Piękno,
Sztuka i Nauka cz. 1/3
ver
2.0
Piękno, Sztuka i Nauka cz.
2
Piękno,
Sztuka i Nauka cz. 3
[wróć]
Piękno versus komercja, czyli jakość kontra ilość
Czy o gustach należy dyskutować?
Henri
Poincare, wybitny uczony i esteta tak pisał na temat uprawiania nauki: „Uczony
nie bada Natury, dlatego, że jest to użyteczne. Bada ją ponieważ sprawia mu
to przyjemność, a sprawia mu to przyjemność, gdyż Natura jest piękna.
Gdyby Natura nie była piękna, nie warto byłoby jej poznawać, a gdyby Natury
nie warto było poznawać życie nie byłoby warte, aby je przeżyć.”
Ten
niemalże matematyczny dowód jest manifestem, pod którym chętnie podpisałyby
się pokolenia fizyków, matematyków czy filozofów. Stwierdzenie, że
przyjemność wynikająca z obcowania z pięknem jest podstawową motywacją
badacza Natury jest trafne i genialne w swojej prostocie. Czy aby na pewno
jednak, przyjemność nie jest pochodną użyteczności, a dążenie do piękna
nie jest po prostu praktyczne? W niniejszym artykule postaram się na to pytanie
odpowiedzieć. Przy okazji nie sposób będzie pominąć innych związanych z
tym zagadnień. Czy piękno jest skumulowane w przedmiocie, czy też tkwi w
sposobie jego percepcji a więc zależy od obserwatora? Czy wobec tego nie
dostrzeganie piękna oznacza jego brak, czy też naszą obojętność na
wyrafinowaną rozrywkę? Czy piękno jest uniwersalne, czy też arbitralne
– zależne od przypadkowych założeń poczynionych przez masy społeczne?
Czym w ogóle jest piękno?
Zadane
tutaj pytania nurtowały ludzkość od zarania dziejów, toteż nie roszczę
sobie prawa do udzielenia jedynej słusznej odpowiedzi. Mam nadzieję, że
szkic, który tutaj przedstawię ułatwi orientację w temacie i udzielenie własnej
odpowiedzi, na tyle indywidualnej na ile subiektywne uznamy pojęcie piękna.
Esej podzieliłem na dwie części: eksplorującą temat w oparciu o wiedzę
potoczną i przygotowującą grunt do dalszych rozważań, oraz drugą –
opartą na ściśle naukowych podstawach.
Zanim
cokolwiek powiemy o samym pięknie i jego celowości skonfrontujmy dwie skrajności:
sztukę i naukę z wytworami kultury masowej.
Niestety,
świat w którym żyjemy i cywilizacja, którą stworzyliśmy rządzi się
twardymi regułami rywalizacji. Prawo (obecnie betonowej) dżungli obowiązuje
do dziś. Matt Ridley w doskonałej książce pt. „Czerwona Królowa”
stwierdza, że największym wrogiem człowieka jest sam człowiek. Nasz gatunek
dawno już zostawił w tyle inne, mniej efektywne gatunki. Obecnie obawiać się
możemy jedynie chorób i pasożytów oraz .... naszych najbliższych sąsiadów
(w dowolnym tego słowa znaczeniu). Ewolucja jest samopodtrzymującą się iskrą,
która opiera się na nie kończącym się wyścigu pomiędzy osobnikami,
grupowej kooperacji celem lepszej rywalizacji i wreszcie rywalizacji osobników
wewnątrz grup, które już stały się dominujące. Zawsze znajdzie się powód
do rywalizacji a im jesteśmy bliżej potencjalnych możliwości genomu, tym
rywalizacja będzie ostrzejsza i mniej sensowna z punktu widzenia adaptacji do
środowiska. Wyobraźmy sobie dwóch, prawie identycznych osobników. By jeden z
nich mógł wygrać, musi on włożyć w rywalizację ogromny wysiłek, tym większy
im mniejsza jest różnica pomiędzy ich genetycznym wyposażeniem. Z tego względu,
aby przetrwać na wolnym rynku, właściciel firmy musi zaangażować 24 godziny
ze swojej doby. Konieczność maksymalizacji wysiłku i minimalizacji kosztow,
jest niestety efektem podobieństwa i doskonałości (o ile analogia wyścigu z
Czerwoną Królową jest słuszna).
Firmy
sięgają więc po różne środki, aby zdominować rynek, środki opierające
się na manipulacji i oszustwie, którego powszechność obniża rangę problemu
i czujność konsumentów. W warunkach obiektywnego podobieństwa jest to jedyny
sposób by wygrać z konkurencją. Podstawowym środkiem rywalizacji podobnych
ofert i jednocześnie hasłem wywoławczym pod którym nasi następcy skatalogują
obecną cywilizację jest właśnie oszustwo. Nikogo nie dziwi fakt, że na
opakowaniu syntetycznej „chińskiej zupki” widać parujące danie,
którego nie powstydziłaby się ekskluzywna restauracja. Hasło „skoro
nie widać różnicy, to po co przepłacać” świadomego konsumenta, firmy
zastępują „wyjątkową, niepowtarzalną ofertą, diametralnie różną
od reszty rynku” – skoro coś nie może być obiektywnie lepsze lub
inne, to czemu nie wykorzystać subiektywizmu postrzegania klientów?
