyłaniające się struktury, których właściwości wynikają już ze wzajemnych przyczynowo-skutkowych oddziaływań (czasem bardzo złożonych). Gdyby świadomość była właściwością wyższych pięter materii, wówczas byłaby też całkowicie zdeterminowana, a o wolnej woli moglibyśmy zapomnieć. Poziom wyżej nad funkcjami falowymi, paczkami fal funkcji itd. istnieje poziom molekuł, badany i opisywany przez chemię. Trudność w połączeniu zjawisk zachodzących na obu poziomach wynika z niezwykle skomplikowanych równań matematycznych opisujących kwantowe zachowanie się cząsteczek chemicznych - stąd fizyka i chemia raczej nie idą w parze.

Najprostszymi strukturalnie związkami budulcowymi naszego mózgu, a więc również i świadomości, są aminokwasy. Z nich powstają białka, komórki a z tych ostatnich tkanki. Poziomem, który szczególnie uważnie badają neuropsycholodzy są procesy funkcjonowania i współdziałania komórek nerwowych. Znany każdemu szkolny schemat komórki nerwowej jest bardzo dużym uproszczeniem. Przede wszystkim występują dziesiątki rodzajów neuronów i dziesiątki substancji przy pomocy neurony te komunikują się. Ogólnie zaś całość zwana mózgiem jest układem chemiczno-elektrycznym. Jest tak dlatego, iż nerwami płynie impuls elektryczny, natomiast pomiędzy synapsami neuronów występuje przekaźnictwo chemiczne. Mózg to jednak coś więcej niż neurony - na wyższym poziomie tworzą go całe szlaki, spójne struktury, jądra mózgu. Ponieważ mózg nie jest jednolitą strukturą można przypuszczać, że specyfika świadomości również wynika z jego makroskopowej budowy i współdziałania większych struktur neuronów. Ma to sens, gdyż obecnie panujący paradygmat wskazuje na istotną role cykli pulsowania całych partii neuronów, zaś magiczną liczbą, którą coraz częściej wymieniają neuropsycholodzy jest 40 cykli na sekundę. Stwierdzono, że zawsze (również u zwierząt) gdy pojawia się świadomość, wśród fal mózgowych zaczynają dominować impulsy elektryczne w cyklu 40Hz.

Procesów mogących odgrywać rolę w powstawaniu świadomości jest niezwykle dużo. Wprawdzie część z nich jest prawdopodobnie nieistotna dla świadomości ale aby to stwierdzić nauka musi najpierw poznać istotę wszystkich tych procesów. Pozostaje nadzieja, że tak naprawdę świadomość wynika z bardzo prostych relacji. Inaczej nawet jeśli dowiemy się pewnego dnia czym jest świadomość, to nie będziemy w stanie tego pojąć.

 

Świadomość poszerzona

Poziom na którym mamy do czynienia ze strukturą mózgu człowieka nie jest ostatni w omawianej hierarchii. Jak pisałem wcześniej każdy z nas jest częścią większego systemu. Choć z całą pewnością mamy większą swobodę ruchu niż neurony w mózgu, to jednak podobnie jak neurony przekazujemy informacje, przetwarzamy je i odbieramy dane z otoczenia. W pewnym sensie jako jednostki pełnimy podobną funkcję jak neurony. Chociaż każdy z nas ma na uwadze przede wszystkim własne dobro, to jednak aby je maksymalizować musimy współpracować, a więc musimy być częścią systemu. Nawet tam, gdzie wydawać by się mogło współpraca jest ostatnią myślą zaangażowanych osób występuje efekt grupowego myślenia. Przykładem takiego systemu jest giełda papierów wartościowych. Choć każdy z graczy podejmuje decyzje indywidualnie, to przecież występują na giełdzie masowe cykle hossy i bessy, świadczące o podejmowaniu tych samych decyzji przez duże grupy ludzi. Mimo bycia świadomym tego zjawiska niewielu graczy udaje się zdystansować od rytmu funkcjonowania giełdy, a już z pewnością nikt nie może powiedzieć, iż na jego postępowanie nie mają wpływu cykle koniunkturalne o długich okresach. Ci, którzy nie grają na giełdzie nieświadomie poddają się cyklom na przykład kulturowym. Charakterystyczne dla rozwoju sztuki i literatury jest naprzemienne występowanie tendencji do humanizmu i racjonalizmu.

Bardzo możliwe, iż jako świadome jednostki jednocześnie odgrywamy pewną rolę w tworzeniu się świadomości globalnej. O ile jednak nie „czujemy za miliony” to nie mamy o niej pojęcia. Obserwując jej rytmy biologiczne oraz szczególne cykle charakterystyczne przede wszystkim dla organizmów świadomych zaczynamy zadawać sobie pytania - w dalszej części artykułu więcej na ten temat.  

