Cykle
Życia
[wróć]
Granice
poznania
90
minut
Tao
Półkule
mózgowe
Kundalini
Badaniem rytmów biologicznych
zajmują się stosunkowo młode dziedziny nauki zwane chronobiologią i
chronofarmakologią. Ponieważ dotychczas nie powstał ich odpowiednik na
gruncie psychologii, pozwolę sobie przedstawić nie skrępowany konwencją
przegląd wybranych slajdów „chronopsychologii”. Być może kiedyś
powstanie z tego pełna opowieść.
Naszą podróż rozpoczniemy wątkiem
kosmologicznym...
Zegary Kosmosu
Cykle występujące u człowieka
pełnią również funkcję zegarów biologicznych. Chociaż większość z nich
synchronizowana jest impulsami płynącymi z otoczenia, to zachowują dużą dokładność
nawet jeśli pozbawi się człowieka dopływu tych impulsów. Na przykład wiele
osób potrafi budzić się o określonej godzinie z kilkusekundowym
wyprzedzeniem w stosunku do mającego zadzwonić alarmu. Jedynym wyjaśnieniem
alternatywnym do postrzegania pozazmysłowego, jest uznanie istnienia
precyzyjnych zegarów wewnętrznych. Najbardziej znanym zegarem biologicznym
jest oczywiście rytm okołodobowy (cirkaradialny). Nazwa tego rytmu oznacza dosłownie,
że jest to rytm o długości około jednej doby - gdyby pozostawić człowieka
bez dopływu informacji o porze dnia okazałoby się, że jego doba wydłużyłaby
się mniej więcej do 25,2 godziny. Taki człowiek budziłby się każdego dnia
o godzinę później i o godzinę później by zasypiał. Po odrzuceniu teorii
lenistwa, obecnie nikt nie ma pewności co do podłoża różnicy długości między
rytmem dnia/nocy i odpowiadającym mu rytmem cirkaradialnym. (Choć wiadomo, że
ułatwia to życie osobom zmieniającym strefy czasowe). Ze względów
praktycznych równie dobrze poznane są hormonalne rytmy miesięczne, kluczowe w
biologii kobiety, ale występujące również u mężczyzny.
Przejdźmy jednak na mniej
wydeptany grunt. Hipotez łączących cykle kosmosu z biologicznymi nie powinno
się wkładać między bajki a teorie konspiracji. Chociaż nie potrafimy wykazać
związku przyczynowo-skutkowego między fazami księżyca a cyklem miesięcznym
kobiety to nikt nie zaprzeczy, że taki w ogóle nie istnieje. Kierując się
teorią ewolucji musimy założyć maksymalne dostrojenie organizmu do
promieniowania kosmosu (w efekcie tysięcy lat rozwoju gatunku). Ponieważ
promieniowanie to pulsuje i nie jest bynajmniej obojętne dla człowieka, wynika
z tego wniosek, że i człowiek powinien podobnie „pulsować”. Niektórzy
badacze przyznają, że wpływ cykli plam słonecznych na koniunkturę społeczną
i gospodarczą jest prawie pewny, ich wątpliwości dotyczą skali zjawiska
(nawiasem mówiąc ów 11 letni, odwieczny rytm wszedł właśnie w fazę niżu
- w świetle tej teorii nie jest
przypadkiem narastający obecnie, wieloaspektowy kryzys światowy). Innym
kosmicznym rytmem jest pulsowanie pola magnetycznego Ziemi. Jest to tak zwany
rezonans Schumanna, oscylujący w przedziale 8-9 Hz (oscylacji na sekundę).
Stosując kryteria opisu obecnej wiedzy należy uznać za przypadek, że
około 9 Hz jest uznawane przez neuropsychologię za idealną częstotliwość
pracy mózgu: optymalne przyswajanie informacji, relaks i najwyższą kreatywność.
Obecnie najlepszą hipotezą tłumaczącą ten ewentualny związek jest rezonans
między ciałem człowieka a otaczającym go wszechświatem. Mówiąc ogólnie -
stan dostrojenia układu dwóch współistniejących obiektów zwykle jest też
stanem optymalnym (może za wyjątkiem konstrukcji mostu i kolumny maszerujących
po nim żołnierzy). Jak widać „ślepy zegarmistrz” pojął to i w
trakcie rozwoju gatunku montował poszczególne układy zgodnie z muzyką wszechświata.