Na
wyścigu pomiędzy firmami oferującymi konkurencyjne produkty cierpią
pracownicy firm (skrajnie obciążeni pracą) oraz sami klienci. Ci ostatni
dlatego, że wyrafinowane i subtelne piękno ulega zanikowi. Jak powiedziałem
wcześniej, rywalizacja wcale nie oznacza, że klienci dostają lepsze produkty,
lecz że wydaje im się, że te produkty te są lepsze. Doświadczenie piękna
wymaga koncentracji, namysłu a nierzadko dłuższego czasu wyczekiwania. Twórcy
papki medialnej wykorzystali ten fakt i zaczęli podawać bodźce, które można
łatwo przetrawić – głośne i wyraźne, oferując produkty, których
przyswojenie nie wymaga dużego wysiłku a satysfakcjonujący staje się już
pierwszy kontakt z produktem. Po najmniejszej linii oporu poszła większość,
ulegając ewidentnej manipulacji. Popyt na produkty sterowany ilością i natężeniem
bodźców, nie zaś ich jakością, wyparł bardziej wyrafinowane formy.
W
warunkach kapitalizmu istnieje ścisły związek pomiędzy powszechnością i
popularnością a ceną danego produktu. Im więcej ludzi chce coś kupić, tym
mniejsze są stałe koszty produkcji a więc i niższe ceny na półkach
sklepowych. Z kolei im niższa jest cena, tym więcej osób może sobie pozwolić
na zakup i tak w kółko. Komercja działa na zasadzie samonapędzającej się
machiny. Ponieważ subtelne piękno trafia do mniejszości, jego koszt dla
konsumentów jest wyższy a i mniejsza opłacalność dla producenta. Piękno się
nie sprzedaje tak dobrze jak komercja a czasem po prostu nie ma szans na
istnienie, w konfrontacji z „kulturą” i „sztuką” masową.
Na
szczęście pułapka podobieństwa, o której wcześniej pisałem działa na
niekorzyść kultury masowej. Owszem, zdominowanie piękna, silnymi bodźcami w
łatwy sposób dostarczającymi przyjemności odbiorcom okazało się skuteczne.
Pytanie – na jak długo? Bodźce subtelne mają to do siebie, iż mogą być
bardzo zróżnicowane. Nurt „pop” dysponuje bodźcami silnymi, lecz
dość podobnymi – konkurencja nie jest więc łatwa. Ponadto prawo
psychologicznej habituacji (przyzwyczajania się) do bodźców jest nieubłagane.
Z jakimkolwiek bodźcem mielibyśmy do czynienia, po pewnym czasie trwania
przestanie on dostarczać wrażeń i przyjemności (nawiasem mówiąc dyskomfort
trudniej ulega habituacji). Wie o tym każdy, kto zmienił magnetofon kasetowy
na dobrej jakości wieżę hi-fi. Wrażenia są oszałamiające, ale tylko przez
pewien czas. Ze względu na cechy percepcji oraz brak zróżnicowania bodźców,
przyjemność z jednej strony i popularność produktu z drugiej, producenci
uzyskiwać będą zwiększając natężenie bodźców. W pewnym momencie okaże
się, że natężenie bodźców osiągnie granicę, po przekroczeniu której
pojawi się ból lub paradoksalnie, całkowita utratę wrażeń. Miejmy nadzieję,
że odwrót w kierunku prawdziwej sztuki okaże się wówczas nieunikniony, jako
kolejny środek konkurencji na rynku konsumentów znudzonych identycznymi
rytmami i hollywoodzkimi kreacjami szablonowych postaci filmów.
Skoro
wiemy już, że w kulturze masowej możemy odnaleźć jedynie anty-wzorce piękna,
zastanówmy się czym w potocznym tego słowa rozumieniu jest dla nas piękno a
czym „organ” dzięki któremu oceniamy jego jakość, czyli gust.
Zaznaczam tutaj, że osobiście nie jestem zwolennikiem skrajnego relatywizmu i
twierdzę, że o gustach można a nawet trzeba dyskutować. Kwestia
interindywidualnych właściwości jednostki, decydujących o umiejętności
postrzegania piękna w Naturze będzie naszym następnym przystankiem.
Zastanówmy
się, czy sami nie popadamy w hipokryzję, twierdząc z jednej strony, że o
gustach się nie dyskutuje, z drugiej forsując własny punkt widzenia, jak
gdybyśmy my jedynie mogli mieć obiektywną rację. Większość faktycznie nie
zauważa sprzeczności. Mówimy więc, w jednym momencie, że film który
obejrzeliśmy był kiepski (czyli w ogóle, nie tylko dla nas, czymś innym jest
stwierdzenie, że film nam się nie podobał) a w drugim nieświadomie to
negujemy, twierdząc że o gustach się nie dyskutuje (po tym jak zrównamy już
z gruntem czyjeś odmienne preferencje). Taki zabieg ma jeden cel –
utrzymanie w eterze, bez poddawania pod dyskusję naszych własnych
prywatnych preferencji.