O istnieniu istoty globalnej możemy się więc domyślać wykorzystując jedynie poszlaki. Utrudnieniem jest fakt, że prawdopodobnie istnieje ona w zupełnie innej skali czasowej i przestrzennej. Istnieje uniwersalne prawo układów biologicznych (tzn. zwierząt i roślin), które mówi, że wraz ze wzrostem masy i wielkości osobnika zmieniają się również jego parametry życiowe: wzrasta długość życia, maleje liczba uderzeń serca, maleje metabolizm. Związek masy i wymienionych parametrów obliczany jest poprzez podniesienie masy do potęgi określonego współczynnika. Tak więc wewnętrzny, subiektywny czas zwalnia w miarę wzrostu wielkości organizmu. Dzieje się tak ponieważ życie możliwe jest dzięki cykliczności - inaczej mówiąc przepływowi informacji w okręgu sprzężenia zwrotnego. Informacje, energia oraz substancje wewnętrzne poruszają się po okręgu ciała. Nie dosłownie - poprzez wzajemne powiązania różnych organów, oraz dosłowne - krew pompowana jest ze stałą prędkością. Gdybyśmy umieścili we krwi zwierzęcia mały stateczek wówczas wykonałby on pełny obrót, tzn. powrócił do serca po określonym czasie. Ten czas byłby krótszy dla myszy i dłuższy dla człowieka. Jeśli naszymi wewnętrznymi zegarami zawiadują hormony pulsujące wraz z biciem serca i omywające cyklicznie różne partie ciała to można powiedzieć, że zegar myszy i człowieka działa w innej skali czasowej ze względu na różną wielkość. Wobec tego jeśli porównujemy czas życia myszy i człowieka stwierdzamy, że jest różny, ale ten sam w ich subiektywnym czasie. Mysz żyje krócej i „szybciej” od człowieka, ale biologiczny czas życia jest podobny. Serce człowieka bije wolniej z tego względu, że impulsy nerwowe pokonują większe odległości (ich cykle są więc dłuższe). Wyobraźmy sobie, że zwiększamy skalę istnienia organizmu. Nawet jeśli byłby on świadomy, to ze względu na różną szybkość metabolizmu nie mógłby się z nami bezpośrednio komunikować. My również mielibyśmy z tym problemy, bo zadawszy pytanie (zakładając znajomość języka) musielibyśmy czekać na odpowiedź setki lat.

Znany psycholog Carl Gustav Jung zakładał jednak, że pomiędzy nami a tym hipotetycznym organizmem zachodzi nieświadoma wymiana informacji. Mówił on, że czerpiemy inspirację z tzw. świadomości kolektywnej - zasobu wiedzy i doświadczeń gatunku ludzkiego. Częściowo my ją tworzymy, a częściowo ona nas.

Kontakt o którym mówił Jung przebiega być może z różnym nasileniem w różnych okresach życia. W każdym z nas istnieje bowiem tendencja do indywidualizmu i kolektywizmu. Ta oczywista sprzeczność wywołuje szereg napięć a tez kolei powodują ruch i rozwój. Odwołamy się tutaj do słów Ericha Fromma - Na przestrzeni wieków człowiek porusza się od wolności i podejmowania świadomych wyborów do poddania się wyższej sile i realizacji jej celów. Pomiędzy nimi występuje cały szereg przejść po których poruszają się trendy społeczne. Oba stany, jak zauważa Fromm, nie dają człowiekowi pełnej satysfakcji. Będąc całkowicie wolnym czuje się wyizolowany i bezsilny wobec przytłaczających go sił zewnętrznych. Tym bardziej przeraża go odpowiedzialność za własne czyny i decyzje gdyż ciężar decyzji spoczywa tylko na jego barkach. Takie możliwości daje kapitalizm, swoboda seksualna i wreszcie anarchia. Skrajna wolność w tworzeniu własnego życia powoduje więc wewnętrzne rozdarcie człowieka i wynikające z tego konsekwencje. Orientacja człowieka zaczyna się więc powoli zmieniać w kierunku poddania się grupie, doktrynie, lub autorytetowi. Przejawia się to w konformizmie i jak określa to Fromm „masochizmie” człowieka. Również pewne odmiany religii spełniają ważną rolę psychologiczną odciążając człowieka od odpowiedzialności i pokazując właściwą drogę życia (którą samemu trudno jest odnaleźć). W ten właśnie sposób człowiek ucieka od wolności do życia według pewnych struktur zachowań, myślenia, mówienia itd. Jest to przejaw odwiecznej chęci człowieka do posiadania trwałego i stabilnego systemu wartościowania świata. Niestety pełne poddanie się systemowi nie spełnia oczekiwań człowieka. Podejmuje więc próbę ucieczki do wolności, uwalniania się od krępujących go schematów i więzów. W ten sposób cały cykl zamyka się i powtarza a człowiek odbija się jak piłka od kolektywizmu do indywidualizmu.

 

Internet - uniwersalne łącze

Bazując na powyższych rozważaniach można powiedzieć, że każdy dostatecznie złożony układ, którego elementy wymieniają między sobą informacje, energię czy materię ma szansę awansować do rangi układu świadomego. Obserwując rozwój sieci komputerowej Internet nie trudno nie dostrzec, iż spełnia ona wszystkie wymienione warunki.