Proponowana literatura: Robert O. Becker, Gary Selden: „Elektropolis - elektromagnetyzm i
podstawy życia” PAX, 1994
Granice poznania
Mówiąc o sprawach związanych
z makrokosmosem nie wolno zapominać o tym co dzieje się w skali mikro.
Przyznam, że jest to być może nawet bardziej fascynujące, ponieważ właśnie
ta skala najbardziej ociera się o granicę świadomości i poznania.
Gdyby kilkanaście lat temu
wspomnieć neurobiologowi o 40 Hertzach, to prawdopodobnie odesłałby on
delikwenta do specjalisty z dziedziny elektroniki. Dzisiaj, takie hasło rzucone
na sympozjum naukowym wywoła wśród neuropsychologów żywe poruszenie. Każdy
zapewne wie, że mózg jest układem aktywnym zarówno elektrycznie jak i
chemicznie. Obserwacja jego działania przy użyciu aparatury EEG doprowadziła
do sformułowania następującego wniosku - tam gdzie jest świadomość, tam
pojawiają się również elektryczne oscylacje neuronów kory mózgowej rzędu
40 Hz. Jest to niebywały kąsek dla tych naukowców, którzy rzucili wyzwanie
zagadce świadomości, stanowi bowiem jedyny, znany przejaw jej funkcjonowania
na poziomie neurologicznym. Możemy przypuszczać, że ten specyficzny rytm
taktuje pracę umysłu podobnie jak zegar kwarcowy w komputerze, co w obu
przypadkach umożliwia komunikację rozległej sieci elementów.
Gdyby zaś przełożyć
jednostkę częstotliwości 40 Hz na długość cyklu, wówczas otrzymalibyśmy
około 25 milisekund. Jak pokazują z innej strony badania behawioralne
(zachowania) jest to równie istotna liczba. Skoro 25 milisekund liczą sobie
rytmy biologiczne taktujące świadomość (lub na odwrót), to powinniśmy
oczekiwać śladów tychże rytmów w zachowaniu człowieka i jego percepcji
otoczenia. Powód dla którego świadomie nie zdajemy sobie z nich sprawy jest
taki, że to właśnie z nich świadomość się składa. Szczegółowe badania
pokazały jednak, że percepcja czasu i otoczenia są daleko mniej ciągłe i
obiektywne niż możemy sądzić. Znanych jest wiele dowodów na istnienie 25
milisekundowych cykli pracy umysłu. Bodźce wzrokowe prezentowane w odstępie
czasowym mniejszym od 20-30 msek odbierane są przez świadomość jako
jednoczesne. Dla wyjścia z okna jednoczesności potrzeba kilku dodatkowych
milisekund, natomiast dla ustalenia kolejności bodźców niezbędny jest czas
wyższy niż 30 msek. Świadomość można więc przedstawić jako punkt w
czasie o „szerokości” 25 msek, a to dlatego, że nasze neurony
synchronizują się na takiej właśnie częstotliwości. Z powodów
przedstawionych ograniczeń, człowiek może odebrać i rozróżnić maksymalnie
30 różnych bodźców w ciągu sekundy. Opisana właściwość percepcji
wzrokowej jest wykorzystywana przy projekcji filmów. Zamiast nagrywać każdą
milisekundę akcji wystarczy sfotografować ją co 30 msek, a człowiek przy
zachowaniu dobrej jakości obrazu nie zorientuje się, że jest oszukiwany.
Oczywiście postrzegamy zjawiska dziejące się nawet szybciej niż 1 msek.
Szybkie wibracje powietrza to przecież nic innego jak dźwięk, natomiast
jeszcze szybsze wibracje fal elektromagnetycznych dają kolor - jest to jednak
zupełnie inna jakość odbioru.
Zjawiska zachodzące na tak krótkich
odcinkach czasu mają znacznie bardziej naukowe, niż praktyczne dla szarego człowieka.
Nie każdy z nas może, lub musi skorzystać z tego, że przy rozpoznawaniu
obiektów oddalonych do 15 metrów od niego szybciej jest zastosować zmysł słuchu,
natomiast powyżej tej granicy przewagę zyskuje wzrok (wynika to z wolniejszej
pracy układu wzrokowego niż słuchowego, ale również większej prędkości
światła niż dźwięku). Nie każdy przecież gra w squasha, lub prowadzi
samochód z prędkością 200 km/h. Jako ciekawostkę można także potraktować
fakt, iż decyzję wyboru podejmujemy co 30 milisekund. Bardzo możliwe jednak,
że to właśnie te informacje przybliżają naukę do zrozumienia istoty świadomości.
