Fizyka
relatywistyczna - dyskusja v 3.0
Fizyka
relatywistyczna - prezentacja
[wróć]
List 1
Replika 2
List 3
Replika 4
List 5
Replika 6
List 7
Replika 8
List 9
Replika 10
List
11
Replika
12
List
13
Replika
14
Legenda:
Piotr
Lasoń - głos "przeciwko"
Wojciech
Krzemień - głos "za"
Cytaty
z literatury
Cytat
z poprzedniego listu
Szanowny
Panie
List
ten jest polemiką z Pańskim tekstem "Jaki świat
opisuje fizyka relatywistyczna". Na wstępie chciałbym zaznaczyć,
że cenię sobie dążenie do niesztampowego myślenia i chęć przecierania
nowych szlaków. Prawdopodobnie gdyby nie pierwsze dwa zdania podważające
wartość STW nie doczytałbym tego artykułu do końca. Dążenie do oryginalności
może być jednak drogą bardzo niebezpieczną. Przejdę jednak do rzeczy.
Pisze
Pan: "Drugim zarzutem w stosunku to szczególnej
teorii względności jest jej tautologiczność - udowadnia się w niej to, że
żaden obiekt materialny nie może poruszać się szybciej niż światło, wcześniej
zakładając, że prędkość światła jest maksymalna".
Otóż
wydaje mi się, że zaszło wielkie nieporozumienie. STW zakłada dwa postulaty
- o czym wspomina Pan w dalszej części tekstu. Otóż postulatów nie dowodzi
się teoretycznie w ramach modelu fizycznego jakim jest STW. Ich prawdziwość
jest zakładana a priori w stosunku do teorii. Pełnią one funkcje analogiczną
do aksjomatów w systemach dedukcyjnych. Oczywiście fizycy nie mogą przyjmować
postulatów ad hoc, jedyną dostępną metodą jest tutaj doświadczenie. I tak
było w przypadku STW; aby zinterpretować negatywny wynik eksperymentu
Michelsona i Morleya (który jak rozumiem Pan też podważa, ale to nie jest
istotne w tej dyskusji ) Einstein przyjął rozważane postulaty i skonstruował
swoją teorię. Podkreślam to, że światło porusza się ze stałą prędkością
niezależnie od inercjalnego układu odniesienia nie jest wnioskiem wynikającym
z STW, ale jej założeniem, a że
użyte przekształcenia Lorentza nie dopuszcza do sytuacji gdzie v > c świadczy
tylko o tym, że nie jest to teoria wewnętrznie sprzeczna. Gdyby było inaczej
nikt by się nią nie zajmował. Reasumując wydaje mi się, że zarzut o
tautologiczności STW jest chybiony.
W
aktualizacji do tekstu oryginalnego pisze Pan:"
Niespójność teorii. Jesteśmy w stanie stwierdzić prędkość ruchu
jednostajnego bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Co więcej, sama teoria
względności dostarcza takiego narzędzia. Wystarczy, że zbadamy zależność
siły popychającej pojazd i otrzymanego przyspieszenia. Przyspieszenie możemy
zmierzyć wewnątrz pojazdu, również z wewnątrz możemy sterować siłą
odrzutu. W miarę zbliżania się do prędkości świetlnej przyspieszenie będzie
malało, w związku z czym będziemy wiedzieli jak daleko jesteśmy od punktu
odniesienia "c" ."
Powyższe
rozumowanie jest błędne. Poincare tak zdefiniował zasadę względności
[podaję za Feynmanem "Sześć trudniejszych kawałków"] :"Zgodnie
z zasadą względności prawa rządzące zjawiskami fizycznymi muszą być takie
same dla obserwatora nieruchomego, jak i dal obserwatora przesuwającego się
względem poprzedniego ruchem jednostajnym, nie mamy więc i nie będziemy nigdy
mieli sposobów na stwierdzenie, czy znajdujemy się w takim ruchu."
Pan usiłuje dowieść, że ta zasada nie jest prawdziwa, bo możliwe jest w
oparciu o STW wyznaczyć prędkość układu. Pana sposób ma ,jeden mankament,
wprowadzając siłę odrzutu spowoduje się, że układ stanie się
nieinercjalny. Postulat względności dotyczy jedynie układów inercjalnych .
"Czas nie zwalnia,
to nam się wydaje że zwolnił ponieważ obserwujemy jego upływ przy pomocy światła,
które jak wiemy (i jest to pewne) nie rozchodzi się z nieskończoną prędkością."
Zjawisko
dylatacji czasu jest konsekwencją przyjęcia zasady względności ( pierwszego
postulatu ). Jeżeli założymy że ta zasada jest słuszna - co uczynił
Einstein tworząc STW - to niezależnie jak skonstruowany zegar ( czy to
mechaniczny, czy to oparty na reakcji rozpadu promieniotwórczego, czy na
impulsy świetlne) w układzie poruszającym się będzie chodził wolniej od
identycznego zegara pozostającego w układzie nieruchomym. Gdyby zjawisko
dylatacji czasu nie zachodziło to obserwator mógłby wykonać eksperyment (
wykorzystując identyczne wskazania zegarów ) pozwalający określić prędkość
układu poruszającego, a to byłoby sprzeczne z przyjętą wcześniej zasadą
względności. Zatem budowa zegara nie ma tu nic do rzeczy i uznając postulaty
STW trzeba stwierdzić, że czas rzeczywiście płynie wolniej. Bardziej szczegółowe
omówienie tej kwestii znajduje się w "Sześciu trudniejszych kawałkach"
Feynmana.
"W Teorii Względności istnieje
wyraźna luka - błąd powodujący przyjmowanie Dylatacji czasu, Dylatacji długości,
Paradoksu bliźniąt za rzeczywistość."
W
świetle tego co zostało wyżej przedstawione mój pogląd jest zgoła
odmienny. Dylatacja czasu, długości i wszystkie inne niepojmowalne intuicyjnie
przez nas efekty są logicznymi konsekwencjami przyjętych przez Einsteina założeń.
Można oczywiście nie przyjmować postulatów STW (chociaż drugi postulat jest
dobrze potwierdzony empirycznie) , jednak sama teoria jako model fizyczny żadnych
wyraźnych luk nie posiada.
Na
zakończenie zostawiłem główną tezę Pańskiego tekstu:"
fizyka relatywistyczna nie opisuje rzeczywistości takiej jaką faktycznie jest,
lecz jaką my ją widzimy."
Mogę
się właściwie zgodzić z tym twierdzeniem, tyle że zdanie to mogłoby
dotyczyć praktycznie każdej teorii fizycznej. Współczesna fizyka konstruuje
modele zjawisk. Wychodząc od pewnych założeń usiłuje za pomocą struktur
matematycznych przybliżyć pewien wycinek rzeczywistości. To czy model taki
jest akceptowany zależy od tego czy wyprowadzone z niego wnioski można
potwierdzić doświadczalnie. Nie można jednak określić na ile model taki
opisuje naprawdę rzeczywistość, a na ile są to tylko nasze przybliżenia.
Problem polega jednak na tym, że nie mamy alternatywy.
TW
jest według mnie teorią piękną, wiele jej przewidywań znalazło
potwierdzenie empiryczne. Nie sposób jednak odpowiedzieć czy jest teorią
ostatecznie prawdziwą. Być może ktoś poda inny dokładniejszy model
rzeczywistości, który będzie tłumaczył zjawiska zgodnie z naszą intuicją.
Pragnę jednak podkreślić, że sama w sobie STW jest spójna.
Wojciech
Krzemień
Witam
Na
początek komentarze do Pana repliki -
Pisze
Pan: " Drugim zarzutem w stosunku to szczególnej
teorii względności jest jej tautologiczność
udowadnia się w niej to, że żaden obiekt materialny nie może poruszać
się szybciej niż światło, wcześniej zakładając, że prędkość światła
jest maksymalna". Otóż wydaje mi się, że zaszło wielkie
nieporozumienie. STW zakłada dwa postulaty - o czym wspomina Pan w dalszej części
tekstu. Otóż postulatów nie dowodzi się teoretycznie w ramach modelu
fizycznego jakim jest STW. Ich prawdziwość jest zakładana a priori w stosunku
do teorii. Pełnią one funkcje analogiczną do aksjomatów w systemach
dedukcyjnych. Oczywiście fizycy nie mogą przyjmować postulatów ad hoc, jedyną
dostępną metodą jest tutaj doświadczenie. I tak było w przypadku STW; aby
zinterpretować negatywny wynik eksperymentu Michelsona i Morleya (który jak
rozumiem Pan też podważa, ale to nie jest istotne w tej dyskusji ) Einstein
przyjął rozważane postulaty i skonstruował swoją teorię.
Proszę
zauważyć, ze eksperyment MM odnosi się do prędkości światła w kontekście
eteru, nie mówiąc nic o maksymalnej prędkości w przyrodzie nieożywionej,
czy też prędkości C mierzonej przez poruszającego się obserwatora.
Dlaczego wiec V nie może być > C. Generalnie to właśnie to tego założenia
mam największe zastrzeżenie. Matematyka nie zabrania przecież wyciągania
pierwiastków z liczb ujemnych, od tego są liczby zespolone. Czy ten postulat
został kiedykolwiek udowodniony? Empirycznie jest to raczej niemożliwe, gdyż
stwierdzić można jedynie istnienie czegoś w określonej sytuacji, natomiast
brak może wynikać z niedostatecznej liczby lub dokładności obserwacji.
Teoria eteru, obalona oczywiście (włącznie z „ciągnięciem
eteru” przez Ziemię) to jedno wytłumaczenie propagacji światła. Mam
jednak lepsze wytłumaczenie. Światło nie potrzebuje ośrodka. Mała dygresja
do Feynmana...
Nie
należy przyrównywać ze sobą rozchodzenia się dźwięku i światła.
Rozchodzenie się dźwięku uzależnione jest od ośrodka, światła natomiast
nie (co wykazało doświadczenie Michelsona / Morleya). Korpuskularno –
falowe fotony nie potrzebują ośrodka, tak jak kula wystrzelona z karabinu może
poruszać się w próżni. Feynman
błędnie moim zdaniem przyrównuje do siebie światło i dźwięk (w kontekście
ruchu ośrodka, ale równie dobrze można powiedzieć, że dźwięk i światło
różnią się cechą, którą podałem wcześniej, analogia nie ma zatem sensu
ponieważ nic nowego nie wnosi) „Z
równań tych wynika również, że gdy źródło zaburzenia się porusza, światło
rozchodzi się w przestrzeni z tą samą prędkością c. Jest to sytuacja
analogiczna do tej, jaką mamy w przypadku dźwięku – fale dźwiękowe też
rozchodzą się niezależnie od ruchu źródła” [2] s.86
[dlatego, że są zależne od ruchu ośrodka
w którym się rozchodzą, czyli na przykład powietrza]
Podkreślam
to, że światło porusza się ze stałą prędkością niezależnie od
inercjalnego układu odniesienia nie jest wnioskiem wynikającym z STW, ale jej
założeniem, a że użyte
przekształcenia Lorentza nie dopuszcza do sytuacji gdzie v > c świadczy
tylko o tym, że nie jest to teoria wewnętrznie sprzeczna. Gdyby było inaczej
nikt by się nią nie zajmował. Reasumując wydaje mi się, że zarzut o
tautologiczności STW jest chybiony.
Wobec
tego proszę zobaczyć do [3] s.43 w przypisach „To,
że ciała nie mogą się poruszać szybciej niż światło, wynika z obecności
pierwiastka sqrt(1-V*V) w szczególnych transformacjach Lorentza.” O
ile mi wiadomo pierwszy był drugi postulat, ubrany później w aparat
matematycznych.
