Piękno,
Sztuka i Nauka cz. 2/3
Piękno, Sztuka i Nauka
cz. 1
Piękno,
Sztuka i Nauka cz. 3
[wróć]
Zmysłowe piękno
Moda na telefony komórkowe i... pawie ogony
„Przetrwają najpiękniejsi” czy może najrozsądniejsi?
Idealna symetria
Witam
w drugim i wbrew wcześniejszym zapewnieniom nie ostatnim odcinku serii artykułów
poświęconych pięknu natury oraz jego imitacjom. Tym razem przyjrzymy się
odcieniom piękna w rozumieniu psychologii ewolucyjnej. Słońce, plaża, ogólne
rozluźnienie i wakacyjna beztroska będą doskonałym tłem do naszych rozważań.
Zmysłowe
piękno
Najwyższą
formą odczuwania piękna przez człowieka jest prawdopodobnie miłość i
poprzedzający ją stan zakochania. Tylko nieliczne jednostki skłonne są
wyrzec się szansy poznania partnera, z którym przeżyć mogą romantyczne i
namiętne chwile. Uczucie miłości jest synonimem postrzegania piękna z
prostego powodu – zakochaniu zawsze towarzyszy zauroczenie partnerem.
Pozytywny nastrój, graniczący z lunatycznym obłędem nasila się w momencie,
gdy myślimy o obiekcie naszych uczuć lub spotykamy się z nim. Oczywiście, w
odróżnieniu od przyrody nieożywionej, relacje międzyludzkie charakteryzują
się interakcją, twierdzę jednak, że najbardziej pierwotnym impulsem piękna
jest pierwszy kontakt wzrokowy, a dalsza interakcja jest tylko formalnością i
grą. Nic dziwnego w tym, że podejmujemy więc działania zmierzające do zwiększenia
tej przyjemności. Nie muszę chyba argumentować dlaczego działania te są
korzystne dla genów [temat rozwijam w artykule Psychologia
Ewolucyjna]. Ten jakże banalny przykład doskonale pokazuje, że dążenie do
obcowania z pięknem, wyzwala w człowieku przyjemność, a działanie które z
niej wynika jest korzystne z punktu widzenia uczestniczących w procesie genów.
Dążenie do piękna jest więc ekonomiczne, a unikanie go to marnowanie czasu.
Ten krótki dowód byłby niezłym argumentem dla hedonistów, ale pamiętać
musimy o tym, że to nie jednostka odnosi bezpośrednią korzyść lecz
potomkowie wyposażeniu w przekazywane przez nią geny.
Dyskusja
nad miłością i zakochaniem stwarza możliwość rozważenia kwestii
powszechności piękna. Istnieją standardy piękna - tzn. kobietom podoba się
pewien stereotyp mężczyzny i vice versa. Oczywiście jesteśmy wybredni; każdego
z nas pociąga określony typ partnera życiowego, mawia się, że jedni wolą
brunetki, drudzy blondynki. Potwierdza to dobrze znaną zasadę, że każdy ma
swoją indywidualną wizję raju. Nietrudno to wyjaśnić - przecież każdy
posiada inne wyposażenie genetyczne, dysponuje innymi zasobami i znajduje się
w innym środowisku. Jeśli traktować związek intymny jako inwestycje i formę
współpracy dwóch płci, to uznać można że każdego z nas uzupełnia inny
typ partnera. Wracając do naszej dyskusji na temat gustów - istnieją ogólnie
przyjęte standardy - ramy tego co jest piękne i praktyczne, istnieją również
indywidualne odchylenia, które uzupełniają ów szkielet o szczegóły zależne
od genów i środowiska jednostki. Trzeba bowiem pamiętać, że piękno jest
przede wszystkim wartością praktyczną, narzędziem które stosujemy zależnie
od okoliczności. Moda, jak się zaraz okaże może kształtować poczucie piękna,
aczkolwiek pewnych granic nie jest w stanie przekroczyć. Musiałoby się
wydarzyć coś naprawdę nieoczekiwanego, aby najbardziej zaczęły pociągać mężczyzn
kobiety po pięćdziesiątce lub kobiety biednych trubadurów ulicznych. Z
drugiej jednak strony - wbrew temu co mówił Freud, awersja seksualna do osób
z którymi się wychowywaliśmy, czyli unikanie kazirodztwa wyklucza rodzinę z
kręgu osób z którymi chcielibyśmy się związać, a więc geny wyznaczające
pewien przymus, tworzą jakby naczynie, które później jest wypełniane prze
środowisko.