Z pewnością łatwo jest nam
sobie wyobrazić, co może się wydarzyć w przeciągu trzech sekund. Cykl
wyznaczany przez owe 3 sekundy jest jednak równie zagadkowy. Człowiek potrafi
oszacować długość trwania dowolnego bodźca, o ile nie jest on dłuższy niż
3 sekundy. Muzyk nie potrafi akcentować rytmu przekraczającego 2,5-3 sekundy.
Powyżej tej granicy zdolność pamiętania, lub inaczej rozumienia połączenia
między bodźcami jest zaburzona. Czas spaja więc tylko te wrażenia, które są
od siebie w odległości maksymalnie 3 sekundy. Jeśli jednak pomiędzy dwoma
odległymi zdarzeniami istnieje trzecie to skojarzenie może powstać niejako pośrednio
- tak najczęściej wygląda proces pamięciowy. Tekst ulubionej piosenki pamiętamy
dlatego, że poszczególne słowa łączą się w łańcuch pamięciowy. Zauważmy
teraz, że jeśli będziemy bez przerwy wymawiać słowo KUBA, wówczas co około
2-3 sekundy zmieni się ono w BAKU, i na odwrót. Podobny efekt powstanie, gdy
skoncentrujemy wzrok na kostce Neckera (narysowana na płaszczyźnie siatka sześcianu
- dwa przesunięte względem siebie kwadraty, których wierzchołki połaczone są
krawędziami). Niezależnie od naszej woli, a nawet wbrew niej, sześcian
zmienia perspektywę również co około 3 sekundy. W ten sposób poznaliśmy
drugie oblicze rytmu 3 sekundowego. Jedna z hipotez tłumaczy to jako „męczenie”
się śladów pamięciowych. W przykładzie z powtarzanym słowem, neurony
odpowiadające za KUBA są jak gdyby sprawne co 3 sekundy ustępując cyklicznie
miejsca BAKU. Analogicznie wygląda sytuacja z kostką Neckera. Zjawisko to jest
wykorzystywane w systemach przyspieszonej nauki języków obcych. Powtarzanie słówek
co 3-4 sekundy jest efektywniejsze niż klepanie ich non-stop.
Proponowana literatura: Ernst Poppel: „Granice świadomości”
PIW, 1989
90 minut
Kolejnym, zagadkowym obszarem
w którym poszukamy śladów cykli życia jest sen. Już około 50 lat temu
stosunkowo proste metody umożliwiły naukowcom obserwację aktywności mózgu w
czasie, gdy zarówno ciało jak i świadomy umysł śpią. Analizując wykresy
fal mózgowych oraz ruchy oczu śpiącego Kleitman i Aserinski wykazali, że
stan snu nie jest jednorodny, lecz charakteryzuje się naprzemiennym występowaniem
stadiów, które nazwali REM i NREM. Do niedawna utożsamiano sen REM z
marzeniami sennymi, lecz obecnie wiadomo, że oprócz snów wizualnych występują
również sny racjonalne, obecne w fazie NREM. Przeglądając setki metrów
zapisu EEG Kleitman dostrzegł pewną regułę - 90 minutową cykliczność występowania
faz snu REM. Ponieważ podczas snu REM aktywność mózgu jest dość podobna do
występującej w stanie czuwania badacz ten wysnuł hipotezę, iż odkryty przez
niego 90 minutowy cykl jest pozostałością starego filogenetycznie cyklu
aktywności i odpoczynku. Formułując tak śmiałe przypuszczenie Kleitman był
bardzo blisko prawdy.
BRAC, czyli Basic
Rest-Activity Cycle został nieoczekiwanie odnaleziony u dalekich krewnych człowieka
- delfinów butelkonosych. Aktywność życiową delfinów można opisać na dwa
sposoby: nigdy nie śpią, albo zawsze śpią. Jak to jest możliwe? Otóż co
45 minut (30-60 minut) ich jedna półkula mózgowa budzi się, zaś druga
zasypia. W ten sposób delfiny butelkonose radzą sobie z zagrożeniami środowiska
w którym żyją. Silne prądy morskie, ostre skały i drapieżniki nie stanowią
problemu dla istoty, która jest zawsze czujna i gotowa. Jest prawdopodobne, że
u człowieka oscylacje podczas snu są analogiczne do tych, które zaobserwowano
u delfinów. Ponieważ człowiek jest bardziej uzależniony od rytmu dnia i nocy
niż zwierzęta zamieszkujące toń morską, rytm BRAC musiał u niego ustąpić
rytmowi okołodobowemu.