W
aktualizacji do tekstu oryginalnego pisze Pan:"
Niespójność teorii. Jesteśmy w stanie stwierdzić prędkość ruchu
jednostajnego bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Co więcej, sama teoria
względności dostarcza takiego narzędzia. Wystarczy, że zbadamy zależność
siły popychającej pojazd i otrzymanego przyspieszenia. Przyspieszenie możemy
zmierzyć wewnątrz pojazdu, również z wewnątrz możemy sterować siłą
odrzutu. W miarę zbliżania się do prędkości świetlnej przyspieszenie będzie
malało, w związku z czym będziemy wiedzieli jak daleko jesteśmy od punktu
odniesienia "c" ." Powyższe rozumowanie jest błędne.
Poincare tak zdefiniował zasadę względności [podaję za Feynmanem "Sześć
trudniejszych kawałków"] :"Zgodnie z
zasadą względności prawa rządzące zjawiskami fizycznymi muszą być takie
same dla obserwatora nieruchomego, jak i dal obserwatora przesuwającego się
względem poprzedniego ruchem jednostajnym, nie mamy więc i nie będziemy nigdy
mieli sposobów na stwierdzenie, czy znajdujemy się w takim ruchu."
Pan usiłuje dowieść, że ta zasada nie jest prawdziwa, bo możliwe jest w
oparciu o STW wyznaczyć prędkość układu. Pana sposób ma ,jeden mankament,
wprowadzając siłę odrzutu spowoduje się, że układ stanie się
nieinercjalny. Postulat względności dotyczy jedynie układów inercjalnych.
Ja
próbuję tylko wykazać, że teoria ta jest wewnętrznie nielogiczna i takie doświadczenie
mogło by ją sfalsyfikować. Jednak na drodze mojego rozumowania stoi
inercjalność, to racja. Jednakże przyjrzawszy się dokładnie można
stwierdzić, że inercjalność jest do pewnego stopnia pustym słowem.
Czyli
jedyną różnicą między bliźniakiem który pozostaje na ziemi i leci w
kosmos jest moment przyspieszenia i hamowania, który odpowiada za to,
że ten udający się w kosmos kilkakrotnie szybciej się starzeje?
Przecież tylko to ich różni.
"Czas
nie zwalnia, to nam się wydaje że zwolnił ponieważ obserwujemy jego upływ
przy pomocy światła, które jak wiemy (i jest to pewne) nie rozchodzi się z
nieskończoną prędkością."
Zjawisko
dylatacji czasu jest konsekwencją przyjęcia zasady względności ( pierwszego
postulatu ). Jeżeli założymy że ta zasada jest słuszna - co uczynił
Einstein tworząc STW - to niezależnie jak skonstruowany zegar ( czy to
mechaniczny, czy to oparty na reakcji rozpadu promieniotwórczego, czy na
impulsy świetlne) w układzie poruszającym się będzie chodził wolniej od
identycznego zegara pozostającego w układzie nieruchomym. Gdyby zjawisko
dylatacji czasu nie zachodziło to obserwator mógłby wykonać eksperyment (
wykorzystując identyczne wskazania zegarów ) pozwalający określić prędkość
układu poruszającego, a to byłoby sprzeczne z przyjętą wcześniej zasadą
względności. Zatem budowa zegara nie ma tu nic do rzeczy i uznając postulaty
STW trzeba stwierdzić, że czas rzeczywiście płynie wolniej. Bardziej szczegółowe
omówienie tej kwestii znajduje się w "Sześciu trudniejszych kawałkach"
Feynmana.
Do
tego akapitu ustosunkuję się w drugiej części, powiedzmy luźno powiązanej
z Pana repliką i moim tekstem.
Na
zakończenie zostawiłem główną tezę Pańskiego tekstu:" fizyka
relatywistyczna nie opisuje rzeczywistości takiej jaką faktycznie jest, lecz
jaką my ją widzimy." Mogę się właściwie zgodzić z tym twierdzeniem,
tyle że zdanie to mogłoby dotyczyć praktycznie każdej teorii fizycznej. Współczesna
fizyka konstruuje modele zjawisk. Wychodząc od pewnych założeń usiłuje za
pomocą struktur matematycznych przybliżyć pewien wycinek rzeczywistości. To
czy model taki jest akceptowany zależy od tego czy wyprowadzone z niego wnioski
można potwierdzić doświadczalnie. Nie można jednak określić na ile model
taki opisuje naprawdę rzeczywistość, a na ile są to tylko nasze przybliżenia.
Problem polega jednak na tym, że nie mamy alternatywy.
Jak
powiedział Ralph Emerson
„Prawdziwa siła rozumienia polega na tym, żeby nie dopuścić do skrępowania
naszej wiedzy przez to, czego nie wiemy”.
Stosując określoną metodę opisu, czy pomiaru nie należy zapomnieć o
zdefiniowaniu jej granic, co też staram się zrobić w przypadku STW.
Literatura:
[1]
Teoria względności i inne eseje – Einstein, Prószyński i S-ka (1997)
[2]
Sześć trudniejszych kawałków – Richard P. Feynman, Prószyński i S-ka
(1999)
[3]
Istota teorii względności – Einstein, Prószyński i S-ka (1997)
Przejdę
do rozwinięcia moich myśli z artykułu który Pan napotkał w Internecie:
Fizyka
obserwatora
s.34 [3]: nie potrafię zrozumieć
dlaczego niedoskonałości pomiarów Einstein przypisuje status rzeczywistości
definiując przy pomocy obserwatora obiektywną równoczesność, różnie
postrzeganą przez obserwatora.
„Jednak
za pomocą tego zegara [spoczywającego względem układu K] nie możemy określić
czasu zdarzenia, którego odległość od zegara nie jest do pominięcia;
brakuje do tego sygnałów rozchodzących się momentalnie,
za pomocą których można by porównać czas zdarzenia ze wskazaniem
zegara” Pomiar
jest tylko pomiarem, od którego niezależne są zdarzenia obserwowane. Ich równoczesność
to jedno, zaś równoczesność spostrzeżenia przez obserwatora to coś całkiem
innego.
Oto
jak Einstein przekłada zasadę względności ujętą w [3] s.31 jako
pierwszy postulat teorii względności. (tutaj znajduje się mój główny
zarzut do logiki STW).
„Jeżeli
K jest układem inercjalnym, to każdy układ K’ poruszający się ruchem
jednostajnym i postępowym względem K jest także układem inercjalnym; prawa
przyrody wyglądają jednakowo we wszystkich układach inercjalnych.”
na
niezależność C od obserwatora
s.61
[1] „Czy to prawo, mówiące,
iż światło porusza się z taką samą prędkością względem dowolnego układu
inercjalnego, jest słuszne? Jeśli nie, to jeden szczególny układ
odniesienia, a mówiąc dokładniej: jeden stan ruchu ciała odniesienia byłby
wyróżniony spośród innych. Ta idea jest jednak sprzeczna z wszelkimi znanymi
nam faktami z dziedziny mechaniki, optyki i elektromagnetyzmu. A zatem
stwierdzenie, że światło porusza się z taką samą prędkością względem
wszystkich układów inercjalnych, trzeba uznać za podstawową zasadę fizyczną.”
Z
kolei Feynman tak pisze
s.86
[2] „Można zatem użyć zjawisk optycznych do wyznaczenia prędkości
pojazdu kosmicznego, w szczególności przez dokonywanie pomiarów optycznych bądź
elektrycznych, można wyznaczyć bezwzględną prędkość pojazdu”
Moje
pytanie: w jaki sposób obserwując mijający nas promień światła lub promień
światła w układzie odniesienia pojazdu w którym się poruszamy możemy
wyznaczyć jakąkolwiek prędkość oprócz względnej w stosunku do pojazdu
poruszającego się? Dlaczego przyjęcie C zależnej od obserwatora i źródła
gwałciłoby zasadę względności, z którą oczywiście się w 100 procentach
zgadzam, choć podobnie jak Einstein, Poincare i Newton, czysto intuicyjnie?
Szczerze mówiąc nie rozumiem tego przejścia i właśnie ono wydaje mi się
przyczyną nieporozumienia rozwijanego w dalszej kolejności przez Einsteina.
Tłumaczę
mój zarzut a propos tautologiczności, aby drugi postulat mógł zostać spełniony
konieczne jest następujące zoperacjonalizowanie rzeczywistości: w sytuacji,
gdy obserwator porusza się z dużą prędkością wzdłuż promienia światła,
powiedzmy impulsów odmierzających równe, z punktu widzenia źródła światła
1 sekundowe jednostki czasu, wówczas aby zachować II postulat, czas
obserwatora musi zwalniać. Duża prędkość powoduje zwiększenie odstępów
pomiędzy impulsami, gdyż obserwatora „dogania” impulsy, (impulsy
wyprzedzają go z mniejszą częstotliwością), ponieważ to jest niedozwolone
wprowadza się efekt dylatacji czasu, czas obserwatora zwalnia, a więc czas
impulsów światła przyspiesza przez co, obserwatora nie rejestruje zmiany. Na
podobnej zasadzie STW odpowiada na pytanie, co się dzieje z pracą przykładaną
do obiektu poruszającego się z prędkością bliską C – energia nie może
znikać, wobec czego zamienia się w masę, przez co pęd wzrasta tak jak w
przypadku normalnego przyłożenia siły i przyspieszającego obiektu.
Konkludując:
Nie
zgadzam się z następującymi prawami STW
1.
Prędkość światła jest niezależna od źródła światła
2.
Prędkość światła jest niezależna od obserwatora
3.
Prędkość światła jest graniczna w przyrodzie
Postuluję:
pozorność dylatacji czasu, masy i długości wynikającą z ograniczeń metody
obserwacji (przy pomocy światła).
Dlaczego
w kalkulacjach związanych z wysyłaniem sygnałów nie podaje się poprawki na
efekt Dopplera / przesunięcie ku czerwieni? Czy te efekty występują niezależnie,
czy też może jeden z nich jest tym drugim.
Efekt
Dopplera: V – prędkość obiektu świecącego, C – prędkość światła,
T – częstotliwość światła
Przesunięcie
ku czerwieni / Dopplerowskie = [(1+V)/C]*T
Piotr
Lasoń
Witam i dziękuję za odpowiedź
Na wstępie mam dwie uwagi natury ogólnej:
Używając
określenia logiczna w stosunku do teorii fizycznej mam na myśli przede
wszystkim, że jest ona niesprzeczna w ramach przyjętego aparatu
matematycznego i pojęciowego. To
oznacza, że aby wykazać, iż dana teoria jest nielogiczna trzeba przedstawić
dwa zdania wzajemnie sprzeczne, które zostały wyprowadzone z systemu określającego
tę teorię lub są jej postulatami. Podkreślam, że - wedle mojego ujęcia
sprawy - nie chodzi tu o sprzeczność z doświadczeniem.
Zatem dopuszczam sytuację, że dana teoria
jest logiczna a zarazem nie jest modelem odpowiadającym rzeczywistości i
zostaje sfalsyfikowana empirycznie.
Wprowadzam to rozróżnienie, bo zauważyłem
że Pan nieco inaczej rozumie tę
kwestię: "Ja próbuję tylko wykazać, że teoria
ta jest wewnętrznie nielogiczna i takie doświadczenie mogłoby ją
sfalsyfikować " - co respektuję. Chciałem tylko by ten punkt nie
był źródłem nieporozumień.
Proszę zwrócić uwagę, że poniższe
zdania nie są tożsame:
1.Światło w próżni rozchodzi się ze stałą
prędkością jednakową we
wszystkich
kierunkach dla wszystkich inercjalnych układów
odniesienia.
2.Nie istnieje obiekt który mógłby poruszać
się z prędkością większą niż
światło w próżni.
Co więcej żadne z nich nie wynika bezpośrednio
z drugiego. Są to dwa twierdzenia o różnej treści, przy czym pierwsze jest
postulatem STW. Proszę przeanalizować poniższy fragment:
Podkreślam
to, że światło porusza się ze stałą prędkością niezależnie od
inercjalnego układu odniesienia nie jest wnioskiem wynikającym z STW, ale jej
założeniem, a że użyte
przekształcenia Lorentza nie dopuszcza do sytuacji gdzie v > c świadczy
tylko o tym, że nie jest to teoria wewnętrznie sprzeczna. Gdyby było inaczej
nikt by się nią nie zajmował. Reasumując wydaje mi się, że zarzut o
tautologiczności STW jest chybiony.