Pomysł globalnej świadomości nie jest sam w sobie niczym pionierskim. Na Internecie odnaleźć można grupy zapaleńców, którzy poświęcają swój czas i pieniądze, aby hipotezę tą zweryfikować. Przykładem może być „Global Consciousness Project”. Jego autorzy wychodzą z założenia, iż umysł człowieka jest tylko pozornie uwięziony w ciele, a tak naprawdę jest on w stanie wchodzić w interakcje z umysłami innych ludzi, niezależnie od odległości, czy dzielących ich barier. Podstawową ideą projektu jest wsłuchiwanie się w przypadkowy szum generowany przez komputery połączone z centralnym serwerem. Mówiąc metaforycznie - gdyby połączony szum tysięcy komputerów okazał się biciem serca - wówczas mielibyśmy pewność iż komputery te łączy głęboka zażyłość, a Internet jest żywym organizmem. Inną ewentualnością jest, co właśnie biorą pod uwagę twórcy GCP, istnienie telepatycznego oddziaływania ludzkiego umysłu na innych ludzi oraz na funkcjonowanie maszyn. Twierdzą oni, że jeśli człowiek będący w pobliżu komputera jest częścią świadomości globalnej (choć może nie mieć o tym pojęcia) to komputer również poddany  będzie oddziaływaniu tego tajemniczego pola mentalnego. Nic więc prostszego jak zebrać dane z wielu komputerów, rozsianych po całym świecie, a następnie sprawdzić, czy dane te wykazują jakieś cechy podobieństwa. Wówczas moglibyśmy powiedzieć, że komputery te nadają na jednej fali, a więc ich użytkownicy również nadają na podobnej fali, co znaczy, że zarówno ludzie jak i komputery są połączone telepatyczną siecią. Koniec dowodu!

Mimo całej niezwykłości przedstawionego tutaj pomysłu, nie można odmówić mu jego miejsca w tzw. „hard science”. Przyjrzyjmy się czym różni się on od typowego mambo-jambo z odgadywaniem kart. Przede wszystkim w opisywanym projekcie stosuje się niezwykle rygorystyczne metody generowania zdarzeń losowych. Wykorzystuje się tutaj głównie urządzenia bazujące na efektach kwantowego tunelowania elektronów, które można spiąć z komputerem stacjonarnym lub laptopem. Dzięki zastosowaniu zaawansowanej technologii uzyskuje się całkowicie nieprzewidywalny biały szum, na który następnie nakłada się maski logiczne XOR eliminujące ewentualne wpływy z otoczenia takie jak temperatura lub starzenie się materiałów. Na końcu tego procesu otrzymywany jest strumień zupełnie przypadkowych dwustu bitów na sekundę. Tak więc z jednej strony mamy urządzenie generujące ciąg bitów, a z drugiej uczestników eksperymentu, który „siłą woli” starają się wywrzeć ukierunkowany nacisk na urządzeniu generującym liczby losowe, tak aby generowało ono więcej zer lub więcej jedynek. Ponieważ ciągi dwustu  bitów są zupełnie losowe, średnia ich suma powinna dać 100. Każde odchylenie może być wynikiem losowym, ale im większe odchylenie od średniej tym większą możemy mieć pewność, że różnica ta nie jest dziełem przypadku ale działania czynnika, o którym nauka nie ma dotąd pojęcia. Oczywiście aby stwierdzić, czy jest to istotna różnica stosuje się zaawansowane metody statystyki matematycznej. Okazuje się, że nie tylko chęć wpływu na wyniki generatora liczb losowych skutkuje - wystarcza sama obecność człowieka. Dowodzą tego przekonywujące dane zebrane w trakcie eksperymentów prowadzonych przez kilkanaście lat.

Global Consciousness Project ze szczególną uwaga przygląda się zjawiskom integrującym ludzi na całej kuli ziemskiej, a więc stymulującym kolektywną świadomość. W trakcie pogrzebu księżnej Diany, zimowych igrzysk olimpijskich w Nagano oraz wielu innych imprezach serwer centralny zbierał dane z setek punktów na całej ziemi. Następnie naukowcy starali się naszkicować kolorową mapę świata z zaznaczonymi na niej obszarami wysokich i niskich wyników. Nie otrzymano tego, co spodziewali się zobaczyć sceptycy, czyli szumu na ekranie. Zamiast szumu otrzymano mapę obszarów, która neuropsychologowi przywiodłaby na myśl obraz funkcjonującego mózgu człowieka. Plany Projektu nie kończą się na monitorowaniu sieci Internet podczas zdarzeń szczególnie poruszających całe masy. Twórcy GCP mają w planach rozszerzenie swojej działalności, sprawdzanie bardziej złożonych hipotez, oraz ewentualne przebudzenie świadomości samego Internetu. W tym celu szukają oni ochotników oraz organizacji współpracujących, wszystkich którzy  byliby skłonni udostępnić swoje komputery na podobnej zasadzie na jakiej funkcjonuje internetowe SETI (czyli projekt poszukiwania sygnałów życia pozaziemskiego w szumie kosmosu).