Mogłoby się wydawać, że
rozbieżność pomiędzy aktywnością półkul mózgowych u delfinów i snu
REM, NREM u człowieka poddaje pod wątpliwość sens analogii. Kolejne badania
i eksperymenty pokazały jednak, że podczas snu REM bardziej aktywna jest prawa
półkula, natomiast w trakcie NREM aktywna jest półkula lewa. Na przykład
osoby wybudzone w fazie REM wykonywały lepiej zadania przestrzenne niż
werbalne. Uważa się, że półkula prawa przetwarza i magazynuje dane
wizualne, podczas gdy lewa odpowiada za informacje werbalne (jest to uproszczony
podział!). W fazie REM banki pamięci wizualnej są bardziej aktywne, toteż
zadania przestrzenne są wykonywane sprawniej. Potwierdzają to również
eksperymenty z pozbawieniem określonej fazy snu. Ich istotą jest założenie,
iż pozbawiając człowieka możliwości uporządkowania informacji podczas snu
uniemożliwiamy tym samym uczenie się. Faktycznie - w efekcie deprywacji ze snu
REM, badani nie byli w stanie przyswoić sobie informacji prezentowanych do półkuli
prawej.
W 1979 roku, w dwadzieścia
lat po odkryciach Kleitmana, badacze Armitage i Klein odnaleźli 90 minutowe
oscylacje w czuwaniu i codziennej aktywności człowieka. Idea eksperymentu była
niezwykle prosta. Przez pełny dzień, co 15 minut należy przeprowadzać testy
werbalne i przestrzenne sprawdzające wydajność kolejno lewej i prawej półkuli.
Analiza spektralna Fouriera, służąca do odnajdywania cykli w zaszumionych
informacjach, wykryła cykle o długościach około 4 godzin, 40 minut i właśnie
90 minut. Chociaż badania Armitage’a były na zmianę kwestionowane,
obalane i potwierdzane w ciągu następnych kilku lat, to nadal stanowią mocny
argument przemawiający za istnieniem 90 minutowego cyklu półkulowego. Trudności
w precyzyjnym wykryciu rytmów w stanie czuwania wiążą się z niespokojną
aktywnością mózgu spowodowaną wykonywaniem przez człowieka rozmaitych
czynności. Tak więc to co jest we śnie doskonale widoczne, w stanie czuwania
może być ledwie dostrzegalne.
Interpretując wyniki
otrzymane w stanie czuwania poprzez analogię ze snem, należy również pamiętać
o nierównomierności długości faz REM i NREM. Cykle REM są zazwyczaj krótsze
od NREM, co oznacza, że prawa półkula jest w cyklu ultradobowym mniej aktywna
niż lewa. To spostrzeżenie sensownie spaja kolejne elementy układanki.
Wiadomo, że „udział” REM w ogólnym czasie snu człowieka jest
największy w okresie niemowlęctwa, zaś z upływem lat maleje, aby w wieku
50-60 lat osiągnąć minmalny poziom. Badacze zagadnień związanych z półkulami
mózgowymi uważają również, że w dzieciństwie przewagę w kontrolowaniu
zachowania ma półkula prawa, która ustępuje później dominacji lewej. Po
raz kolejny widzimy zgodność między fazami snu i aktywnością półkul mózgowych.
Proponowana literatura: Ernst L. Rosii: „Hipnoterapia - psychobiologiczne mechanizmy
uzdrawiania” Zysk i S-ka, 1995
Tao
Zastanówmy się teraz nad
konsekwencjami występowania zmiennej aktywności półkul u człowieka. Ponieważ
obie półkule mózgowe są wyspecjalizowane do wykonywania określonych zadań,
to dla osiągnięcia harmonijnego funkcjonowania muszą ze sobą współpracować.
Sytuacja w której jedna z nich jest pogrążona we śnie, podczas gdy druga
pracuje byłaby nie do pomyślenia. Po złagodzeniu skali tego zjawiska
sensownie brzmi stwierdzenie, że półkula bardziej aktywna umożliwia „złapanie
oddechu” i odpoczynek, stanowiący substytut snu dla drugiej.