Wobec
tego proszę zobaczyć do [3] s.43 w przypisach
“To,
że ciała nie mogą się poruszać szybciej niż światło, wynika z obecności
pierwiastka sqrt(1-V*V) w szczególnych transformacjach Lorentza.” O ile mi wiadomo pierwszy był drugi postulat, ubrany później
w aparat matematycznych. "
Wydaje mi się, że moje uwagi
nie przeczą słowom Einsteina a wręcz je potwierdzają. Zdanie 1 jest
postulatem STW, a zdanie 2 wynika z zastosowania transformacji Lorentza.
Teraz chciałbym się zająć
eksperymentem Michelsona i Morleya, który jest moim zdaniem kluczowy do
zrozumienia STW.
"Proszę
zauważyć, ze eksperyment MM odnosi się do prędkości światła w kontekście
eteru, nie mówiąc nic o maksymalnej prędkości w przyrodzie nieożywionej,
czy też prędkości C mierzonej przez poruszającego się
obserwatora."
Wedle
mojego rozumienia tego doświadczenia fakt niewykrycia wiatru eteru jest powiązany
z drugim postulatem STW. Proszę
podejść do tego eksperymentu w sposób następujący: S jest układem
nieruchomym S' jest układem poruszającym się względem S z prędkością v. W
układzie S uruchamiamy reflektor, który wysyła sygnały po osi OX. Korzystając
z transformacji Galileusza zależność między
prędkościami mierzonymi w S i S' wyraża
się wzorem:
c
= c' - v
Niech Pan zauważy, że
analogiczna sytuacja zachodzi podczas eksperymentu. Gdy promień jest wysyłany
równolegle do kierunku prędkości obracającej się Ziemi v, to obserwator związany
jest z układem S'. W przypadku gdy sygnał leci prostopadle do wektora v, to możemy
przyjąć, że mamy do czynienie z układem S. Zdaję sobie sprawę , że jest
to pewne przybliżenie, gdyż w rzeczywistym eksperymencie układy S S' były
powiązane bardziej skomplikowanymi relacjami. Chodzi mi jednak o podkreślenie
faktu, że były to dwa różne układy odniesienia i niezależnie od tego z którym
związaliśmy obserwatora czasy przebiegu sygnału były identyczne, co
dla naszego uproszczonego modelu
oznacza
c
= c' i v = 0
Całe
doświadczenie nie jest wytłumaczalne w świetle klasycznych teorii,
transformacja Galileusza zawodzi. Jeżeli jednak przyjmiemy hipotezę Einsteina
o niezależności prędkości światła od układu odniesienia, to wynik jest możliwy
do zinterpretowania.
W pierwszej polemice napisałem:
I
tak było w przypadku STW; aby zinterpretować negatywny wynik eksperymentu
Michelsona i Morleya (który jak rozumiem Pan też podważa, ale to nie jest
istotne w tej dyskusji ) Einstein przyjął rozważane postulaty i skonstruował
swoją teorię. "
Zdałem sobie sprawę, że moje
sformułowanie jest nieścisłe. Wydaje mi się obecnie, że Einstein tworząc
swoją teorię nie opierał się bezpośrednio na negatywnym wyniku doświadczenia Michelsona i Morleya, ale na rozumowaniu podobnym do
przedstawionego poniżej:
1.
Rozważamy układ S i poruszający się względem niego po osi OX z prędkością
v układ S'.
2.
Zakładamy, że prawdziwa jest zasady względności głosząca, że wszelkie
procesy fizyczne zachodzą identycznie w każdym układzie inercjalnym. Inaczej
mówiąc nie da się wykonać eksperymentu który pozwoliłby określić prędkość
układu, będąc wewnątrz tegoż.
3.
Zakładamy, że prawdziwa jest transformacja Galileusza (najbardziej
intuicyjna).
4.
Zakładamy, że prawdziwe są równania Maxwella.
5.
Z równań Maxwella wynika, że światło porusza się w próżni równomiernie
we wszystkich kierunkach z prędkością c.
6.
Stosując transformację Galileusza do równań Maxwella okazuje się, że w układzie
S' mają one inną postać. Fale E-M zachowywałyby się różnie w zależności
od prędkości v , co jest sprzeczne z 2 (*)
7.
Wobec 6 możemy zmodyfikować 4 tak, aby zastosowanie transformacji Galileusza
nie zmieniło postaci równań Maxwella.
8.
To jednak prowadzi do dodania pewnych członów do 4, które nie są wykrywalne
doświadczalnie. Zatem rozwiązanie 7 trzeba wykluczyć
9.
Pozostaje zmiana 3. Transformacja Lorentza sprawia, że równania Maxwella(4)
nie zmieniają swej postaci, co jest zgodne z zasadą względności(2)
10.
Konsekwencją przyjęcia transformacji Lorentza jest dylatacja czasu i inne
efekty relatywistyczne.
11.
Jednakże jeżeli przyjmiemy transformację Lorentza(9) to z kolei prawa
dynamiki
Newtona
zmieniają postać po przejściu do układu S', co jest niezgodne z zasadą względności(2)
12.
Aby zachować 2 potrzebna jest modyfikacja
praw Newtona ( wprowadzenie
masy
relatywistycznej zamiast masy klasycznej).
(*) - Proszę zauważyć co
oznacza fakt, iż prawa Maxwella zmieniają swoją postać po zastosowaniu
transformacji Galileusza. W układzie S - wyróżnionym - w którym światło
porusza się w próżni z prędkością c = 300.000 km/s , obowiązują równania
w formie przedstawionej przez Maxwella. W każdym innym S' poruszającym się z
prędkością v względem S równania te mają zmienioną postać. To znaczy, że
,np. prawo Gaussa w układzie S' jest inne niż prawo Gaussa w układzie S.
Dokonując pomiarów odpowiednio w S i w S' powinniśmy otrzymać różne wyniki.
A to oznacza, że opierając się na tej różnicy wyników można
byłoby wyznaczyć z jaką prędkością porusza się S' w stosunku do
wyróżnionego S. I to na myśli miał Feynman pisząc: “Można zatem użyć zjawisk optycznych do wyznaczenia prędkości
pojazdu kosmicznego, w szczególności przez dokonywanie pomiarów optycznych bądź
elektrycznych, można wyznaczyć bezwzględną prędkość pojazdu”
Nie ma chyba potrzeby dodawać, że jeszcze nigdy nie
zaobserwowano takiej różnicy w pomiarach.
Odnośnie efektu Dopplera,
zgadzam się, że analogia Feynmana porównująca zjawisko rozchodzenie się światła
z rozchodzeniem się dźwięku jest chybiona. Dokładnie jak Pan pisze: " rozchodzenie się dźwięku uzależnione jest od ośrodka,
światła natomiast nie". I właśnie dlatego zjawisko to dla fal elektromagnetycznych
ma nieco inną postać dla fal dźwiękowych. W ramach STW wygląda to następująco:
Rozważamy dwa układy S i
poruszający się względem niego z prędkością v po osi OX układ S'.
Wszystkie wielkości odnoszące się do S' będę opatrywał apostrofem.
Dla ułatwienia zapisu
przyjmę też, że zmienna a
= 1/sqrt[ 1 - (v/c)2 ]
w chwili t1= t1'
= 0 układy S i S' pokrywają się czyli
x1= x1'=0
z układu S' wysyłany jest sygnał
świetlny, który rejestrowany jest od razu przez
układ S
Kolejny impuls świetlny zostaje
wysłany z układu S', gdy ten już oddalił się na pewną odległość
w chwili t2' = T' z x2' = 0 co w
układzie S odpowiada t2 = t2'
* a
= T' * a
x2= v * T' * a
Ten sygnał dotrze do układu S po czasie
Dt=
x2/c od wysłania sygnału przez S'
Czas po którym układ S' odbierze drugi impuls wyniesie T =
t2 +Dt
T= T' * a
+ a
*T' * v/c = T' * a
*(1+ v/c )
T
= T' * sqrt[ (1+ b)/(1
- b)
]
jeżeli b
= v/c
Zatem także w STW występuje
efekt Dopplera. Nie ma tylko rozróżnienia na poruszające się źródło i
obserwatora jak jest w przypadku dźwięku.
Szczerze mówiąc nie rozumiem
Pana końcowej uwagi:
"Dlaczego
w kalkulacjach związanych z wysyłaniem sygnałów nie podaje się poprawki na
efekt Dopplera / przesunięcie ku czerwieni? Czy te efekty występują niezależnie,
czy też może jeden z nich jest tym drugim.
Efekt
Dopplera: V – prędkość obiektu świecącego, C – prędkość światła,
T – częstotliwość światła
Przesunięcie
ku czerwieni / Dopplerowskie = [(1+V)/C]*T"
Przedstawiony przez Pana
wzór jest określa przesunięcie dla dźwięku - a nie dla światła -
gdy źródło dźwięku oddala się
z prędkością vź.
T' = T *[ (v + vź
) / v ]
vź -prędkość źródła; v -prędkość dźwięku ;T -okres z jakim wysyła
się sygnały
Wzór dla światła wyprowadziłem powyżej. O
ile mi wiadomo np. w astronomii stosuje się właśnie przybliżenie klasyczne
(podane przez Pana) efektu
Dopplera, gdy prędkość źródła jest mała w porównania do prędkości
emitowanego światła.
"Dlaczego
wiec V nie może być > C. Generalnie to właśnie to tego założenia mam
największe zastrzeżenie. Matematyka nie zabrania przecież wyciągania
pierwiastków z liczb ujemnych, od tego są liczby zespolone."
Konstruując model mający opisać
pewien wycinek rzeczywistości używa się
pewnych struktur matematycznych. Często zdarza się tak, że struktury
te są w pewien sposób "bogatsze" od rzeczywistości. Oznacza to, że
część z obiektów matematycznych może nie mieć interpretacji fizycznej. Tak
jest w przypadku przestrzeni Hilberta - konstrukcji matematycznej z wielkim
sukcesem zastosowanej do mechaniki kwantowej. Inny przykład: w teorii sygnałów
z powodzeniem stosuje się analizę
fourierowską. Po otrzymaniu wyników odrzuca się te dla których częstotliwość
jest mniejsza od zera, jako że nie mają one interpretacji fizycznej. Podobnie
jest w STW. Jeżeli nie narzuci Pan warunku v < c, to musi pan uporać się z
takimi dziwolągami jak masa czy czas wyrażone liczbą urojoną. Jeszcze gorsza
sytuacja zachodzi dla cząstek
materialnych poruszających się z prędkością v = c, implikuje to pojawienie
się nieskończoności. Być może istnieje jakaś fizyczna interpretacja takich
wyników. Jak na razie jednak nie zostało to potwierdzone doświadczalnie.
Wojciech Krzemień
Witam
Pozwoliłem
sobie wyciąć kilka wątków, które uznałem za poboczne tzn. efekt Dopplera
(dziękuję za wyjaśnienie), interpretacja urojonej prędkości, spójność
teorii, wynikania (a nie tautologiczności) ograniczenia v<c z c=const/max.
Przyznaję również, że trafne jest proponowane przez Pana rozbicie STW na
kolejne, hipotetyczne etapy powstawania teorii z którymi się zgadzam (co nie
znaczy że zgadzam się z treścią zawartego w nich rozumowania).
Teraz
chciałbym się zająć eksperymentem Michelsona i Morleya, który jest moim
zdaniem kluczowy do zrozumienia STW.
"Proszę
zauważyć, ze eksperyment MM odnosi się do prędkości światła w kontekście
eteru, nie mówiąc nic o maksymalnej prędkości w przyrodzie nieożywionej,
czy też prędkości C mierzonej przez poruszającego się
obserwatora."