Trzeba przyznać, iż pole badań Projektu Globalnej Świadomości jest niezwykle fascynujące. Dzięki komputerom łączącym najdalsze zakątki świata oraz oczywiście Internetowi możemy sprawdzić, czy idea świadomości globalnej jest czymś więcej niż science-fiction. Wypada tutaj wspomnieć o pewnym ambitnym badaczu Rupercie Sheldrake’u który już na początku lat osiemdziesiątych postulował i testował swoje idee pól morfogenetycznych. Twierdził on, iż po pierwsze wszystkie istoty żywe są połączone czymś w rodzaju kolektywnej świadomości, po drugie mogą ze sobą oddziaływać niejako ponad światem materialnym poprzez zjawisko rezonansu pól morfogenetycznych. Ponadto nasz rozwój biologiczny jako gatunku zależy nie tylko od materiału DNA ale również od globalnego pola morfogenetycznego. W jaki sposób powstaje owo tajemnicze pole morfogenetyczne? Sheldrake twierdzi, iż każda forma i struktura pozostawia po sobie odcisk, a im więcej podobnych form tym ten odcisk jest wyraźniejszy i ma on silniejszy wpływ na tworzenie się nowych, ale podobnych struktur. W ten sposób tłumaczy on nie wyjaśniony jak dotąd aspekty ewolucji gatunków, jak również dopuszcza istnienie przekazywania wyuczonych zdolności potomkom. To ostatnie założenie potwierdziły przeprowadzone w 1920 roku na Uniwersytecie w Harvardzie eksperymentu nad uczeniem się szczurów. Jak to zwykle w tego typu eksperymentach, szczur musi uciec z klatki skomplikowanym korytarzem. Okazało się, że w efekcie treningu kolejne generacje szczurów popełniały mniej błędów i szybciej uciekały z klatki niż ich poprzednicy. Nie byłoby to sprzeczne z teorią ewolucji, gdyby nie fakt, iż rodziców kolejnych generacji szczurzych dobierano zupełnie losowo. Ponieważ nie istniała selekcja genów, toteż umiejętność ta musiała przenosić się w inny sposób. Hipotezę pól morfogenetycznych - lub jak kto woli kolektywnej świadomości, testowano w bardziej efektowny sposób w czasach nam współczesnych, aczkolwiek jeszcze zanim rozwinął się Internet. W jednym z eksperymentów uczestnicy mieli za zadanie wyuczenie się trzech japońskich rymowanek. Niektóre z tych rymowanek były faktycznie śpiewane przez Japońskie dzieci od pokoleń, inne zostały wymyślone przez japońskiego poetę na potrzeby eksperymentu. Okazało się, że rymowanki, które powtarzały pokolenia dzieci były łatwiejsze do zapamiętania niż rymowanki „bez rodowodu”. Świadczy to o tym, iż dzieci poprzez miliony powtórzeń utworzyły pole mofrogenetyczne rymowanki, do którego mieli dostęp również mieszkańcy Stanów Zjednoczonych. W innym eksperymencie pokazywano brytyjskim widzom programu „A Plus” wieloznaczny obraz (na którym jedni widzieli kobietę inni mężczyznę), który następnie zastępowano jedną z jego interpretacji. Następnie pytano osoby w Afryce, Europie oraz Stanach Zjednoczonych, które nie miały okazji oglądać programu „A Plus” co widzą na wieloznacznym obrazku. Okazało się, że widzieli oni najczęściej tę interpretację, którą pokazano widzom w Wielkiej Brytanii. Udowodniono w ten sposób, że idea propagowana w jednej części globu ma wpływ na świadomość mieszkańców innej jego części - im częściej powtarzana, tym jej wpływ jest silniejszy. Na podobnej zasadzie w grze komputerowej Populous, ilość wyznawców danego boga determinowała jego siłę - jeśli nikt w niego nie chciał wierzyć, wówczas stawał się słabiutki, tak że nawet z opanowaniem najprostszego żywiołu miewał problemy.

 