Niestety naturalna aktywność umysłu najczęściej mija się z aktywnością
którą umysłowi narzucamy. Powodem są obowiązki płynące z otoczenia, ale również
cele, które sztywno ustalamy nie uwzględniając swoich możliwości
psychofizycznych. Znając potrzebę organizmu do „subtelnego”
odpoczynku powinniśmy mu to umożliwić wykorzystując te zasoby, które w
danej chwili są najbardziej aktywne.
Jednostki lekcyjne nie przez
przypadek liczą sobie 45 minut w szkole i 90 minut na studiach, tyle bowiem
wynoszą cykle efektywnej koncentracji na jednym zadaniu. Równie ważna jest
jakość pobudzenia, tak więc szkolny rozkład zajęć powinien być
skonstruowany w taki sposób, aby przedmioty humanistyczne występowały
naprzemiennie z abstrakcyjnymi. Jak na obecne warunki panujące w szkolnictwie
jest to zbyt idealistyczny pomysł. Ponadto ważne byłoby dopasowanie lekcji do
aktualnego pobudzenia półkulowego ucznia. W grupie 30 osobowej byłoby to do
zrealizowania tylko przy założeniu, że rytm 90 minutowy jest identyczny u każdego
ucznia, a więc kolejne cykle są trwale przypisane określonym porom dnia. Jak
na razie nie przeprowadzono badań testujących taką hipotezę.
Mimo, że do pewnego stopnia
jesteśmy ograniczeni obowiązkami narzucanymi nam z zewnątrz, to jednak
istnieje duży margines swobody naszego działania. Od nas również zależy,
czy będziemy działali zgodnie z odwiecznym rytmem, czy też wbrew niemu. Licząca
sobie tysiące lat chińska doktryna Tao jest ponadczasowym wezwaniem do działania
zgodnie z naturalnymi potrzebami. Lao Tsy, czyli autor Tao Te King -
podstawowego tekstu taoistycznego, definiuje podstawowy charakter wszystkich
zjawisk jako cykliczność. Również człowiek podlega temu prawu, jednak w odróżnieniu
od materii nieożywionej i zwierząt, świadomość pozwala mu decydować o własnym
postępowaniu. Tak więc zależnie od podejmowanych działań człowiek może być
„na fali”, lub może „wypaść z obiegu”.
Istotą filozofii Tao jest
stan „wu-wei” - specyficznie pojmowana bierność, lub inaczej
„nie czynienie”. Tak naprawdę bierność nie oznacza tutaj apatii i
bezruchu. Czytając pisma taoistyczne dochodzi się do wniosku, iż sednem
wu-wei jest działanie, ale bez użycia siły - działanie zgodnie z naturalną
siłą. Jest to więc nie czynienie niczego, co byłoby niezgodne z rytmem. Jak
pisze Lao Tsy „świat należy do tych, którzy pozwalają mu płynąć
lekko, zgodnie z jego naturalnym porządkiem”. Ktoś kto działa
spontanicznie ma gwarancję Lao Tsego, że działa zgodnie z rytmem, a więc nie
marnuje energii. Krótko mówiąc - nie należy robić czegoś na co się nie ma
ochoty, lub jak mawiał kontrowersyjny Aleister Crowley „Czyń swoją wolę!”
Współcześni zwolennicy
Taoizmu mogą mieć dzisiaj zastrzeżenia, co do uniwersalności jego przekazu.
W obecnej erze techniki i szybkiego życia osiągnięcie wu-wei jest
prawdopodobnie dużo trudniejsze niż w czasach, gdy Taoizm się rodził. Nic więc
dziwnego, że w tak zastraszającym tempie wzrasta ilość zaburzeń
psychicznych i ogólna dezorientacja współczesnego człowieka.
Proponowana literatura: Lao Tsy „Droga”
Półkule mózgowe
Kolejny krok w dziedzinie
poznania rytmu 90 minutowego postawiła Debra Werntz (rok 1981). Pokazała ona,
że rytmom dominacji półkul mózgowych odpowiadają podobne zmiany w cyklu
oddychania nosem. Gdy prawe nozdrze jest bardziej „otwarte” niż
lewe, wówczas w lewej półkuli mózgowej występuje aktywność elektryczna świadcząca
o większym pobudzeniu, i na odwrót. Dzięki temu odkryciu każdy z Czytelników
może już w tej chwili przekonać się która półkula jest u niego bardziej
aktywna. Wystarczy przylepić nos do szyby, a następnie wykonać spokojny
wydech przez nos. Wielkość zaparowanego pola jest wskaźnikiem ilości
wydychanego powietrza. Niestety u większości z nas diagnoza jest bardziej skomplikowana -
musimy bowiem wziąć pod uwagę niesymetryczną budowę anatomiczną przegród
nosowych, która powoduje, że przez jedną dziurkę zawsze przepływa mniej
powietrza. Cykl 90 minutowy najłatwiej jest zaobserwować po przebudzeniu w
nocy. Wówczas jedna z dziurek może być całkowicie zatkana.