Moda
na telefony komórkowe i... pawie ogony
Efektywność
określonego rozwiązania jest zawsze wieloaspektowa. Na jednym wymiarze
przynosi profity, na innym wymiarze może szkodzić. To, czy ewolucja utrzyma to
rozwiązanie zależy głównie od tego, czy saldo będzie miało wartość
dodatnią.
Badaczy
świata zwierząt od dawna zastanawia paradoks ozdób, którymi zwierzęta
wzajemnie się wabią. Wydaje się, że nie mają one żadnego praktycznego
zastosowania, a często również ograniczają możliwości osobnika. Najczęściej
tą lepiej udekorowaną stroną są samce, w przypadku wielu gatunków samice są
małe, szare i niepozorne (inaczej jest w przypadku ludzi). Samce pawi na przykład,
odbywają przed samicą niemalże rytualny pokaz swojego ozdobnego ogona. Samica
w rui zapewne wybierze tego samca, który zaprezentuje jej najpiękniejszy ogon.
To, że samiec pawia ma tak śmieszny, utrudniający ruchy ogon jest wynikiem
preferencji samic. Powstają pytania: dlaczego samice zaczęły preferować właśnie
takich samców i dlaczego preferują takie cechy, które nie mają żadnego
praktycznego znaczenia dla nich samych, ani dla ich genów? Dlaczego na przykład
zwracamy uwagę na rysy twarzy potencjalnego partnera (nie chodzi o mimikę)
skoro wiadomo, że nie korelują one ani z inteligencją ani też z cechami
osobowości? Jak się za krótką chwilę okaże, nie ma znaczenia jak cechy
urody związane są z cechami przystosowawczymi – ważniejsze jest jak sądzili
nasi przodkowie.
Aby
częściowo rozwikłać tę zagadkę musimy odwołać się do mechanizmów
odpowiadających za utrzymanie mody na cokolwiek: muzykę, ubrania czy styl życia.
Posiadanie tego, czego chcą inni ma sens ponieważ dzięki temu nasza skromna
osoba sama nabiera wartości. Skoro posiadamy to, co chcą inni, stajemy się
dla nich wartościowym partnerem, który może się podzielić swoimi zasobami.
Często przecież chcemy pozyskać to, co samo w sobie nie ma dla nas wartości
praktycznej a służyć wyłącznie zdobyciu partnera. Kobiecie, która zakłada
na siebie to, co jest aktualnie modne, zależy na tym, aby przyciągnąć do
siebie jak największą liczbę partnerów, z których mogłaby wybrać właściwego.
Podążanie za komercją, którą jest moda, zwiększa liczbę zainteresowanych
nami osób a więc zwiększa nasz prywatny sukces. Każdy rodzaj mody ma
charakter samonapędzającej się spirali - coraz więcej osób chce czerpać
korzyści z popularnych wytworu kultury masowej. W pewnym momencie, podobnie jak
to się dzieje po dłuższej bessie na giełdzie, następuje spadek popularności.
Trendy mody są w zasadzie odzwierciedleniem praw rządzących giełdą. Po
pewnym czasie produkt staje się tak powszechny, iż jego posiadanie nie wywiera
już wrażenia na innych i lepiej się go pozbyć dopóki jeszcze ma jakąś
wartość. Przykład z naszego podwórka to boom zainteresowania telefonami komórkowymi.