Wedle mojego rozumienia tego doświadczenia fakt niewykrycia
wiatru eteru jest powiązany z drugim postulatem STW.
Proszę podejść do tego eksperymentu w sposób następujący: S jest układem
nieruchomym S' jest układem poruszającym się względem S z prędkością v. W
układzie S uruchamiamy reflektor, który wysyła sygnały po osi OX. Korzystając
z transformacji Galileusza zależność między
prędkościami mierzonymi w S i S' wyraża
się wzorem:
c
= c' - v
Niech
Pan zauważy, że analogiczna sytuacja zachodzi podczas eksperymentu. Gdy promień
jest wysyłany równolegle do kierunku prędkości obracającej się Ziemi v, to
obserwator związany jest z układem S'. W przypadku gdy sygnał leci
prostopadle do wektora v, to możemy przyjąć, że mamy do czynienie z układem
S.
Być
może właśnie w tym miejscu się nie zrozumieliśmy. Źródło światła
znajduje się przecież w poruszającym się układzie S’, a to, że wysyłane
przez nie światło nie porusza się zgodnie z kierunkiem ruchu ziemi nie
zmienia faktu, że cały czas znajdujemy się w S’. Szczerze powiedziawszy
w eksperymencie MM w ogóle brak pomiaru / odniesienia do układu S. Sądzę więc,
że to doświadczenie ma związek jedynie z hipotezą eteru, natomiast w ogóle
nie falsyfikuje postulatów STW.
[wcześniej
prezentacja punktów rozumowania STW] (*) - Proszę zauważyć co oznacza fakt, iż prawa Maxwella
zmieniają swoją postać po zastosowaniu transformacji Galileusza. W układzie
S - wyróżnionym - w którym światło porusza się w próżni z prędkością
c = 300.000 km/s , obowiązują równania w formie przedstawionej przez
Maxwella. W każdym innym S' poruszającym się z prędkością v względem S równania
te mają zmienioną postać. To znaczy, że ,np. prawo Gaussa w układzie S'
jest inne niż prawo Gaussa w układzie S. Dokonując pomiarów odpowiednio w S
i w S' powinniśmy otrzymać różne wyniki. A to oznacza, że opierając
się na tej różnicy wyników można byłoby
wyznaczyć z jaką prędkością porusza się S' w stosunku do wyróżnionego S.
I to na myśli miał Feynman pisząc: “Można
zatem użyć zjawisk optycznych do wyznaczenia prędkości pojazdu kosmicznego,
w szczególności przez dokonywanie pomiarów optycznych bądź elektrycznych,
można wyznaczyć bezwzględną prędkość pojazdu”
W
takim razie musiał się mylić, bo jedyne co wyznaczymy to względną prędkości.
Proszę zauważyć, że chodzi tutaj o pomiar sygnałów pochodzących z układu
S a nie z S’, w związku z czym możliwość wyznaczenia względnej (lub
bezwzględnej względem układu S) prędkości w żaden sposób nie łamie
zasady względności, która dotyczy pomiarów dokonywanych wewnątrz układu
S’ (a te jak pokazało doświadczenie Michelsona Morleya i co jest dla
mnie całkowicie zrozumiałe zgodne są z zasadą względności). Światło
emitowane wewnątrz pojazdu zachowałoby się jak .... światło i nie ma się
tutaj czemu dziwić. W ogóle nie pomyślałbym, żeby tę tezę falsyfikować,
na przykład wykonując pomiary wewnątrz poruszającego się pojazdu jakim jest
Ziemia.
Jeśli
chodzi o zmianę równań Maxwella dotyczącą jak mniemam fal
elektromagnetycznych, czy też prawo Gaussa to muszę poczytać na ten temat.
Jedyne co mogę w tej chwili powiedzieć, nie znając postaci równań Maxwella
to zastrzeżenie jak powyżej. Należy wyraźnie rozgraniczyć pomiar sygnałów
rozchodzących się w układzie S’ i tych które pochodzą z S i mogą posłużyć
(nie ma się tutaj czym dziwić) do pomiaru prędkości względem tego układu.
Zasada względności głosi, że WEWNATRZ układu prawa muszą pozostać takie
same, aby nie było możliwe stwierdzenie jednostajnego ruchu tegoż układu
względem innego. Aby uniknąć takich pomyłek (moim zdaniem) należy wyraźnie
sprecyzować w jakim układzie znajduje się źródło światła i obserwator.
Zatem
także w STW występuje efekt Dopplera. Nie ma tylko rozróżnienia na poruszające
się źródło i obserwatora jak jest w przypadku dźwięku.
Przedstawiony
przez Pana wzór jest określa
przesunięcie dla dźwięku - a nie dla światła - gdy źródło dźwięku
oddala się z prędkością vź.
Byłem przekonany, że efekt
Dopplera występuje również wtedy, gdy porusza się obserwator, natomiast źródło
pozostaje w miejscu.
Piotr Lasoń
Witam
Cieszę się, że
właśnie wątki odnoszące się doświadczenia
MM i praw Maxwella zdecydował
się Pan wyodrębnić. Ja także uważam je za najistotniejsze dla dyskusji.
Na początku
postaram się jasno wyrazić moją opinię odnośnie eksperymentu MM. Otóż ja
nie twierdzę, że otrzymane rezultaty
mogą być użyte w "dowodzie" słuszności postulatów STW. We wcześniejszych
listach mniej więcej sformułowałem mój pogląd na proces tworzenia modeli
fizycznych. Tu chciałbym jeszcze dodać kilka uwag odnośnie roli wyników doświadczalnych,
bo jak sądzę jest to pośrednio związane z rozważaną przez nas kwestią.
Wykonuje się pewne eksperymenty, których wyniki nie są zgodne z dotychczas
przyjmowaną teorią. Rozpoczyna się więc, poszukiwanie nowego modelu w obrębie
którego eksperymenty te znalazłyby interpretację. Przyjmuje się więc pewne
założenia, korzysta z wybranego aparatu matematycznego. Jednym słowem tworzy
się nowy model fizyczny. Po skonstruowaniu takiego modelu, można zaplanować
pewne doświadczenia i sprawdzić
czy ich wyniki potwierdzą się z przewidywaniami teoretycznymi. Jeżeli tak się
nie dzieje to model zostaje sfalsyfikowany. Podkreślam jednak, że w żadnym
wypadku nie da się przeprowadzić "dowodu" przyjętych postulatów.
Kolejność jest inna, przyjęte założenia pozwalają skonstruować teorię, w
obrębie której otrzymane empirycznie wyniki są możliwe do zinterpretowania.
I tak jest też tutaj, negatywny rezultat eksperymentu MM jest możliwy do wytłumaczenia
po przyjęciu STW. Klasyczne teorie nie radzą sobie z nim.
Pisze
Pan: " Być może właśnie w tym miejscu się nie
zrozumieliśmy. Źródło światła znajduje się przecież w poruszającym się
układzie S’, a to, że wysyłane przez nie światło nie porusza się
zgodnie z kierunkiem ruchu ziemi nie zmienia faktu, że cały czas znajdujemy się
w S’. Szczerze powiedziawszy w eksperymencie MM w ogóle brak pomiaru /
odniesienia do układu S. Sądzę więc, że to doświadczenie ma związek
jedynie z hipotezą eteru, natomiast w ogóle nie falsyfikuje postulatów
STW."
Zgadzam się , że
zarówno obserwator jak i źródło podczas trwania doświadczenia znajdują się
w jednym układzie współrzędnych, czyli na Ziemi. Być może wprowadzenie
przeze mnie układów S i S' było mylące w tym kontekście. Mnie jednak chodziło
bardziej o wytłumaczenie co uważam za istotę tego eksperymentu i stąd te -
nadmierne przyznaję - uproszczenia. Dlatego zdecydowałem się ponownie
przeanalizować to doświadczenie. Doszedłem do wniosku, iż można przedstawić
je w poniższej postaci przy
czym - mam nadzieję - unika się w ten sposób poprzednich nieścisłości.
Rozważmy układ
U dwuwymiarowy (OXY) nieruchomy i poruszający się względem niego z prędkością
v wzdłuż osi OX układ U'. Zakładamy, że dla t0'=0 układy
U i U' pokrywają się. W odległości
l od początku układu współrzędnych U' umieszczamy dwa detektory.
Jeden na osi OX', a drugi na osi OY' . W
punkcie początku układu współrzędnych U' umieszczamy źródło światła. W
momencie t0'=0 wypuszczamy dwie wiązki : (1) wiązka
poruszająca się wzdłuż osi OX == OX' " w prawo; (2) wiązka
poruszająca się wzdłuż osi OY' "w
górę" w układzie U', czyli w układzie U pod pewnym kątem.
Dla (1)
w chwili wysłania wiązki t0'=0 oba układu pokrywają
się. Po czasie t1' detektor zdążył się przesunąć na pewną
odległość ( on też porusza się z prędkością v ).
Zatem sygnał ma
do przebycia drogę większą niż l:
t1'
* v + l = c * t1'
t1'
= l / ( c - v )
Dla (2) detektor
także ulega przesunięciu. Promień ukośnie dociera do detektora po t2'.
Wykonując proste przekształcenie można obliczyć ten czas.
(
t2' * v )2 + l2 = ( c * t2' )2
t2'
2 * ( c 2 -
v2 ) = l 2
t2'
= sqrt [ l 2 / ( c 2 - v2 ) ]
t2'
= l / sqrt [( c 2 - v2 ) ]
Porównując
wyniki widzimy, że powinna pojawić się różnica
czasów Dt
= t2' - t1'
Eksperyment MM dał wynik negatywny, czyli Dt
= 0 Þ
v = 0 , gdzie v jest prędkością orbitalną Ziemi . W
rachunkach korzystaliśmy z własności dodawania wektorów prędkości (
c i v ) zgodnie z regułami obowiązującymi w transformacji Galileusza.
Problem nie pojawi się przy interpretacji z użyciem narzędzi STW.
Proszę zauważyć, że układ U w moim modelu był
potrzebny do wprowadzenia
punktu odniesienia względem którego porusza się Ziemia. Sądzę, że także
Michelson i Morley uznawali za oczywiste, że Ziemia
względem powiedzmy Słońca ma pewną określoną
prędkość orbitalną v. Było to chyba milczące założenie którego nikt nie
kwestionował.
Odnośnie praw Maxwella to opisują zachowanie
się fali elektromagnetycznej - a więc i światła widzialnego - w przestrzeni.
Z każdym z równań Maxwella związane jest odpowiadające mu prawo z dziedziny
elektryczności i magnetyzmu ( prawo Gaussa, prawo Faradaya, prawo Ampere'a
itd.). Zależności te pozwalają powiązać np. ładunek elektryczny z natężeniem
pola elektrycznego w danym punkcie. Dla naszej dyskusji
istotne je to, że po zastosowaniu transformacji Galileusza równani
Maxwella zmieniają postać ( gdy znajdę tylko wolną chwilę postaram się to
sprawdzić, a na razie przyjmuję za Feynmanem ), a co za tym idzie zmienia się
też kształt odpowiadających im praw elektromagnetyzmu.
Proszę rozważyć następującą
sytuację: Naukowiec znajduje się w pewnym układzie A . Dokonuje szeregu
eksperymentów związanych ze zjawiskami elektromagnetycznymi. Korzystając z
otrzymanych rezultatów może on sformułować pewne prawa analogiczne do praw
Faradaya, Gaussa itd. dla układu A. Analogiczne albowiem ich kształt zależy
od tego z jaką prędkością układ A porusza się względem
pewnego wyróżnionego układu W, w którym obowiązuje
"normalne" prawo Gaussa, a równania Maxwella mają znaną nam postać.
W ten sposób pojęcie bezwzględnej prędkości zyskuje sens. Co więcej
naukowiec "z wnętrza" układu A znający postać
"normalnych" równań Maxwella potrafi wyliczyć z jaką prędkością
układ A porusza się względem układu
W.