Korzystając z tej reguły
jesteśmy w stanie, w prosty sposób określić jakie cechy osobowości
(wyznaczone przez aktywność półkul) przeważają w danej chwili. Dzięki
wieloletnim eksperymentom naukowcom udało się z grubsza ustalić jak wygląda
podział pracy półkul u człowieka. Na początek zajmijmy się sferą
intelektualną. Prawa półkula odpowiada za myślenie wizualne, peryferyczne
postrzeganie pola widzenia, holistyczność, kreatywność, bezczasowość
natomiast lewa to myślenie werbalne, koncentracja na szczegółach, linearność,
umiejscowienie w czasie i działania manualne. Osobom znającym język japoński
dopowiem, że prawa „czyta” alfabet Kanji, natomiast lewa alfabet
Kana.
Skoncentrujmy się na sferze
emocji. Postaram się przekonać Czytelnika, że prawa półkula odpowiada za
tak zwane „złe” emocje, natomiast lewa jest neutralna, lub
pozytywna. Co więcej u wielu ludzi
jedna z nich bardziej dominuje niż druga, co powoduje mniejsze, lub większe
ukierunkowanie rozwoju osobowości.
Określenia takie jak prawość,
czyjaś prawica, lub dwie lewe ręce, pojawiające się nawet w Piśmie Świętym,
świadczą o większej sympatii jaką człowiek darzy prawą stronę niż lewą.
Wczesne badania neurologiczne wykazały, że lewa strona (ciała i przestrzeni
wzrokowej) jest kontrolowana przez półkulę prawą, a więc jak wynika z tego
gorszą, lub ustępującą lewej.
Skutki dominacji jednej z półkul
ujawniają się już w wieku niemowlęcym. Amerykańskie badania pokazały, że
u niemowląt płaczliwych i nieznośnych dużo bardziej aktywna jest półkula
prawa niż lewa, czego nie stwierdzono u niemowląt spokojnych. Zgodnie z innymi
badaniami małe dzieci sprawiające kłopoty wychowawcze; kapryśne i wiecznie
niezadowolone, wyrastały później na jednostki określane przez psychoanalizę
jako neurotyczne.
W wieku dojrzałym globalna
aktywacja półkul wywiera równie silny wpływ na życie człowieka. Podczas
jednego ze swych eksperymentów Richard Davidson porównał ochotników o największej
aktywności lewego płata czołowego z piętnastoma osobami, u których najwyższą
aktywność przejawiał płat prawy. Ci drudzy wykazywali w testach osobowości
wyraźnie negatywne postawy - „pasowali idealnie do stworzonych przez
Woody Allena komicznych, ale nieszczęśliwych postaci panikarzy postrzegających
najdrobniejsze niepowodzenie jako straszliwą katastrofę, bojaźliwych i łatwo
wpadających w przygnębienie, podejrzliwych i traktujących świat jako miejsce
pełne piętrzących się wszędzie trudności”.
Można dowieść, że zadaniem
prawej półkuli jest percepcja bólu i odczytywanie zagrożenia. W
eksperymencie polegającym na bolesnej stymulacji komór nosowych strumieniem
CO2, stwierdzono dwukrotnie większą aktywację prawej półkuli. W innym
eksperymencie grupie osób wyświetlano filmy zawierające treści zagrażające
(negatywne), a po przerwie filmy o treści pozytywnej. Metoda prezentacji
tachioskopowej pozwalała na wyświetlanie filmu tylko do jednej, wybranej półkuli.
Okazało się, że subiektywne odczucie emocji było największe przy ekspozycji
filmu negatywnego do półkuli prawej. Podobne wyniki otrzymano w eksperymencie
z odsłuchiwaniem słów o znaczeniach negatywnych i pozytywnych, przypuszcza się
więc, że specjalizacją prawej jest interpretacja sygnałów świadczących o
zagrożeniu jednostki. Na przykład pacjenci z fizycznym uszkodzeniem prawej półkuli
nie potrafią odczytać emocji z twarzy i głosu drugiej osoby. Z kolei pacjenci
o uszkodzonej (czyli nie funkcjonującej) lewej półkuli robią to nad wyraz
dobrze, co więcej - interpretują świat jako pełen niebezpieczeństw i zagrożeń.