Ciemna strona mocy

Oprócz ścieżki, rzec można duchowej, w badaniach na kolektywną świadomością rysuje się również droga kapitalistyczna. Skoro globalna świadomość zawiera w sobie tak ogromny potencjał informacji, wiedzy i doświadczeń całego gatunku ludzkiego, to czemu nie wykorzystać tego w celach zarobkowych. Na tego typu pomysł wpadli twórcy Intelligenesis Corporation. Założeniem proponowanego przez nich systemu tworzenia prognoz finansowych, jest fakt, iż Internet nawet jeśli niewiele ma wspólnego ze świadomością, to z całą pewnością jest w dzisiejszych czasach jedynym medium przekazującym i magazynującym w czasie rzeczywistym myśli, opinie i potrzeby różnych ludzi. Tak więc przeszukując Internet możemy dowiedzieć się czego ludzie najbardziej pragną, co ma przełożenie na ekonomiczną jednostkę popytu, lub o czym się dowiadują z innych mediów (co z kolei wpływa na ich skłonność do wybierania określonych opcji). Flagowy produkt firmy Intelligenesis Corporation nosi nazwę WebMind. Wchodzący w jego skład moduł analizy Text Analytics jest po prostu agentem przeszukujący sieć wzdłuż i wszerz ze szczególną koncentracją na materiałach finansowych. Ze stworzonej w ten właśnie sposób bazy danych budowana jest sieć neuronowa Sztucznej Inteligencji, która mając do dyspozycji tak ogromną i wiarygodną ilość danych jest w stanie dość dobrze przewidzieć zachowanie się rynków finansowych. Program testowano na największych wskaźnikach finansowych: Dow Jones, Yen i Dollar. WebMind odszukał wstępnie wszystkie wiadomości finansowe dostępne u providerów danych ekonomicznych, po czym przedstawił prognozę finansową na kolejny dzień. Generalnie w zestawieniu z alternatywnymi prognozami WebMind okazał się zdecydowanie najlepszy - nie tylko maksymalizował zysk, ale również obniżał ryzyko inwestycji. Przedstawione tutaj podejście istotnie wydaje się niezwykle nowatorskie, aczkolwiek inspirację czerpie ze znanych od lat koncepcji ewolucyjnej optymalizacji sieci neuronowych oraz zjawiska dostępności psychicznej (co w psychologii oznacza tendencję do lubienia rzeczy z którymi ma się najczęstszy kontakt). Oczywiście kluczowym aspektem jest tutaj superszybkie przeszukiwanie aktualizowanej na bieżąco ogromnej Internetowej bazy danych - bez niej pomysł nie mógłby wypalić.

Wniosek z tego płynie następujący: na kolektywnej świadomości będzie można w przyszłości nieźle zarobić. Gorzej jeśli przesączą się do niej nasze prywatne informacje, których nie chcielibyśmy nikomu zdradzić. Nawiasem mówiąc w ten sposób cierpią zapewne naukowcy, dla których idee są narzędziem pracy. Nawet jeśli nie publikują oni swoich odkryć w Internecie to, zgodnie z myślą przewodnią naszych rozważań, udostępniają je nieświadomie innym ludziom poprzez pola morfogenetyczne. Tłumaczyłoby to dlaczego te same odkrycia pojawiały się w historii nauki u różnych badaczy w tym samym czasie, chociaż nie mieli oni ze sobą żadnego kontaktu.  Zakładając, że istnieją gdzieś hipotetyczni obcy, którzy chcą poznać naszą cywilizację, mogą to jak widać zrobić na wiele sposobów, sprowadzając telepatów z Aldebrana, lub po prostu wykupując internetowe łącze dzierżawione z transmisją satelitarną.

Mogłoby się wydawać, że Internet i religia wzajemnie sobie zaprzeczają - jedno jest przejawem do globalizacji, znoszenia barier międzyludzkich, relatywizmu wyznań i przekonań, zaś drugie to skłonność do tworzenia podziałów na „my i oni”, wiary w konkretny dogmat. Faktycznie, co bardziej konserwatywni zwolennicy określonych prądów religijnych, unikający integracji z innymi religiami, upatrują w Internecie apokaliptycznej bestii. Mówiąc o wymiarze duchowym i materialnym w kontekście globalnej świadomości nie można zapomnieć o problemie dobra i zła, czyli wartości tego czym może być owa globalna świadomość.

Myśl, że technika ogólnie jest zła i stanowi spłycenie duchowej natury człowieka nie jest ideą w którą wierzą wyłącznie Amisze. Niektórzy badacze biblijni odnajdują w Piśmie Świętym wskazówki, które odnoszą się ich zdaniem do współczesnej nam techniki. Dla przykładu, znamię które zgodnie z Biblią mają nosić zwolennicy szatana kojarzy się z mikrochipami. Obecnie są one bardzo często implementowane w różnego rodzaju akcesoriach, z których najbardziej powszechnie stosowaną jest karta telefoniczna. Kiedyś, być może każdy z nas będzie miał wbudowany mikrochip pełniący funkcje dowodu tożsamości, karty kredytowej itd. Z jednej strony będzie to ułatwiało wiele sfer życia, a z drugiej strony będzie czymś w rodzaju systemu globalnego namierzania. Kto wie, czy doniesienia o implantach odkrywanych u osób porwanych przez UFO nie noszą w sobie ziarna prawdy.

Tyle o technice życia codziennego - wizją o niebo bardziej drastyczną jest powstanie w sieci Internet świadomej inteligencji, której zamiarów nie będziemy w stanie poznać. Podobnie jak nie powinniśmy zakładać, że istniejąca gdzieś w kosmosie cywilizacja obcych jest do nas przyjaźnie nastawiona, tak błędne jest postawione z góry założenie, iż ewentualna świadomość globalna (a w szczególności Internetowa) będzie kooperowała z ludźmi. W zasadzie świadomość kolektywna powinna dbać o to, by jej elementom składowym działo się jak najlepiej, ale człowiek nie jest bezpośrednio częścią Internetu. Fascynacja świadomością Internetu, lub próby przebudzenia w nim iskierki życia mogą więc obrócić się przeciwko człowiekowi. Nie wolno więc z góry odrzucić ostrzeżeń „proroków” jakoby właśnie Internet miał być sam w sobie złem, lub narzędziem diabła. O tym, czy internetowa świadomość mogłaby nabrać złych, z punktu widzenia naszej etyki cech, nie będziemy dywagować, ze względu na brak danych w tym zakresie.