Nie przeczę, że bywają bardzo praktyczne, aczkolwiek nie mam wątpliwości,
że wielu młodszych posiadaczy komórek zwabionych zostało modą, która przez
krótki czas umożliwiła im „szpan”. Tak wygląda schyłek mody, a
jak wygląda jej początek?
To,
co jest pożądane posiadać może dwie cechy: jest albo praktyczne samo w
sobie, albo po prostu rzadkie i trudne do zdobycia. W reklamie od lat
wykorzystuje się schemat ekskluzywności produktu. Nabywając to, co jest wyjątkowe
sami stajemy się wyjątkowi, jest to „sekret” funkcjonowania rynku
przeznaczonego dla snobów. Rzeczy trudno dostępnych poszukujemy również
ponieważ mamy wrodzoną potrzebę działania wywoływaną chęcią zdobycia
tego, co nowe i niespotykane. Codzienność przytłacza nas lub nie wzbudza
silnej motywacji, natomiast to co jest nowe zauważamy lepiej i wyraźniej
(patrz dalej omawiany efekt Coolidge’a).
To,
co jest rzadkie ma również wysoką cenę ze względu na niską podaż a więc
nie względy pragmatyczne. Wyroby jubilerskie są tego przykładem - złoto i
kamienie szlachetne mają wyłącznie subiektywną, pośrednią wartość. Jeśli
ktoś powie, że przecież są one widocznym wskaźnikiem zamożności, to należy
go spytać, dlaczego najczęściej w ten sposób ozdabiają się kobiety, a nie
idealni mężczyźni, którzy jak wiemy są tym bardziej atrakcyjni im bardziej
są zamożni. Przecież stereotypowemu mężczyźnie zależy głównie na
urodzie, zdrowiu i typowych walorach dobrej żony. Jedno z uzasadanień brzmi,
że kobiety ozdabiają się prezentami, które otrzymują od swoich mężczyzn,
a które są dowodem ich zaangażowania. Zgodnie z tym wyjaśnieniem ozdoby po
założeniu przez kobietę nie pełnią już żadnej funkcji, oprócz
przypominania jej i naturalnym rywalkom, że posiada zamożnego mężczyznę.
Wydaje
się więc, że głównymi czynnikami są: niedostępność produktu lub przyszła
inwestycja w coś co kiedyś może mieć dużą wartość. W tym sensie piękno
ma walor praktyczny, aczkolwiek arbitralnie (czytaj: przypadkowo) ustalony - nie
wszystkie nowe produkty pojawiające się na rynku zyskują konsumentów. O tym,
czy coś stanie się popularne decyduje być może przekroczenie „masy
krytycznej” - ilości zwolenników produktu. Decydujące może być też
fałszywie poczynione na początku założenie – jeśliby jakaś kobieta
wpadła na pomysł, że masywna szczęka mężczyzny świadczy o sile i
dominacji i udałoby się jej przekonać inne, mogłaby w jednym pokoleniu
spowodować selekcję takich właśnie mężczyzn, przekładajacą się na następne
pokolenie. W ten sposób wytłumaczyć można różnorodność kulturową
koncepcji piękna.