W: układ wyróżniony;
eksperymenty Û
prawa elektromagnetyzmu ( np. Gaussa ) Û
równania Maxwella postać normalna
A: układ
nieznany; eksperymenty Þ
prawa analogiczne do obowiązujących w
W Þ
zmieniona postać praw Maxwella Þ można policzyć z jaką prędkością v porusza się
A
względem W, korzystając przy tym z transformacji Galileusza.
Taka sytuacja
jest oczywiście niezgodne z zasadą względności. Aby zatem zachować tę
zasadę ma się do wyboru: próbować modyfikować prawa Maxwella tak, aby przy
przejściu do innego układu odniesienia nie zmieniały postaci. Ten sposób
jednak zawiódł odrzucić transformację Galileusza i przyjąć transformację
Lorentza, co zapewni zachowanie zasady względności.
Jeszcze drobna uwaga w sprawie efektu Dopplera. To zjawisko - jak słusznie
Pan zauważa - "Występuje
również wtedy, gdy porusza się obserwator, natomiast źródło
pozostaje w miejscu. ." Chodziło mi
jedynie o zwrócenie uwagi na fakt , że dla efektu Dopplera dla dźwięku można
wyróżnić dwie sytuacje :
a) źródło
w ruchu
b)
obserwator w ruchu
Natomiast
efekt Dopplera dla światła uwzględnia tylko jeden przypadek: oddalanie się
jednego obiektu od drugiego - niezależnie który jest źródłem a który
obserwatorem. Dlatego dla dźwięku występują dwa różne wzory opisujące
sytuację a) oraz b) a dla światła
tylko jeden.
Wojciech
Krzemień
Witam
Pana
Dobrze,
skoncentrujmy się na analizie czasów detekcji sygnału w podanym przez Pana
przykładzie. Przede wszystkim należy przyjąć jedno z dwóch założeń A) światło
porusza się z prędkością stałą c B) Prędkość światła zależy od prędkości
źródła względem detektora. Pan założył wersję A) dającą wynik obliczeń
teoretycznych sprzeczny z doświadczeniem. Obliczenia były poprawne w związku
z czym źródła rozbieżności należy dopatrywać się w założeniach odnośnie
prędkości sygnału świetlnego. Można oczywiście rozwiązać problem stosując
przekształcenia Lorentza, ale czy nie prościej jest zmienić założenie.
Zanim
przyjmę B) proszę wyobrazić sobie, że jest Pan związany z układem
U’. Jeśli się porusza z prędkością jednostajną wówczas poruszają
się wszystkie jego elementy, w tym również i Pan, w związku z czym prędkość
tą można pominąć jeśli obchodzi nas wyłącznie stan tego układu bez
odniesienia do zewnątrz (tak właśnie było przy MM). W tej sytuacji nawet nie
ma sensu wyprowadzać czasów detekcji t1’ i t2’, gdyż jasne jest,
że są równe ze względu na tą samą drogę i tą samą prędkość c. Ale
wprowadźmy prędkość v ruchu układu po osi OX, przyjmując za punkt
odniesienia układ U. Każde z równań zmodyfikowałem w jednym miejscu, co związane
jest z przyjęciem założenia B).
(1)
t1'
* v + l = (c+v) * t1'
t1'
= l / c
(2)
(
t2' * v )2 + l2 = (
[v2 + c2] * t2' )2
t2'
= l / c
t1'=t2'
Analogiczne
albowiem ich kształt zależy od tego z jaką prędkością układ A porusza się
względem pewnego wyróżnionego układu
W, w którym obowiązuje "normalne" prawo Gaussa, a równania Maxwella
mają znaną nam postać. W ten sposób pojęcie bezwzględnej prędkości
zyskuje sens. Co więcej naukowiec "z wnętrza" układu A znający
postać "normalnych" równań Maxwella potrafi wyliczyć z jaką prędkością
układ A porusza się względem układu
W.
Potrafi
to zrobić korzystając z sygnału, który pochodzi z układu W, a więc w żaden
sposób nie zakłóca to zasady względności. Równie dobrze mógłby odebrać
sygnał radiowy, w którym operator lotów informuje go z jaką prędkością
został wystrzelony. Nie wyglądając z pojazdu, czyli np. nie rejestrując
sygnałów świetlnych, nigdy by się nie dowiedział jaka jest jego RELATYWNA
prędkość względem stanowiska, z którego został wystrzelony. To, że światło
ma różną prędkość od c (co w ogóle nie zostało sfalsyfikowane w
eksperymencie MM, gdyż brak tam było pomiaru w układzie U) stoi wyłącznie w
sprzeczności z postulatem STW a nie z wynikami eksperymentów. Nie znam ani
jednego eksperymentu, w którym próbowano by wyznaczyć prędkość światła
pochodzącego z układu U a mierzoną w U i U’ (poruszającym się względem
U z prędkością v).
Piotr
Lasoń
Witam
Pana,
Nie
mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, iż w eksperymencie Michelsona i Morleya
nie odnosimy się do układu zewnętrznego.
Pisze
Pan: "Jeśli się porusza z prędkością jednostajną wówczas
poruszają się wszystkie jego elementy, w tym również i Pan, w związku z
czym prędkość tą można pominąć jeśli obchodzi nas wyłącznie stan tego
układu bez odniesienia do zewnątrz (tak właśnie było przy MM). "
We
wszystkich znanych mi opisach tego doświadczenia występuje parametr v , będący
prędkością orbitalną Ziemi. By stwierdzić, że Ziemia porusza się właśnie
z taką prędkością trzeba założyć pewien nieruchomy układ odniesienia. Tu
był nim osławiony eter, można by też przyjąć np. Słońce.
"Przede
wszystkim należy przyjąć jedno z dwóch założeń A) światło porusza się
z prędkością stałą c B) Prędkość światła zależy od prędkości źródła
względem detektora. Pan założył wersję A) dającą wynik obliczeń
teoretycznych sprzeczny z doświadczeniem."
Wprowadzając
mój uproszczony model doświadczenia MM bynajmniej nie założyłem, że prędkość
światła jest stała dla każdego układu. Wręcz przeciwnie w układzie U' dla
promienia poruszającego się wzdłuż osi OX' wynosi ona c-v , co jest
całkowicie zgodne z podejściem intuicyjnym.
Natomiast z podanych przez Pana wzorów:
t1'
* v + l = (c+v) *
t1'
(
t2' * v )2 + l2 = (
sqrt{ [v2 + c2] }
* t2' )2
wynika,
że uważa Pan, iż w układzie U zmierzono by prędkość światła równą c
+ v, a w układzie U' wynosiłaby ona c. Nie rozumiem dlaczego tak
miałoby być.
"Potrafi
to zrobić { wyznaczyć swoją prędkość }
korzystając z sygnału, który pochodzi z układu W, a więc w żaden sposób
nie zakłóca to zasady względności. Równie dobrze mógłby odebrać sygnał
radiowy, w którym operator lotów informuje go z jaką prędkością został
wystrzelony. Nie wyglądając z pojazdu, czyli np. nie rejestrując sygnałów
świetlnych, nigdy by się nie dowiedział jaka jest jego RELATYWNA prędkość
względem stanowiska, z którego został wystrzelony."
Problem
w tym, że wydaje się, iż obserwator nie musiałby bezpośrednio korzystać z
sygnału pochodzącego z układu zewnętrznego. Postaram się przedstawić mój
punkt widzenia, przy czym zastrzegam sobie, że poniższy przykład nie będzie
ścisły, chodzi mi jedynie o idee zagadnienia. Zakładamy, że obowiązujące są
prawa Maxwella jak i transformacja Galileusza à
postać równań ulega zmianie w zależności od układu odniesienia. Proszę
sobie wyobrazić obserwatora znajdującego się w pewnym układzie A. Przeprowadza
eksperyment np. w danym miejscu zgromadzony jest ładunek dziesięciu
Coulombów, mierzy się parametry
pola elektromagnetycznego ( jak natężenie elektryczne pola itd.) w punkcie
przestrzenie oddalonym powiedzmy o 10m od źródła pola. Obserwator
przeprowadza szereg takich doświadczeń.(*) Na ich podstawie potrafi
wyznaczyć postać równań Maxwella obowiązującą w tym układzie. Znając
"normalną" postać praw Maxwella ( obowiązującą w układzie gdzie
c = 300.000 km/s ) i równania otrzymane dla układu A , w którym się znajduje
potrafi określić z jaką prędkością porusza się A względem układu wyróżnionego.
W ten sposób przeprowadzając eksperymenty tylko wewnątrz układu potrafi określić
swoją prędkość, co jest sprzeczne z zasadą względności.
To mniej więcej miał na myśli
Feynman pisząc:" Jednakże
wydawało się, że równania Maxwella nie spełniają zasady względności. Jeżeli
bowiem przekształcimy je, podstawiając w nich (3.2) {chodzi o zastosowanie transformacji Galileusza }, ich postać
nie pozostanie nie zmieniona; dlatego zjawiska optyczne i elektryczne zachodzące
w poruszającym się pojeździe kosmicznym powinny różnić się od tych samych
zjawisk w pojeździe kosmicznym który jest w spoczynku. Można zatem użyć
zjawisk optycznych do wyznaczenia prędkości pojazdu kosmicznego, w szczególności
przez dokonanie pomiarów optycznych bądź elektrycznych można wyznaczyć
bezwzględną prędkość pojazdu." ( "Sześć trudniejszych kawałków"
)
Wojciech
Krzemień
(*) wyniki
każdego doświadczenia będą inne niż te wykonane w układzie wyróżnionym (
nieruchomym ), jeżeli tylko układ A porusza się z pewną prędkością.
Witam
Nie
mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, iż w eksperymencie Michelsona i Morleya
nie odnosimy się do układu zewnętrznego. We wszystkich znanych mi opisach
tego doświadczenia występuje parametr v , będący prędkością orbitalną
Ziemi. By stwierdzić, że Ziemia porusza się właśnie z taką prędkością
trzeba założyć pewien nieruchomy układ odniesienia. Tu był nim osławiony
eter, można by też przyjąć np. Słońce.
Faktycznie,
mój błąd - nie uściśliłem, iż chodzi mi wyłącznie o pomiar. Zgodzi się
Pan chyba, że w eksperymencie MM wykonywano jedynie pomiary w układzie
U’. Weryfikacja STW wymagałaby wykonania pomiarów (np. czasów detekcji
a co za tym idzie prędkości sygnałów) w obu układach, co ze względów
praktycznych w eksperymencie MM nie byłoby możliwe.
Rozważmy
układ U dwuwymiarowy (OXY) nieruchomy i poruszający się względem niego z prędkością
v wzdłuż osi OX układ U'. Zakładamy, że dla t0'=0 układy U i U' pokrywają się. W odległości l od początku układu współrzędnych
U' umieszczamy dwa detektory. Jeden na osi OX', a drugi na osi OY' .
W punkcie początku układu współrzędnych U' umieszczamy źródło światła.
W momencie t0'=0 wypuszczamy dwie wiązki : (1) wiązka
poruszająca się wzdłuż osi OX == OX' " w prawo; (2) wiązka
poruszająca się wzdłuż osi OY' "w
górę" w układzie U', czyli w układzie U pod pewnym kątem.
t1'
* v + l =
(c+v) * t1'
(
t2' * v )2 + l2 = ( sqrt{ [v2 + c2] }
* t2'
)2
wynika,
że uważa Pan, iż w układzie U zmierzono by prędkość światła równą c
+ v, a w układzie U' wynosiłaby ona c. Nie rozumiem dlaczego tak
miałoby być.
Czyli,
ponieważ układ U’ porusza się z prędkością V (względem U), zaś
promień światła z prędkością C (względem U’), w układzie U promień
światła powinien mieć prędkość C+V. W przypadku drugiej wiązki należy
dodać wektory prędkości (nie pamiętam dokładnie, ale przypuszczam, że jest
to iloczyn skalarny wektorów prostopadłych). Te rozważania wynikają z założenia,
być może błędnego, że w momencie t0’=0 układ U’ porusza się
już względem U z prędkością V.