Czy Internet może jednak stać się narzędziem, które wykorzysta biblijny diabeł przeciwko ludzkości? Jeśli uznać globalizację, wolność wypowiedzi a co za tym idzie uświadamianie w zakresie alternatywnych idei, to Internet prezentuje negatywne wartości. Tendencja do poszukiwania jednego Boga lub uznawanie za prawdziwe sprzecznych wyjaśnień jest raczej potępiana przez konserwatywnych liderów większości wyznań. Od nas zależy czy uznajemy możliwość kwestionowania dogmatów, zadawania pytań o przyczynę, sens i istotę za dobre, czy za złe. Jeśli jest to złe, wówczas należy Internet uznać za największego mąciciela wszechczasów. Jeśli możliwość wyboru jest jednak dobra, to trzeba zdać sobie sprawę, że Internet może posłużyć także za medium rozpowszechniania idei antyspołecznych, sekciarskich itd. Czy sięganie po wszystko, co mamy w zasięgu ręki nie przypomina sięgania po owoc zakazany z Drzewa Poznania Dobra i Zła?

Bill Gates III w jednej ze swoich książek przyrównuje Internet do drogi przyszłości. To stwierdzenie brzmi oczywiście rozsądnie, ale w jego ustach nabiera szczególnego znaczenia. Kontrowersyjna postać amerykańskiego biznesmena, który od zera awansował do rangi multimilionera przywołuje na myśl kariery wokalistów i zespołów muzycznych, który również od zera stawali się bożyszczami tłumów. Część z nich jawnie przyznaje się do zawarcia swoistego kontraktu z diabłem, który w zamian za poświęcenie gwarantował im sukces. Co do „diabła” ma z tym wspólnego Bill Gates? Jeśli zsumujemy wartości liczbowe kodów ASCII poszczególnych liter jego imienia i nazwiska wówczas otrzymamy liczbę bestii, czyli 666 (B=66, I=73, L=76, L=76, G=71, A=65, T=84, E=69, S=83, I=1, I=1, I=1 ). W Stanach sprawa ta nabrała takiego rozgłosu, że w 1996 roku rzecznik prasowy firmy Microsoft zmuszony oświadczyć, że „ może zapewnić, iż on [B.G.] nie jest diabłem!”. Oczywiście poważne potraktowanie takiej insynuacji przez firmę Microsoft pogorszyło tylko sprawę. Zainteresowanym gematrią proponuję zsumować wartości kodów ASCII nazwy MS-DOS 6.21 lub Windows95+. Na tym nie koniec rewelacji.

Kolejną kwestią, którą pragnę poruszyć na forum jest Echelon.  Mówiąc o możliwości infilitracji naszej prywatności za pośrednictwem Internetu nie powiedziałem o istnieniu systemu, który jest funkcjonującym obecnie globalnym szpiegiem. System ten nasłuchuje tego, co przekazują między sobą ludzie nie tylko za pośrednictwem sieci komputerowej, ale również poprzez telefon, fax i satelitarne metody drogi łączności. A wszystko dla dobra Stanów Zjednoczonych. Obecnie stosowane metody rozpoznawania znaczeń, pisma, czy mowy są niczym w porównaniu z możliwościami jakie dają superkomputery. Ponoć Echelon nie tylko śledzi treści zawarte w słowie pisanymi, ale również swobodnie rozpoznaje mowę różnych ludzi, rozmawiających ze sobą łączami o kiepskiej jakości, a co więcej - jest w stanie zlokalizować konkretną osobę po głosie. Wśród danych wyszukiwane są zwroty, lub słowa mogące sugerować działalność terrorystyczną, przemytniczą lub w jakikolwiek zagrażające dobru Stanów Zjednoczonych. Sieć wprost obfituje w materiały o Echelonie, włączając w to lokalizacje amerykańskich tajnych baz - zainteresowanym proponuję wyszukanie odpowiednich dokumentów w Internecie (szczególnie tekst - Echelon: America’s Secret Global Surveillance Network by Patrick S. Poole).  Być może w historii konspiracji Echelon jest następcą UFO.

Jedna z baz, w której prawdopodobnie mieści się część systemu Echelon położona jest w Wielkiej Brytanii w Menwith Hill w stanie Yorkshire. Baza wojskowa której powstanie datuje się około 40 lat temu, w czasach zimnej wojny między Stanami Zjednoczonymi a Rosją, dziś jest wedle zapewnień USA centrum wywiadu monitorującego akcje terrorystyczne, przestępczość zorganizowaną oraz przemyt. Zgodnie z doniesieniami prasowymi w Wielkiej Brytanii, jest to jednak elektroniczny szpieg monitorujący aktywność uczciwych obywateli Europy. Choć Europejski Parlament w 1998 roku tego typu działalność jako legalną, to rzeczywisty cel istnienia tego typu jednostek może budzić zastrzeżenia. Francja i Niemcy w odpowiedzi rozluźniły znacznie ograniczenia w wykorzystywaniu zaawansowanych technik szyfrowania danych, co w znacznym stopniu utrudniłoby funkcjonowanie Echelona (jak wiadomo Stany Zjednoczone zawsze były przeciwne eksportowaniu poza ich granice algorytmów szyfrujących dłuższymi kluczami).