Wróćmy
do pawi i ich ogonów. Podążanie za modą jest o tyle użyteczne dla pawicy,
że spłodzenie potomstwa z samcem, którego chcą inne pawice, daje duże
szanse potomstwu na sukces reprodukcyjny (zakładając oczywiście, że moda się
nie zmieni) - potomstwu przekazuje bowiem wygląd samca oraz własne preferencje
tego wyglądu. Wyłamanie się z powszechnie panującej mody, skazać może
potomstwo samicy na samotność. W przypadku tego gatunku, postawienie na wygląd
a nie na np. instynkty ojcowskie jest o tyle zrozumiałe, że samce pawi w ogóle
nie interesują się potomstwem. Nie wyjaśnia to oczywiście, dlaczego ozdobne
ogony pawi w ogóle stały się popularne, czy naprawdę dlatego, że zwierzęta
włączając w to człowieka podążają za rzeczami rzadkimi i trudno dostępnymi,
instynktownie przeczuwając, że to się później opłaci. Pośredniego wyjaśnienia
dostarcza praca Nancy Burley nad atrakcyjnością zeberek. Przez przypadek zauważyła,
że ptaki, które oznaczyła czerwoną obrączką są częściej wybierane przez
samice. O atrakcyjności nie decydowała wyłącznie ekskluzywność ozdoby.
Okazało się, że samce z czerwoną obrączką są bardziej atrakcyjne niż
samce z zieloną obrączką, natomiast najbardziej adorowane samice miały czarną
bądź różową obrączkę. Skoro tak, możemy odpowiedzieć sobie na pytanie:
skąd bierze się moda? Otóż jej początek dają uniwersalne preferencje w połączeniu
z rzadkością występowania. Powstałe w ten sposób imitacje, w trakcie
maratonu samców ulegają pogłębieniu, ewolucji i rozbudowaniu w bardziej złożone
ozdoby.
Alternatywną
teorią istnienia pawiego ogona jest fakt, iż stanowią one wyraz nadwyżki
potencji samca. Posiadacz ogromnego ogona musi być zaiste sprawny, skoro z
takim obciążeniem dożył wieku reprodukcyjnego. Nie wydaje mi się jednak,
aby ta hipoteza była słuszna - samce nie odrzucają przecież ogona po
zdobyciu samicy a z drugiej strony w trakcie ucieczki bądź walki ogon trzymają
złożony, ilość kolorowych plam nie utrudnia również życia. Prawdopodobnie
więc ogon służy wyłącznie wabieniu samicy i nie ma nic wspólnego z
efektywnością samca w ramach doboru naturalnego. Oczywiście nie oznacza to,
że prezencja samca jest jedynym kryterium wyboru. W przypadku wielu gatunków
to właśnie umiejętności praktyczne, np. w budowaniu gniazda decydują o
wyborze dokonywanym przez samice. Pawie są przypadkiem skrajnym, a rezultaty wyścigu
o najładniejszy ogon, podziwiane są również przez ludzi. Bardziej rozsądną
wersją tej teorii jest uznanie ozdób za cechy świadczące o praktycznych,
dostosowawczych cechach samca. Cechy te same w sobie nie muszą zwiększać
dostosowania samca, ale mogą towarzyszyć cechom dostosowawczym. Dążenie do
piękna jest wyrazem unikania brzydoty świadczącej o nękaniu jednostki przez
choroby i pasożyty. Mnie samego hipoteza nie do końca przekonuje ponieważ,
nie tłumaczy dlaczego zwykle samce (zazwyczaj) wyposażone są w ten wskaźnik
zdrowia, przecież samice również mogą przenosić pasożyty i choroby.
Podsumować dyskusję pt. Dobre geny versus Modny potomek można tylko w jeden
sposób: mam do czynienia z różnorodnością - oba wyjaśnienia mogą być słuszne,
tyle że w różnych sytuacjach. Andrew Pomiankowski stwierdził, że złożone,
bezużyteczne ozdoby pojawiają się głównie u gatunków poligamicznych,
natomiast pojedyncze ozdoby pojawiają się u monogamicznych i są oznaką ogólnego
wigoru. U niektórych gatunków zwierząt, np. papug kolorowe upierzenie pojawia
się u samic oraz samców.
„Przetrwają
najpiękniejsi” czy może najrozsądniejsi?