Percepcja i interpretacja bodźców
służy do oceny sytuacji. Drugim etapem jest reakcja obronna - stres aktywujący
organizm zastrzykiem adrenaliny, bądź prowokujący do ucieczki lęk. Za
wymienione tutaj niepożądane emocje odpowiada autonomiczny układ sympatyczny.
W ostatnich latach eksperymenty pokazały, że prawa półkula w jakiś sposób
pośredniczy w kontroli ten układu. Przykładowo uszkodzenia prawej półkuli
powodowały „rozluźnienie” działania układu sympatycznego, a więc
obniżały lękowość jednostki. W pewnym eksperymencie badano wpływ stresu
egzaminacyjnego na działanie mózgu. Zauważono wyraźne przesunięcie
dominacji prawego oka na lewe, co jest interpretowane jako przełączenie trybu
działania mózgu na prawą półkulę podczas przeżywania stresu. Podane
argumenty przekonują, jak sądzę, że negatywne emocje są w większym stopniu
kontrolowane przez półkulę prawą niż lewą.
Przypuszczać można, że nierównowaga
dominacji półkul istotnie wpływa na podejście do życia, oraz realizację
ukrytego potencjału człowieka. Jest to jeden z powodów dla których Tao - życie
zgodne z naturą przestaje być uniwersalne. Osoba lękliwa z natury może mieć
duże możliwości, które z powodu obronnego stylu życia nigdy się nie ujawnią.
Z drugiej strony jednostka pozbawiona skrupułów i „sumienia” nie
zawaha się przed realizacją pragnień stojących w sprzeczności z interesami
innych ludzi.
Jesteśmy do pewnego stopnia
uwarunkowani wrodzoną dominacją półkul, co nie znaczy, że nie mamy na nią
żadnego wpływu. Kiedy metodą badania przepływu krwi w mózgu zbadano osoby
po „intoksykacji etanolem” okazało się, że znacznie zredukował
on przepływ krwi w prawej półkuli. Tłumaczy to skuteczność alkoholu w
usuwaniu smutku i zdenerwowania. Wyjaśnia także dlaczego alkoholik sięga po
kieliszek - w ten sposób walczy z brakiem równowagi układu nerwowego.
Istnieją mniej kontrowersyjne
metody terapii. Znana nam już badaczka Werntz odkryła również, że
oddychanie tylko jednym nozdrzem powoduje wzrost aktywacji półkuli mózgowej
leżącej po przeciwnej stronie. W ten sposób pokazała, że istnieje
dwustronny wpływ między półkulami a oddychaniem. Jej odkrycie nie było czymś
nowym w historii ludzkości.
Proponowana literatura: W. Budohoska, A. Grabowska „Dwie półkule - jeden mózg”
WP, 1994
Kundalini
Dużo pełniejszą wiedzę o
wzajemnych zależnościach ciała i psychiki posiedli już kilka tysięcy lat
temu wschodni mistycy. Zapisane w świętych księgach techniki oddechowe, tworzące
system Pranajamy, w precyzyjny sposób opisywały w jaki sposób stany świadomości
„podążają” za oddechem. Nie wnikając w szczegóły tego
niezwykle złożonego systemu chciałbym przybliżyć czytelnikowi fundamentalne
zasady na których opierała się joga. Pomogą one zrozumieć podobieństwa między
współczesną nauką i starożytną wiedzą o zdrowiu.
Zgodnie z systemem jogi nasze
ciało składa się z kilku poziomów energetycznych, z których ciało fizyczne
jest przejawem energii najbardziej skondensowanej i „najmniej
szlachetnej”. Funkcjonowanie organizmu umożliwia wewnętrzny przepływ
energii siecią nadich oraz jej wchłanianie i magazynowanie w ośrodkach
energetycznych nazwanych czakrami. W
jodze istnieje pełny związek między ciałem a umysłem. Blokada w przepływie
energii na dowolnym poziomie ciała powoduje określone efekty w psychice.