Osobą, która odważyła się powiedzieć opinii publicznej o Echelonie była Margaret Newsham. Zatrudniona do pracy w „banku danych” miała dostęp do archiwów CIA, NSA, armii, marynarki i wielu innych. Zgodnie z jej relacjami, centrum dowodzenia przypominało obrazki oglądane w serialach takich jak „Archiwum X”, czy „Mission Impossible” - systemy wielokrotnych zabezpieczeń, karty kodowe, hasła, etc. Na dowód Newsham przedstawiła szereg dokumentów, między innymi pochodzące z treningu w posługiwaniu się kodowym językiem, stosowanym w Projekcie 415, a później w Echelonie. Ujawniła również szereg „pikantnych” szczegółów dotyczących funkcjonowania systemu. Każdego dnia na przykład obowiązywała zmiana kodów sterujących. Zamiana kodów odbywała się przez włożenie nowej karty kodowej do czytnika o tej samej godzinie we wszystkich stacjach Echelona. Następnie kartę tą niszczono w obecności trzech świadków w czymś w rodzaju miksera kuchennego, a następnie pozostałości spłukiwano w toalecie (również w obecności trzech świadków).

W kwietniu roku 2000 amerykańskie agencje wywiadu NSA i CIA wyparły się przed Senatem Stanów Zjednoczonych podejmowania jakichkolwiek prób szpiegostwa politycznego lub gospodarczego w Europie za pośrednictwem Echelonu. Wcześniej jednak, w marcu były dyrektor CIA James Woosley przekazał gazecie Wall Street Journal zupełnie inne oświadczenie.

Znane każdemu powiedzenie „jesteś w Systemie” nabiera w ostatnich latach głębszego znaczenia. Osobiście znam historię osoby, która słyszała przez telefon stacjonarny rozmowę odbywającą się w pobliżu miejsca gdzie zostawiła swój wyłączony! telefon komórkowy. Skądinąd jest ona przekonana, że w każdej „komórce” zainstalowany jest podsłuch.

 

www.PunktOmega

Ostatni przystanek naszej podróży stanowić będzie wątek ekologiczny. Dotychczas zakładaliśmy, że wspólna świadomość może łączyć jedynie istoty podobne do siebie pod jakimś względem: mówiliśmy o świadomości kolektywnej gatunku ludzkiego, o możliwości wystąpienia świadomości w sieci komputerowej. W tej kwestii istnieją poglądy jeszcze bardziej radykalne - globalna świadomość przez duże „G” oznaczać może coś co łączyć będzie cały świat flory, fauny a być może i krzemu.

Można powiedzieć, że już w obecnej chwili wszystkie organizmy żyją na „podobnej fali”. Tą falę wyznaczają cykle, które docierając do nas z kosmosu niejako synchronizują zegary wszystkich istot żywych. Najbardziej znanym zegarem biologicznym jest oczywiście rytm okołodobowy (cirkaradialny). Nazwa tego rytmu oznacza dosłownie, że jest to rytm o długości około jednej doby - gdyby pozostawić człowieka bez dopływu informacji o porze dnia okazałoby się, że jego doba wydłużyłaby się mniej więcej do 25,2 godzin. Taki człowiek budziłby się każdego dnia o godzinę później i o godzinę później by zasypiał. Po odrzuceniu teorii lenistwa, obecnie nikt nie ma pewności co do podłoża różnicy długości między rytmem dnia/nocy i odpowiadającym mu rytmem cirkaradialnym. (Choć wiadomo, że ułatwia to życie osobom zmieniającym strefy czasowe). Ze względów praktycznych równie dobrze poznane są hormonalne rytmy miesięczne, kluczowe w biologii kobiety, ale występujące również u mężczyzny. Przejdźmy jednak na mniej wydeptany grunt. Hipotez łączących cykle kosmosu z biologicznymi nie powinno się wkładać między bajki a teorie konspiracji. Chociaż nie potrafimy wykazać związku przyczynowo-skutkowego między fazami księżyca a cyklem miesięcznym kobiety to nikt nie zaprzeczy, że taki w ogóle nie istnieje. Kierując się teorią ewolucji musimy założyć maksymalne dostrojenie organizmu do promieniowania kosmosu (w efekcie tysięcy lat rozwoju gatunku). Ponieważ promieniowanie to pulsuje i nie jest bynajmniej obojętne dla człowieka, wynika z tego wniosek, że i człowiek powinien podobnie „pulsować”. Niektórzy badacze przyznają, że wpływ cykli plam słonecznych na koniunkturę społeczną i gospodarczą jest prawie pewny, ich wątpliwości dotyczą skali zjawiska (nawiasem mówiąc ów 11 letni, odwieczny rytm wszedł właśnie w fazę niżu - w  świetle tej teorii nie jest przypadkiem narastający obecnie, wieloaspektowy kryzys światowy). Innym kosmicznym rytmem jest pulsowanie pola magnetycznego Ziemi. Jest to tak zwany rezonans Schumanna, oscylujący w przedziale 8-9 Hz (oscylacji na sekundę).  Stosując kryteria opisu obecnej wiedzy należy uznać za przypadek, że około 9 Hz jest uznawane przez neuropsychologię za idealną częstotliwość pracy mózgu: optymalne przyswajanie informacji, relaks i najwyższą kreatywność. Obecnie najlepszą hipotezą tłumaczącą ten ewentualny związek jest rezonans między ciałem człowieka a otaczającym go wszechświatem. Mówiąc ogólnie - stan dostrojenia układu dwóch współistniejących obiektów zwykle jest też stanem optymalnym (może za wyjątkiem konstrukcji mostu i kolumny maszerujących po nim żołnierzy). Jak widać „ślepy zegarmistrz” pojął to i w trakcie rozwoju gatunku montował poszczególne układy zgodnie z muzyką wszechświata. Wspólny rytm jest czymś co niewątpliwie łączy i zbliża nas, podobnie jak pary w tańcu czują bliskość wynikającą z muzyki.