Bardzo
ciekawy jest fakt, iż w świecie zwierząt to samice wybierają kierując się
wyglądem, podczas gdy u ludzi kryterium piękna posługują się głównie mężczyźni
(osobną kwestią jest decydująca rola wyboru samicy u większości gatunków,
w tym także człowieka). Wedle wszelkich kanonów to właśnie kobiety, jako płeć
piękna są jego synonimem. Nie przez przypadek natchnienie – muza artysty
również ucieleśnia się w postaci kobiety.
Piękno
jest wartością, a więc równie dobrze może być narzędziem. Uwodzenie jest
stosowane z reguły przez kobiety, gdyż to wygląd zewnętrzny kreuje pierwsze
wrażenie a ponadto łatwiej jest go zmodyfikować niż cechy osobowości -
innymi słowy chirurgia jest sprawniejsza niż psychologia. Uwodzenie polega na
kreowaniu jak najkorzystniejszego pierwszego wrażenia - samo w sobie, określenie
to zakłada manipulację wyborem partnera. Niestety dla obu płci, pożądany
wygląd można w łatwy sposób kształtować, co rzuca kobiety na pastwę
kaprysów mody. Kobiety w odróżnieniu od samic innych gatunków nie muszą
czekać na pojawienie się większego biustu, czy szerszej talii. Przy pomocy środków
farmakologicznych lub zabiegów chirurgicznych mogą kreować taki image, który
aktualnie jest w modzie, a ten jak wiemy oscyluje od kształtów rubensowskich
po szczupłe sylwetki współczesnych modelek. Ponieważ kobiety nie muszą
zadowalać się tym co posiadają, zamiast po prostu być sobą, starają się
poprawić swoją atrakcyjność. Być może skutkiem są zaburzenia spotykane u
kobiet, takie jak bulimia czy anoreksja. Możliwość znacznego poprawienia wyglądu,
do absurdu przyspiesza wyścig o miano najpiękniejszej. W efekcie kobiety, które
nie poprawiają wyglądu zostają daleko w tyle, ponieważ geny nie mają szans
równie szybko ewoluować, by nadążyć za modą. Różnica pomiędzy
wykreowanymi przez chirurgów i kosmetyczki wzorami urody a rzeczywistością wpływa
na samoocenę i samopoczucie kobiet. O zaniżonej samoocenie kobiet świadczy
dwukrotnie częściej diagnozowana u nich depresja oraz wyższe wskaźniki
zmienności emocjonalnej (neurotyzmu). Choć massmedia i chirurgia plastyczna
dezorientują mężczyzn (kobiety chudsze o 10-15% niż norma mogą stać się
bezpłodne, poza tym wygląd w coraz mniejszym stopniu pozwala określić wiek
kobiety) i wpędzają w kompleksy
współczesne kobiety, piękno płci przeciwnej wciąż wpływa na nasz wybór i wciąż
trudno jest nam rozgraniczyć naturę od jej nieudolnej podróbki. Reklama, o której
mówiliśmy w poprzedniej części cyklu również kieruje się podobnymi
mechanizmami manipulacji.
Niezależnie
od tego jaka byłaby konkurencja, skłonność do ozdabiania jest efektem
ubocznym konieczności urozmaicania wyglądu przez kobiety. Tak zwany efekt
Coolidge’a polega na tym, że mężczyzna, z natury poligamiczny
instynktownie poszukuje coraz to nowych partnerek. Kobieta, która chciałaby
aby jej partner poświęcał jej maksimum uwagi urozmaica swój wygląd, aby w
ten sposób oszukać instynkt mężczyzny. Takiego rozwoju akcji, sama ewolucja
chyba nie przewidziała.
Idealna
symetria
Patrząc
na osobę, która nam się szczególne podoba często nie potrafimy określić
istoty jej magnetycznego oddziaływania. Pomijając znajomość złożonych
reakcji chemicznych stymulujących wydzielanie w mózgu naturalnych narkotyków,
niewiele potrafimy powiedzieć o tym co wywołuje w nas tak pozytywne odczucia.