Najważniejszy przepływ
energii dokonuje się za pośrednictwem trzech kanałów umiejscowionych wzdłuż
kręgosłupa. Pingala jest kanałem w
którym płynie energia słońca i aktywności. Ida
jest dokładnym jej przeciwieństwem, natomiast Sushumna
łączy w sobie obie energie. Jak wynika z przekazów ezoterycznych tylko Sushumna
położona jest centralnie w kanale kręgosłupa. Ida
i Pingala wiją się slalomem pomiędzy czakrami a w okolicach mózgu dzielą
się na prawą i lewą stronę. Jedna z nich zasila energią półkule lewą (Pingala), zaś druga półkulę prawą (Ida). Lewa i prawa dziurka nosa połączone są kolejno z Idą
i Pingalą toteż oddychanie wybraną dziurką powoduje aktywację
przeciwnej półkuli. Oczywiście w starożytnej jodze nie było mowy o półkulach
mózgowych. Zamiast tego mówiło się o aktywacji określonych cech
psychicznych, odpowiadających jednak specjalizacji półkul. Dzisiaj okazuje się,
że nasi przodkowie potrafili stworzyć system pasujący do współczesnych
koncepcji neuropsychologicznych jedynie w oparciu o introspekcję i subiektywne
doznania. Sunyata Saraswati radzi na przykład zablokować prawe nozdrze, aby
posługiwać się intuicją - prawą półkulą. Inny jogin twierdzi, że
oddychanie lewym nozdrzem powoduje ochłodzenie ciała - właśnie prawa półkula
kontrolując układ autonomiczny obkurcza naczynia krwionośne. Jodze znana jest
również pozycja otwierająca lewe nozdrze i zamykająca prawe. Zwana jest ona
pozycją tygrysa i jest to po prostu wygodny sposób leżenia na prawym boku.
Prawe nozdrze ulega wówczas przekrwieniu, natomiast lewe otwiera się i nabiera
powietrze.
Celem wykonywania technik jogi było coś więcej
niż sterowanie działaniem wybranej półkuli. Jak wiemy trzecim kanałem przez
który płynie energia jest Sushumna.
Otóż Ida i Pingala zawierają przeciwne energie, które w efekcie
mistycznego aktu jednoczą się, by popłynąć wzdłuż Sushumny.
Powstała wówczas siła nazwana jest Kundalini
i jak wierzą jogini niesie ona ogromną moc i ostateczne wyzwolenie. Oto jak
pisze o Kundalini autorytet w zakresie
kultury indyjskiej Mircea Eliade: „Teksty stale powracają do tego motywu
: trzymaj się drogi środkowej, prawa i lewa są pułapkami. Odcinaj dwa skrzydła
zwane słońcem i księżycem. Skoro księżyc i słońce są razem wymieszane,
zasługa i przeciwieństwo znikają natychmiast. Droga prawa i lewa są pułapkami”.
Przekładając idee Kundalini
na współczesny język można powiedzieć, że tylko równowaga funkcjonowania
półkul zapewni człowiekowi harmonijny rozwój. Przewaga prawej półkuli to
droga zwątpienia i niepewności, przewaga lewej to życie złudzeniami. Kundalini,
o ile istnieje, godzi te dwa przeciwieństwa. Nie przez przypadek jedną z
technik „budzenia” Kundalini
jest naprzemienne oddychanie raz jednym, raz drugim nozdrzem - na poziomie
neurologicznym odpowiada temu naprzemienna aktywacja prawej i lewej półkuli.
Obecnie bardzo modne są tak zwane „mind machines” - urządzenia
opierające się na biologicznym sprzężeniu zwrotnym, lub stereofonicznym
efekcie dudnienia. Służą one do synchronizacji półkul co oznacza
(zintegrowane) działanie całego mózgu na jednej fali.
Jest to równowaga między autonomicznym układem sympatycznym i
parasympatycznym, jak również między kreatywnością a odtwarzaniem znanych
wzorów.
Czyżby w ten sposób nauka po
raz kolejny zrównała się z mistyką? W jaki sposób można pogodzić
synchronizację półkul z 90 minutowym cyklem dominacji? Na to i wiele innych
pytań dociekliwy Czytelnik będzie musiał sam sobie odpowiedzieć. Moim celem
było sprowokowanie do myślenia, nie zaś wyciąganie jednoznacznych wniosków.
Proponowana literatura: B.K.S Iyengar „ Pranajama - sztuka oddychania w jodze”
VIRYA, 1997
[wróć]
Piotr
Lasoń, 14 październik 1998

Text
& Design
Copyrights by Piotr
Lasoń
[Home
Page]
|