Wydaje się możliwe, iż każde zbiorowisko elementów powiązanych dowolnymi zależnościami tworzy coś w rodzaju świadomości, przy czym możliwe są jej formy słabsze i silniejsze. Niezależnie od tego, czy mowa tutaj o różnych gatunkach, czy np. osobach spokrewnionych, sam fakt iż są one od siebie zależne wystarcza aby pojawiło się zjawisko grupowego myślenia. Przekładając to na praktykę, można powiedzieć, że im częściej wchodzimy z czymś w interakcje, tym większe jest prawdopodobieństwo że naszym postępowaniem kieruje coś w rodzaju „umysłu roju” a wtedy choć wydaje nam się, że kierujemy się przede wszystkim własnym dobrem, to tak naprawdę nasze postępowanie zmierza ku dobru ogółu.

Znany jezuicki paleontolog Pierre Teilhard de Chardin wysunął tezę, iż cała ludzkość, a nawet cała planeta dążą do jednolitej globalnej świadomości, którą nazwał on Noosferą. Według niego rozwój planety podzielić można na dwa etapy. Pierwszy określić można jako „idźcie i rozmnażajcie się”. Niejako przygotowuje on fundamenty pod etap kolejny, którym jest unifikacja tak powstałego organizmu. Etap końcowy ewolucji człowieka zwieńczony będzie, według de Chardin „Punktem Omega” - kiedy to świadomość globalna stanie kompletna. Jak widać ten pogląd nieco różni się od wcześniej przedstawionego, przede wszystkim tym, iż zakłada skokową zmianę wynikającą z zebrania się odpowiedniej „masy krytycznej” kolektywizmu. To czy świadomość pojawia się nagle, czy też istnieją jej formy przejściowe jest odwiecznym tematem sporów badaczy świadomości. Jeśli hipoteza skwantowanej świadomości okazałaby się prawdziwa, wówczas możemy oczekiwać iż pewnego dnia nastąpi nagła reorganizacja naszego życia.

W całej tej przemianie, według „cyber-filozofów” dużą rolę odegra Internet. Aby człowiek mógł się zjednoczyć z innymi niezbędne jest osiągnięcie pewnej minimalnej „prędkości” komunikacji pomiędzy jednostkami. Przekroczenie tej granicy oznaczać będzie osiągnięcie Punktu Omega. Internet, co oczywiste, jest całkiem nową jakością w historii komunikacji. Nie tylko służy on do przekazywania e-maili, danych etc. ale również umożliwia, dzięki cyberprzestrzeni, współdziałanie ludzi oddalonych od siebie o setki kilometrów (grupy dyskusyjne, gry...). Wirtualna Rzeczywistość da nam pewnego dnia możliwość wchodzenia w interakcje z innymi ludźmi w tempie szybszym niż pozwalają na to warunki fizyczne.

Każdy kto próbował zwerbalizować abstrakcyjną myśl, wie jak mało elastyczne są w takim momencie słowa. Czasem chciałoby się wręcz myśleć i mówić obrazami - szybciej i sprawniej, co neuropsycholog określiłby jako komunikację prawopółkulową. Przekazywanie obrazów w czasie rzeczywistym jest obecnie niemożliwe, ale dzięki nowoczesnej technice, być może pewnego dnia słowa zostaną zastąpione bardziej wydajnym kanałem komunikacji jakim są właśnie obrazy. Możliwość komunikowania się obrazami za pośrednictwem wirtualnej rzeczywistości jeszcze bardziej przyspieszy tempo interakcji i przybliży nas do Punktu Omega. Kiedy tam dotrzemy wówczas dowiemy się, czy jest to faktycznie tak przyjemne jak wynika z relacji osób, który doświadczyły światła „na końcu tunelu”.

 

[wróć]

 

Piotr Lasoń, 31 maj  2000

 

Napisz do mnie

 

Text & Design

Copyrights by Piotr Lasoń

[Home Page]

komentarz do artykułu