"Potrafi
to zrobić {
wyznaczyć swoją prędkość }
korzystając z sygnału, który pochodzi z układu W, a więc w żaden sposób
nie zakłóca to zasady względności. Równie dobrze mógłby odebrać sygnał
radiowy, w którym operator lotów informuje go z jaką prędkością został
wystrzelony. Nie wyglądając z pojazdu, czyli np. nie rejestrując sygnałów
świetlnych, nigdy by się nie dowiedział jaka jest jego RELATYWNA prędkość
względem stanowiska, z którego został wystrzelony."
Problem
w tym, że wydaje się, iż obserwator nie musiałby bezpośrednio korzystać
z sygnału pochodzącego z układu zewnętrznego. Postaram się przedstawić
mój punkt widzenia, przy czym zastrzegam sobie, że poniższy przykład nie będzie
ścisły, chodzi mi jedynie o idee zagadnienia. Zakładamy, że obowiązujące są
prawa Maxwella jak i transformacja Galileusza à
postać równań ulega zmianie w zależności od układu odniesienia. Proszę
sobie wyobrazić obserwatora znajdującego się w pewnym
układzie A. Przeprowadza eksperyment
np. w danym miejscu zgromadzony jest ładunek dziesięciu Coulombów, mierzy się
parametry pola elektromagnetycznego ( jak natężenie elektryczne pola
itd.) w punkcie przestrzenie oddalonym powiedzmy o 10m od źródła pola.
Obserwator przeprowadza szereg takich doświadczeń.(*) Na ich podstawie
potrafi wyznaczyć postać równań Maxwella obowiązującą w tym układzie.
Znając "normalną" postać praw Maxwella ( obowiązującą w układzie
gdzie c = 300.000 km/s ) i równania otrzymane dla układu A , w którym się
znajduje potrafi określić z jaką prędkością porusza się A względem układu
wyróżnionego. W ten sposób przeprowadzając eksperymenty tylko wewnątrz układu
potrafi określić swoją prędkość, co jest sprzeczne z zasadą względności.
To
mniej więcej miał na myśli Feynman pisząc:" Jednakże
wydawało się, że równania Maxwella nie spełniają zasady względności. Jeżeli
bowiem przekształcimy je, podstawiając w nich (3.2)
{chodzi o zastosowanie transformacji Galileusza }, ich postać nie
pozostanie nie zmieniona; dlatego zjawiska optyczne i elektryczne zachodzące w
poruszającym się pojeździe kosmicznym powinny różnić się od tych samych
zjawisk w pojeździe kosmicznym który jest w spoczynku. Można zatem użyć
zjawisk optycznych do wyznaczenia prędkości pojazdu kosmicznego, w szczególności
przez dokonanie pomiarów optycznych bądź elektrycznych można wyznaczyć
bezwzględną prędkość pojazdu." ( "Sześć trudniejszych kawałków" )
Skoro
pomiarów zjawisk zachodzących w układzie A, dokonujemy w układzie A, nie ma
powodów, aby stosować transformację Galileusza, czy też Lorentza, a co za
tym idzie nie należy oczekiwać, że prawa Maxwella ulegną zmianie (tak jak w
przypadku doświadczenia MM).
W dalszym ciągu twierdzę, że w celu wyznaczenia względnego
ruchu, niezbędny jest pomiar w układzie U’ sygnałów pochodzących z U.
Jest więc, w takiej sytuacji do zaakceptowania (tzn. nie sprzeczny z zasadą
względności) fakt, iż dzięki temu pomiarowi możliwe jest wyznaczenie prędkości
układu U względem U’. Nie potrafię powiedzieć na jakiej zasadzie chciałby
Feynman wyznaczyć bezwzględną (?) prędkość pojazdu, nie komunikując się
z układem U.
Piotr Lasoń
Witam
Pana,
Postaram
się określić w jaki sposób rozumiem Pański stanowisko odnośnie prędkości
rozchodzenia się światła i przedstawię moje obiekcje. Jeżeli opacznie
zrozumiałem Pańskie poglądy, to proszę o wyjaśnienie.
"Czyli,
ponieważ układ U’ porusza się z prędkością V (względem U), zaś
promień światła z prędkością C (względem U’), w układzie U promień
światła powinien mieć prędkość C+V."
Wydaje
mi się, że uważa Pan, iż prędkość światła jest równa c jedynie dla
obserwatora, który jest nieruchomy względem źródła sygnału. Przy takim ujęciu
sprawy rzeczywiście wyprowadzenia przedstawione przez Pana są słuszne i
wynik doświadczenie Michelsona i Morleya nie jest niczym zaskakującym.
Zastanowić należałby się wobec tego dlaczego tak wiele miejsca poświęcono
temu eksperymentowi w podręcznikach akademickich do fizyki. Mówi się, że
obala ono teorię istnienia eteru. Dlaczego fizycy w ogóle starali się
wprowadzić tak sztuczną koncepcję ? Te pytania wbrew pozorom mają wiele wspólnego
z naszym sporem.
Jednym
z wniosków wypływających z teorii Maxwella jest to, że w próżni sygnał świetlny
rozchodzi się z prędkością c. W tym momencie powstaje pytanie: względem
jakiego układu odniesienia prędkość rozważanego sygnału jest równa
300.000 km/s. Przyjęto, że istnieje wszechobecna,
niewykrywalna bezpośrednim eksperymentem substancja i to względem niej
rozchodzi się światło. Negatywny wynik eksperymentu MM wykazał pośrednio,
że koncepcja eteru była błędna. Nadal jednak pozostawała niewyjaśniona
kwestia rozchodzenia się impulsu świetlnego w próżni . Einstein podał następujące
rozwiązanie: prędkość światła wyniesie c dla wszystkich obserwatorów ( w
układach inercjalnych gwoli ścisłości ). I w ten sposób dochodzimy do STW.
Pan
twierdzi, że to względem konkretnego źródła
fala EM rozchodzi się z taką prędkością.
Niestety takie ujęcie wprowadza kolejny bezwzględny
- jak w przypadku eteru - układ odniesienia. Co więcej jest ono nie do
utrzymania. Teoria Maxwella w ogóle nie określa z jaką prędkością porusza
się źródło względem obserwatora, innymi słowy ta prędkość nie ma żadnego
znaczenia dla otrzymania wartości c.
Niestety
ze względu na nawał pracy nie jestem w stanie - chwilowo - ustosunkować się
do drugiej części sporu ( wyznaczenie prędkości bezwzględnej ) . Dlatego
proponuję dokończyć powyższy wątek, a w późniejszym terminie wyjaśniać
kolejne punkty dyskusji.
Wojciech
Krzemień
Witam
Wydaje
mi się, że uważa Pan, iż prędkość światła jest równa c jedynie dla
obserwatora, który jest nieruchomy względem źródła sygnału.
Owszem,
przypomnę użyte wcześniej porównanie fotonu światła do pocisku
wystrzelonego z karabinu. Jak pokazało doświadczenie MM, eter nie ma tu nic do
rzeczy, w związku z tym należy założyć, że światło nie potrzebuje ośrodka
do rozchodzenia (jedynie przenikliwej przestrzeni).
Jednym
z wniosków wypływających z teorii Maxwella jest to, że w próżni sygnał świetlny
rozchodzi się z prędkością c. W tym momencie powstaje pytanie: względem
jakiego układu odniesienia prędkość rozważanego sygnału jest równa
300.000 km/s. Przyjęto, że istnieje wszechobecna,
niewykrywalna bezpośrednim eksperymentem substancja i to względem niej
rozchodzi się światło. Negatywny wynik eksperymentu MM wykazał pośrednio,
że koncepcja eteru była błędna. Nadal jednak pozostawała niewyjaśniona
kwestia rozchodzenia się impulsu świetlnego w próżni . Einstein podał następujące
rozwiązanie: prędkość światła wyniesie c dla wszystkich obserwatorów ( w
układach inercjalnych gwoli ścisłości ). I w ten sposób dochodzimy do STW.
W ten
sposób Einstein określił jeden parametr związany z rozchodzeniem się światła
- a mianowicie jego prędkość, zakładając oczywiście (czego osobiście nie
zakładam), że STW jest słuszna. W dalszym ciągu nie wiemy co leży u podstaw
rozchodzenia się światła. Wracając do prędkości, Einstein zaproponował
STW, ja tutaj proponuje koncepcję pocisku.
Pan
twierdzi, że to względem konkretnego źródła
fala EM rozchodzi się z taką prędkością. Niestety takie ujęcie wprowadza kolejny bezwzględny
- jak w przypadku eteru - układ odniesienia.
Twierdzę,
że rejestrowana prędkość światła zależy od wzajemnego (względnego) ruchu
źródła i obserwatora. Nie zależy od eteru. Mówimy w tym momencie oczywiście
o próżni, gdyż jak wiadomo w innych ośrodkach światło może mieć różną
prędkość (czyli c zależy w pewnym sensie od ośrodka). Nie rozumiem jednak,
dlaczego się w tym miejscu nie zgadzamy ze sobą. To że względem źródła
fala EM rozchodzi się z prędkością c wynika z pomiarów. Pytanie co się
dzieje ze światłem, który spoglądamy na nie z innego układu inercjalnego.
Co
więcej jest ono nie do utrzymania. Teoria Maxwella w ogóle nie określa z jaką
prędkością porusza się źródło względem obserwatora, innymi słowy ta prędkość
nie ma żadnego znaczenia dla otrzymania wartości c.
Może
więc wymaga rewizji w sytuacji, gdy obserwator i źródło się poruszają z dużą
prędkością (względem siebie). Znaną możliwością jest STW, ale czy jedyną?
Piotr
Lasoń
List
11
Witam Pana,
Najpierw ustosunkuję się krótko do Pańskiego ostatniego
listu.
"W
ten sposób Einstein określił jeden parametr związany z rozchodzeniem się światła
- a mianowicie jego prędkość, zakładając oczywiście (czego osobiście nie
zakładam), że STW jest słuszna. W dalszym ciągu nie wiemy co leży u podstaw
rozchodzenia się światła. Wracając do prędkości, Einstein zaproponował
STW, ja tutaj proponuje koncepcję pocisku."
Być może źle się wyraziłem pisząc :"
Nadal jednak pozostawała niewyjaśniona kwestia rozchodzenia się impulsu świetlnego
w próżni ". Bynajmniej nie chciałem stwierdzić, że STW wyjaśnia
kwestię źródła i mechanizmu rozchodzenia się fal elektromagnetycznych, tym
zajmuje się teoria Maxwella. Chodziło mi o - jak słusznie Pan zauważył - prędkość rozchodzenia się sygnału świetlnego w próżni.
"Twierdzę, że rejestrowana prędkość światła zależy
od wzajemnego (względnego) ruchu źródła i obserwatora. Nie zależy od eteru.
(...) Nie rozumiem jednak, dlaczego się w tym miejscu nie zgadzamy ze sobą. To
że względem źródła fala EM rozchodzi się z prędkością c wynika z pomiarów.
Pytanie co się dzieje ze światłem, który spoglądamy na nie z innego układu
inercjalnego."
Ja zgadzam się z Panem, że prędkość światła
nie zależy od eteru oraz, że względem źródła uzyskamy prędkość c. Nie
uważam, że jest to przekonywujący argument na rzecz Pańskiej koncepcji
rozchodzenia się światła. Te wyniki są przecież także zgodne z STW.
"Teoria Maxwella w ogóle nie określa z jaką prędkością
porusza się źródło względem obserwatora, innymi słowy ta prędkość nie
ma żadnego znaczenia dla otrzymania wartości c." Może więc wymaga
rewizji w sytuacji, gdy obserwator i źródło się poruszają z dużą prędkością
(względem siebie). Znaną możliwością jest STW, ale czy jedyną?”