Czy są to feromony, kształt ciała, twarz? Z trudnością, o ile w ogóle
jesteśmy w stanie rozłożyć piękno na czynniki pierwsze.
Naukowcom,
którzy również mają z tym kłopot, udało się ustalić, że jedną z cech
osobników uznawanych za ładne jest symetria ciała. Wiadomo na przykład, że
im lepsze warunku rozwoju mają zapewnione osobniki, tym są one silniejsze i
bardziej symetryczne. Jaskółki posiadające najdłuższe ogony zapewniające
im przewagę w doborze płciowym, mają ogony bardziej symetryczne od jaskółek
z ogonami krótszymi. Symetryczne kwiaty są bardziej atrakcyjnymi lądowiskami
dla pszczół ponieważ zawierają więcej nektaru itd.
Również
ludzie uznają za piękniejsze twarze symetryczne, stworzone z połówek zdjęć,
od twarzy oryginalnych. Przykładowo Christy Turlington, supermodelka jest
posiadaczką prawie idealnie symetrycznych ust – część jej sukcesu można
przypisać właśnie tej cesze urody. Bardzo możliwe, że symetria dostarcza
nam wiedzy o przeszłości jednostki – tzn. więcej stresu oznacza mniejszą
symetrię, a jak wiadomo unika się ludzi z „przeszłością”.
Ponadto symetria w zaskakujący sposób koreluje z przystosowawczymi cechami
organizmów, które są zapisane w ich genach a także jest wskaźnikiem wieku i
wigoru – osoby w podeszłym wieku lub niedołężne są zwykle
niesymetryczne. Wreszcie na koniec wyliczanki – symetria jest cechą
charakterystyczną flory i fauny, przyroda nieożywiona zazwyczaj jest
pozbawiona symetrii. Dążenie do symetrii to dążenie do życia.
Symetria
nie jest jedynym warunkiem piękna – można przecież wyobrazić sobie
idealnie symetryczną twarz z idealnie symetrycznym, ogromnym nosem. Defekty w
rodzaju braku proporcji poszczególnych części twarzy mogą zdyskwalifikować
nawet najbardziej symetryczną twarz. Drugą, mniej oczywistą cechą urody
twarzy jest przeciętność. To nie pomyłka – w wielu eksperymentach
potwierdzono identyczny efekt: obraz powstający po nałożeniu zdjęć wielu różnych
twarzy jest uznawany za piękniejszy niż każda z tworzących go twarzy. Przeciętność
jest najbardziej powszechna, podobnie też najwięcej jest adoratorów o przeciętnych
gustach. Wniosek z tego prosty – komercja rządzi również doborem płciowym
na poziomie ewolucyjnym. Na podobnej zasadzie, przycinając swoje preferencje do
panującej mody, zwiększamy swoje szanse na spotkanie osoby o podobnym guście,
a popadając w ekstrawagancję szanse te zmniejszamy. Innymi słowy, aby
porozumieć się z jak największą liczbą osób, należy posłużyć się
najbardziej popularnym językiem. Wydaje się, że podążanie za wolą tłumu
wpisane jest w naszych genach – niezależnie od wieku, płci czy narodowości
każdy podlega psychologicznemu prawu ekspozycji. Wielokrotne powtarzanie czegoś
(np. piosenki w radiu) sprawia, że zaczyna się to nam podobać.
Jak
widać człowiek jest w stanie sam kreować standardy piękna. W kolejnym
odcinku przyjrzymy się standardom leżącym u samych podstaw, konkretnie mających
swoje źródło w kontakcie człowieka ze zjawiskami przyrody nieożywionej.
Źródła:
Matt
Ridley – "Czerwona Królowa"; str. 300-328, 139-180
Serwis
Beauty Worlds
Psychologia
ewolucyjna
[wróć]
Piotr
Lasoń, 20 czerwiec 2001

Text
& Design
Copyrights by Piotr
Lasoń
[Home
Page]
|