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem Pańską sugestię.
Twierdzi Pan, że należy zmodyfikować teorię Maxwella ?
Przecież teoria elektromagnetyzmu powstała stosunkowo dawno i została
potwierdzona w wielu doświadczeniach , co więcej nie słyszałem o jakiś
eksperymentach ją falsyfikujących.
Model fotonu-pocisku tłumaczy - przyznaję - bez
popadania w sprzeczność negatywny eksperyment Michelsona i Morleya. Co więcej
ma tę zaletę, że jest zgodny z podejściem-
nazwijmy to - intuicyjnym. Dlaczego
zatem bardziej przekonuje mnie propozycja Einsteina.
Po pierwsze argument intuicyjności nie jest w rzeczywistości zbyt
mocny. Jeżeli popatrzy się na współczesne teorie fizyczne ( teoria strun,
twistorów, cała mechanika kwantowa itd. ) widać wyraźnie, że codzienna
intuicja do niczego się nie przydaje. Decydują
jednak jest to, że o ile STW adaptuje całą teorię elektromagnetyzmu nie
zmieniając jej postaci, to Pańska koncepcja jakby nie bierze pod uwagę wyników
uzyskanych przez Maxwella.
"Czy
ma Pan wrażenie, że już wszystko zostało powiedziane, a problem wciąż nie
jest rozwiązany? "
Jeżeli chodzi o
interpretację eksperymentu MM, to
stanowiska zostały jasno ustalone. Pozostaje jeszcze niewyjaśniona kwestia słów
Feynmana: "
Jednakże wydawało się, że równania Maxwella nie spełniają zasady względności.
Jeżeli bowiem przekształcimy je, podstawiając w nich (3.2)
{chodzi o zastosowanie transformacji Galileusza }, ich postać nie
pozostanie nie zmieniona; dlatego zjawiska optyczne i elektryczne zachodzące w
poruszającym się pojeździe kosmicznym powinny różnić się od tych samych
zjawisk w pojeździe kosmicznym który jest w spoczynku. Można zatem użyć
zjawisk optycznych do wyznaczenia prędkości pojazdu kosmicznego, w szczególności
przez dokonanie pomiarów optycznych bądź elektrycznych można wyznaczyć
bezwzględną prędkość pojazdu."
Wiemy,
że "klasyczna" postać praw Maxwella obowiązują na Ziemi.
Przeprowadzamy szereg eksperymentów odnośnie pola elektromagnetycznego
wytworzonego powiedzmy przez przewodnik z prądem w odległości np. 10 m od
przewodnika. Następnie identyczne eksperymenty
wykonujemy w rakiecie która
porusza się z prędkością v względem Ziemi. Ponieważ równania Maxwella pod
wpływem transformacji Galileusza zmieniają swoją postać, to otrzymamy dwa różne
zestawy wyników np.. 10 jednostek dla Ziemi
5 jednostek dla rakiety,
mimo iż używaliśmy identycznego zestawu pomiarowego. Opierając się na
otrzymanych rezultatach możemy wyznaczyć prędkość v. Z pewnością powie
Pan: owszem wyznaczyć możemy, ale
będzie to prędkość względna w odniesieniu do Ziemi. Dobrze, przeprowadzimy
następujące rozumowanie: wiemy, że ruch jest względny, więc jesteśmy
uprawomocnieni do odwrócenia sytuacji. Punktem odniesienia niech będzie
rakieta a poruszać się będzie Ziemia z przeciwną prędkością. Ponownie
przeprowadzamy eksperyment z przewodnikiem z prądem. I co otrzymaliśmy ? 10
jednostek dla rakiety i 5 jednostek dla Ziemi - tak wynikałoby z symetrii
zjawiska ? Przecież to absurd, w
rzeczywistości nic nie zmieniliśmy. Obserwator w rakiecie zawsze zmierzy 5 T,
nie może mieć na to wpływu arbitralny wybór układu odniesienia. Tu
dochodzimy do sedna zagadnienia. Okazuje się, że pojawia się jeden wyróżniony
układ odniesienia - Ziemia na której obowiązuje "klasyczna" postać
równań Maxwella, w każdym innym układzie równania te mają nieco inną
postać. W ten sposób uzyskaliśmy bezwzględny punkt
odniesienia. Zatem obserwator w dowolnym układzie odniesienia może
przeprowadzając eksperyment z przewodnikiem z prądem określić z jaką prędkością
porusza się względem Ziemi, która jest tym wyróżnionym układem. W szczególności
jeżeli uzyska wartość 10 T to wie, że znajduje się w spoczynku. Oczywiście
takie ujęcie sprawy jest sprzeczne z zasadą względności.
I to tak bardzo niepokoiło Einsteina.
Na zakończenie chciałbym
jeszcze raz podkreślić, że ja
nie twierdzę ,iż STW jest
niepodważalna. Model zaproponowany przez Einsteina lepiej od konkurencyjnych
koncepcji tłumaczy pewne zjawiska. Być może w przyszłości teoria zostanie
uznana za niepełną - już tak jest jeżeli wziąć pod uwagę wyniki mechaniki
kwantowej - i zastąpiona inną. Jednak na dzień dzisiejszy STW wydaje się
dobrze opisywać rzeczywistość, w każdym
razie lepiej od tradycyjnych teorii.
Jeżeli uważa Pan, że nasza
dyskusja znalazła się w martwym punkcie, to możemy rzeczywiście zawiesić ją
na jakiś czas. Wydaje się, że nasze stanowiska są dosyć dobrze określone.
Wojciech Krzemień
Witam
ponownie,
Niedawno
miałem do czynienia z książką Paula Daviesa „Czas. Niedokończona
rewolucja Einsteina”. Autor bardzo sprawnie i przystępnie pisze o czasie
w teorii względności, czasie kwantowym itp. zagadnieniach. Zainteresowały
mnie w niej szczególnie dwie rzeczy: szczegółowa prezentacja paradoksu bliźniąt
na przykładzie z uwzględnieniem również efektu Dopplera (z czym się
spotykam po raz pierwszy w literaturze). Po drugie, co jest ważne dla naszej
dyskusji – Davies opisuje szereg eksperymentów potwierdzających teorię
względności. Jeśli jest to prawda, to nie trzeba być Einsteinem, aby powiązać
prędkość i czas obserwując zachowanie się samych tylko mionów (oczywiście
Einstein doszedł do tego drogą dedukcji, co dowodzi jego geniuszu).
Eksperymentów
i obserwacji w rodzaju wydłużenia czasu życia mionów lub podwójnych układów
pulsarów nie jestem w stanie podważyć. Nie mam dostępu do stosownej
literatury a nawet jeśli to prawdopodobnie nie umiałbym jej odczytać. Zdaję
sobie jednak sprawę, że pomiary na skalach mikro odległości lub makro szybkości
nie przypominają pomiarów długości boku trójkąta wykonywanych szkolną
linijką. Jeśli interpretacja wyników i schemat pomiarów jest wykonana
poprawnie – wówczas bezsprzecznie szczególna teoria względności jest słuszna.
Z drugiej jednak strony medalu Davies nie wyjaśnia zadowalająco STW od strony
teoretycznej. Czy jest możliwe, aby w teorii uzasadnienie STW było błędne
(co cały czas postuluję) natomiast jej wnioski były poprawne, to znaczy
nieprawidłowe rozumowanie doprowadziło do sformułowania słusznych praw? Jest
to pytanie retoryczne, wiem, że to byłoby możliwe, ale czy tak naprawdę się
stało? Już raz próbowaliśmy to rozstrzygnąć.
Na
koniec chciałbym się jeszcze raz ustosunkować do twierdzenie Fenynmana a tym
samym do podstawowej kwestii, która różni również moje i Pana poglądy.
Jeżeli chodzi o interpretację eksperymentu MM,
to stanowiska zostały jasno ustalone. Pozostaje jeszcze niewyjaśniona
kwestia słów Feynmana: "
Jednakże wydawało się, że równania Maxwella nie spełniają zasady względności.
Jeżeli bowiem przekształcimy je, podstawiając w nich (3.2)
{chodzi o zastosowanie transformacji Galileusza }, ich postać nie
pozostanie nie zmieniona; dlatego zjawiska optyczne i elektryczne zachodzące w
poruszającym się pojeździe kosmicznym powinny różnić się od tych samych
zjawisk w pojeździe kosmicznym który jest w spoczynku. Można zatem użyć
zjawisk optycznych do wyznaczenia prędkości pojazdu kosmicznego, w szczególności
przez dokonanie pomiarów optycznych bądź elektrycznych można wyznaczyć
bezwzględną prędkość pojazdu."
Po
raz kolejny zastanawiam się, jak można wyznaczyć nawet względną prędkość
pojazdu „względem” innego układu jeśli badamy zjawiska optyczne
czy elektryczne zachodzące (mające swój początek, przebieg i koniec) wewnątrz
pojazdu. Zasada względności mówi, że nie ma takiej możliwości, ja się z
tym zgadzam natomiast Fenyman stosuje błędną
dedukcję – mówiąc -zastosowane przekształcenie Galileusza powoduje, że
pogwałcona zostaje zasada względności, bo można stwierdzić ruch pojazdu, a
więc jest to błędne przekształcenie. Zasada względności nie ma tu jednak
nic do rzeczy (nie zostaje pogwałcona), gdyż
my niejako wyglądamy z pojazdu w kierunku drugiego układu. Nie stosując
przekształceń matematycznych jesteśmy gołym okiem stwierdzić względny ruch
pojazdu, i co z tego? Jeśli natomiast nie wyglądamy z pojazdu wówczas nie ma
potrzeby stosowania jakichkolwiek przekształceń, ani Galileusza ani też
Lorentza.
Wiemy, że
"klasyczna" postać praw Maxwella obowiązują na Ziemi.
Przeprowadzamy szereg eksperymentów odnośnie pola elektromagnetycznego
wytworzonego powiedzmy przez przewodnik z prądem w odległości np. 10 m od
przewodnika. Następnie identyczne eksperymenty
wykonujemy w rakiecie która
porusza się z prędkością v względem Ziemi. Ponieważ równania Maxwella pod
wpływem transformacji Galileusza zmieniają swoją postać, to otrzymamy dwa różne
zestawy wyników np.. 10 jednostek dla Ziemi
5 jednostek dla rakiety,
mimo iż używaliśmy identycznego zestawu pomiarowego.
Jak
wyżej napisałem, jeśli wykonujemy pomiary zachowania się sygnałów EM wewnątrz
układów zamkniętych, na przykład dwóch odizolowanych baniek na Ziemi i na
pokładzie pojazdu kosmicznego w których powstają sygnały i są również
mierzone, wówczas nie ma potrzeby stosowania przekształceń Galileusza lub
Lorentza. Oba pomiary będą identyczne ze względu na zasadę względności. Co
innego gdybyśmy wytwarzali sygnały na Ziemi i wykonywali pomiar w pojeździe
kosmicznym. W drugim przypadku zasada względności nie miałaby nic do rzeczy a
więc nie zależałoby nam na utrzymaniu identyczności praw.
Piotr
Lasoń
Witam Pana,
Piszę ten list z
nadzieją, że uda nam się ostatecznie wyjaśnić w jakich kwestiach jesteśmy
zgodni ,a gdzie jeszcze zachodzą pewne nieporozumienia. Pozwolę sobie skopiować
niektóre fragmenty wcześniejszych listów. Uważam, że tak będzie łatwiej
śledzić rozpatrywane zagadnienia. Wydaje
się, że ciągle w centrum uwagi pozostają słowa Feynmana i wiążąca się z
nimi problem poprawności
rozumowania które doprowadziło do powstania STW. W jednym z pierwszych listów
usiłowałem zrekonstruować rozumowanie którym jak sądzę posłużył się
Einstein :
1.
"Rozważamy układ S i poruszający się względem niego po osi OX z prędkością
v układ S'.
2.
Zakładamy, że prawdziwa jest zasady względności głosząca, że wszelkie
procesy fizyczne zachodzą identycznie w każdym układzie inercjalnym. Inaczej
mówiąc nie da się wykonać eksperymentu który pozwoliłby określić prędkość
układu, będąc wewnątrz tegoż.
3.
Zakładamy, że prawdziwa jest transformacja Galileusza (najbardziej
intuicyjna).
4.
Zakładamy, że prawdziwe są równania Maxwella.
5.
Z równań Maxwella wynika, że światło porusza się w próżni równomiernie
we wszystkich kierunkach z prędkością c.
6.
Stosując transformację Galileusza do równań Maxwella okazuje się, że w układzie
S' mają one inną postać. Fale E-M zachowywałyby się różnie w zależności
od prędkości v , co jest sprzeczne z 2 (*)
7.
Wobec 6 możemy zmodyfikować 4 tak, aby zastosowanie transformacji Galileusza
nie zmieniło postaci równań Maxwella.
8.
To jednak prowadzi do dodania pewnych członów do 4, które nie są wykrywalne
doświadczalnie. Zatem rozwiązanie 7 trzeba wykluczyć
9.
Pozostaje zmiana 3. Transformacja Lorentza sprawia, że równania Maxwella(4)
nie zmieniają swej postaci, co jest zgodne z zasadą względności(2)
10.
Konsekwencją przyjęcia transformacji Lorentza jest dylatacja czasu i inne
efekty relatywistyczne.
11.
Jednakże jeżeli przyjmiemy transformację Lorentza(9) to z kolei prawa
dynamiki
Newtona
zmieniają postać po przejściu do układu S', co jest niezgodne z zasadą względności(2)
12.
Aby zachować 2 potrzebna jest modyfikacja
praw Newtona ( wprowadzenie
masy
relatywistycznej zamiast masy klasycznej). "
Słowa
Feynmana odnoszą się do punkty 5. Jeżeli dobrze rozumiem to Pan głównym
zarzutem jest
brak sprzeczności między zasadą względności , a zmianą postaci praw
Maxwella w układzie S' . W swoim ostatnim liście pisze Pan:
(...)Fenyman
stosuje błędną dedukcję – mówiąc -zastosowane przekształcenie
Galileusza powoduje, że pogwałcona zostaje zasada względności, bo można
stwierdzić ruch pojazdu, a więc jest to błędne przekształcenie. Zasada względności
nie ma tu jednak nic do rzeczy (nie zostaje pogwałcona),
gdyż my niejako wyglądamy z pojazdu w kierunku drugiego układu. Nie
stosując przekształceń matematycznych jesteśmy gołym okiem stwierdzić względny
ruch pojazdu, i co z tego? Jeśli natomiast nie wyglądamy z pojazdu wówczas
nie ma potrzeby stosowania jakichkolwiek przekształceń, ani Galileusza ani też
Lorentza.
Aby
odpowiedzieć , czy Feynman rzeczywiście zastosował błędny tok myślenia
proponuję podejść do zagadnienia od innej strony. Niech Pan chwilowo
"zapomni"
o zasadzie względności, obserwatorach w pojeździe itd. Zastanówmy się
do czego właściwie służy transformacja Galileusza.
Wiem,
że pytanie może wydać się banalne i odpowiedź sama się narzuca:
do przejścia z układu S do S' i odwrotnie. Ale co to fizycznie oznacza?
Człowiek obserwuje odjeżdżający samochód. Samochód porusza się
ruchem jednostajnym prostoliniowym z prędkością 100 km / h . Jeżeli zwiążemy
z tym człowiekiem układ odniesienia ( czyli będzie obserwatorem w układzie
S ) to może on np. w kolejnych sekundach określić przez współrzędne x, y,
z położenie samochodu. Jeżeli zwiążemy układ odniesienia z obserwatorem
będącym kierowcą tego samochodu, to z jego punktu widzenia pojazd wcale się
nie porusza, to obserwator S się oddala. Obserwator S' ma własne współrzędne
x', y', z' którymi określa położenie punktów w przestrzeni. Zależności wiążące
oba układy to właśnie przekształcenie Galileusza. Innymi słowy
transformacja ta pozwala przejść z pozycji obserwatora związanego z początkiem
układu współrzędnych S na pozycję obserwatora związanego z początkiem
układu S'. Nie
ma tu mowy o jakimkolwiek wyglądaniu w kierunku drugiego układu.
Cytując za Resnick'iem i
Halliday'em
( "Fizyka" tom 1) :" Obserwatorzy znajdujący się w różnych układach
odniesienia mogą otrzymywać różne wartości mierzonych wielkości
fizycznych, ale związki pomiędzy tymi wielkościami. Tzn. prawa fizyczne będą
takie same dla
wszystkich obserwatorów. " Jest nota bene inne sformułowanie zasady względności. Jak
sprawdzić czy dane prawo fizyczne spełnia tę zasadę ?
Wystarczy zastosować transformację Galileusza do równania i sprawdzić
czy ma ono tę samą postać w układzie S', czyli związanym z innym obserwatorem.
( Dla praw Newtona robi to Feynman w "Sześć trudniejszych kawałków"
)
Wracając
do głównego wątku, jak wiadomo równania Maxwella zmieniają postać pod wpływem
transformacji Galileusza, czyli w układzie S obowiązywałyby inne prawa niż w
układzie S'. Obserwator S obserwowałby inne zjawiska niż obserwator S'. Inne,
to nie oznacza ,że mierzyłby różne wartości, bo to może się zdarzyć, ale
że obserwowałby niespotykane dotychczas fenomeny.
Jeżeli dodatkowo weźmiemy pod uwagę definicję
zasady względności podaną przez Poincare'ego:
"Zgodnie
z zasadą względności prawa rządzące zjawiskami fizycznymi muszą być takie
same dla obserwatora nieruchomego, jak i dla obserwatora przesuwającego się
względem poprzedniego ruchem jednostajnym, nie mamy więc i nie będziemy nigdy
mieli sposobów na stwierdzenie, czy znajdujemy się w takim ruchu."
,
to sprzeczność wydaje się być oczywista.
Wojciech
Krzemień
Witam
Niestety, nie do końca
chyba rozumiem Pana wyjaśnienie. Obawiam się, że muszę to powtórzyć z
uporem maniaka - gdzieś się mijamy, tylko nie wiem jeszcze gdzie.
Zastanówmy
się do czego właściwie służy transformacja Galileusza.
Wiem,
że pytanie może wydać się banalne i odpowiedź sama się narzuca:
do przejścia z układu S do S' i odwrotnie. Ale co to fizycznie oznacza?
Człowiek obserwuje odjeżdżający samochód. Samochód porusza się
ruchem jednostajnym prostoliniowym z prędkością 100 km / h . Jeżeli zwiążemy
z tym człowiekiem układ odniesienia ( czyli będzie obserwatorem w układzie
S ) to może on np. w kolejnych sekundach określić przez współrzędne x, y,
z położenie samochodu. Jeżeli zwiążemy układ odniesienia z obserwatorem
będącym kierowcą tego samochodu, to z jego punktu widzenia pojazd wcale się
nie porusza, to obserwator S się oddala. Obserwator S' ma własne współrzędne
x', y', z' którymi określa położenie punktów w przestrzeni. Zależności wiążące
oba układy to właśnie przekształcenie Galileusza. Innymi słowy
transformacja ta pozwala przejść z pozycji obserwatora związanego z początkiem
układu współrzędnych S na pozycję obserwatora związanego z początkiem
układu S'. Nie
ma tu mowy o jakimkolwiek wyglądaniu w kierunku drugiego układu.
Jak Pan sam na początku
stwierdził, mam do czynienia z dwoma układami, z których co ważne jeden jest
obserwatorem, a z drugim coś się dzieje, lub na odwrót. Chyba, że tak
naprawdę nie ma tutaj żadnego obserwatora i oba układy w ogóle się nie
komunikują. Człowiek zna prędkość pojazdu, odmierza czas, może więc określić
położenie początku drugiego układu. Jasne, że może. Ale przecież we
wszystkich przykładach dotyczących STW mamy do czynienia z obserwacją:
promienia światłą, rakiety, pociągu itp. A więc mamy do czynienia z porównaniem:
tego co widzimy i jakichś obliczeń teoretycznych. Jeśli jest porównanie,
obserwacja czy wyglądanie, jak zwał tak zwał, wówczas zasadę względności
należy stosować ostrożnie. Rozumiem, że Panu chodzi o to, że każdy
obserwator tak naprawdę obserwuje tylko swój układ. Ale po co zatem mieszamy
w to wszystko przekształcenia oraz zasadę względności.
Cytując
za Resnick'iem i Halliday'em
( "Fizyka" tom 1) :"
Obserwatorzy znajdujący się w różnych układach odniesienia mogą
otrzymywać różne wartości mierzonych wielkości fizycznych, ale związki
pomiędzy tymi wielkościami. Tzn. prawa fizyczne będą takie same
dla wszystkich obserwatorów. "
Jest nota bene inne sformułowanie zasady względności.
Myślę, że istota
zasady względności głosi, że obserwatorzy w różnych układach odniesienia
(inercjalnych) wykonujący te same eksperymenty powinni otrzymać dokładnie te
same wartości a co za tym idzie wydedukować te same prawa fizyczne.
Jak
sprawdzić czy dane prawo fizyczne spełnia tę zasadę ?
Wystarczy zastosować transformację Galileusza do równania i sprawdzić
czy ma ono tę samą postać w układzie S', czyli związanym z innym obserwatorem.
( Dla praw Newtona robi to Feynman w "Sześć trudniejszych kawałków"
)
Właśnie wracając do
mojego zarzutu na temat tautologiczności. Czy stałość prędkości światła
była prawem fizycznym? Stała się prawem na skutek rozumowania Einsteina!
Wracając
do głównego wątku, jak wiadomo równania Maxwella zmieniają postać pod wpływem
transformacji Galileusza, czyli w układzie S obowiązywałyby inne prawa niż w
układzie S'.
Po
prostu obserwator z S' obserwując światło z S zarejestrowałby inną jego prędkość.
Co z tego, jest przecież obserwatorem - wolno mu. Zamykając się w swojej bańce
i rejestrując promienie światła nie musiałby stosować przekształcenia
Lorentza ani Galileusza.
Obserwator
S obserwowałby inne zjawiska niż obserwator S'. Inne, to nie oznacza ,że
mierzyłby różne wartości, bo to może się zdarzyć, ale że obserwowałby
niespotykane dotychczas fenomeny.
Jeżeli dodatkowo weźmiemy pod uwagę definicję
zasady względności podaną przez Poincare'ego:
"Zgodnie
z zasadą względności prawa rządzące zjawiskami fizycznymi muszą być takie
same dla obserwatora nieruchomego, jak i dla obserwatora przesuwającego się
względem poprzedniego ruchem jednostajnym, nie mamy więc i nie będziemy nigdy
mieli sposobów na stwierdzenie, czy znajdujemy się w takim ruchu."
,
to sprzeczność wydaje się być oczywista.
Piotr Lasoń
p.s. nawiasem mówiąc definicję
układów inercjalnych z którymi związana jest zasada względności należałoby
uzupełnić, oprócz ruchu jednostajnego o brak zmian w zakresie innych
kluczowych czynników, np. grawitacji. Pole grawitacyjne mijanych przez nasza bańkę
planet wpływałoby na wyniki eksperymentów. Widząc, że raz otrzymuje x a raz
y kosmonauta mógłby stwierdzić, że prawa fizyczne uległy zmianie. Czy więc
w ogóle możemy mówić o prawach fizycznych, jeśli nie mamy kompletnej teorii
(np. kosmonauta mógłby nie zdawać sobie sprawy z istnienia pól
grawitacyjnych). To tak nawiasem mówiąc....
[wróć]

Text
& Design
Copyrights by Piotr
Lasoń
[Home
Page]
|