Równie
pozbawione sensu wydaje się stwierdzenie, że ktoś ma fatalny gust, które z
jednej strony zakłada obiektywny punkt widzenia względem którego ocenia się
rzeczywistość a z drugiej relatywizm zawarty w słowie "gust”. Nie
istnieje coś takiego jak lepszy, czy gorszy gust, na mocy definicji samego
gustu. Niezrozumienie tego faktu prowadzi do bezcelowych dyskusji o sztuce, pełnych
cynizmu, hipokryzji i wzajemnego niezrozumienia. Moim celem jest rozwianie mitów
wokół tego tabu i przede wszystkim zastanowienie się, czy coś co zwiemy
gustem usprawiedliwia umiejętność, bądź niemożność dostrzegania piękna.
Wiara
w to, że gust jest miarą wszystkiego, to wiara w skrajny relatywizm piękna
– nie ma jedynego piękna, jest tylko piękno postrzegane przez jednostkę.
Mówiąc o preferencjach wrodzonych, można jedynie orzec czy coś było
„fajne” lub przyjemne, bazując na najprostszych właściwościach
obserwowanego produktu. Skoro mój świat jest inny niż twój świat, to możemy
jedynie zdawać sobie wzajemnie z nich relacje, z których jednak niewiele dla
nas wynika. To, co ja widzę nie wpływa na postrzeganie twojego świata, na
przykład mnie podoba się A, tobie B, co oznacza jedynie to, że mamy odmienne
gusty – w efekcie dyskusji na temat rzeczywistości dowiadujemy się
jedynie czegoś o wzajemnych relacjach między nami i drugą stroną, nic na
temat tego, co nas otacza. Tego typu relatywistyczny punkt widzenia zdecydowanie
odrzucam. Jeśli ktoś się z krytyką relatywizmu nie zgadza, to znaczy, że
nie powinien dyskutować lecz wygłaszać monologi do tłumu papierowych kukiełek.
Sądzę, że założenie to jest również sensowne z ekonomicznego punktu
widzenia. W przeciwnym razie rozmowa o pięknie i prawdzie nie miałaby podstaw,
a sam sens rozmowy sprowadzałby się wyłącznie do zacieśniania więzi międzyludzkich,
nie zaś do wymiany informacji na temat wspólnej wszystkim ludziom rzeczywistości
(czyli rozmowy praktycznej). Jak pokażę w drugiej części artykułu, istnieją
dowody na to, że istota piękna jest wspólna dla wszystkich gatunków, choć
przyjmuje różne formy, zależnie od gatunku z którym mamy do czynienia.
Platformą
sensownej dyskusji może być jedynie zewnętrzny system. Na kandydata takiego
punktu odniesienia doskonale nadawałby się genom – zbiór wszystkich genów
wspólnych dla gatunku lub memon (to samo co genom w memetyce - sformułowanie własne),
o których roli chciałbym teraz powiedzieć. Postrzeganie piękna jest tym
samym, na wyższym poziomie abstrakcji, co rozumienie prawdy, tyle tylko, że
czasami prawda wcale nie jest piękna i przyjemna. Na potrzeby tego wywodu załóżmy
jednak, że prawda jest synonimem piękna.
Choć
wierzę w prawdę absolutną uważam, że jej pełne poznanie przez człowieka
może być trudne lub zgoła niemożliwe. Nasza obiektywna ocena rzeczywistości
uzależniona jest od systemu poznawczego, którym się posługujemy. Jeśli ktoś
ma wątły system poznawczy, to jego ocena jest daleka od prawdy absolutnej. To,
czy ktoś ma racje, nie oznacza, że poznał prawdę absolutną, ale że był w
stosunku do niej bliżej niż jego oponent, czyli
że jego reprezentacja rzeczywistości bliższa była obiektywnemu
stanowi. Tak więc przy dwóch oponentach, prawdopodobnie żaden nie ma racji
absolutnej, chociaż zazwyczaj, poglądy jednego są lepiej dopracowane. Innymi
słowy, ocena danego osobnika, zależna od indywidualnych cech psychiki może być
skuteczniejsza w wykrywaniu prawdy w otoczeniu lub zauważaniu w nim piękna. Z
drugiej strony wytwór danego osobnika, może być bliższy prawdy lub piękniejszy
- bliższy piękna absolutnego.
System
wypracowany przez osobę lub grupę ludzi jest bardziej obiektywny niż wrodzony
gust, gdyż ten ostatni dotyczy indywidualnych preferencji, które podobnie jak
wiele innych cech osoby mogą być przypadkiem umożliwiającym ewolucyjne
doskonalenie zestawów genów. Na przykład możliwe jest powstanie mutacji
powodującej preferencję smaku gorzkiego, zamiast słodkiego. Mutacja ta nie byłaby
jednak korzystna z punktu widzenia jednostki, gdyż dziecku nie smakowałoby
mleko matki i nawet jeśli później nauczyłoby się spożywać produkty bogate
w kalorie, początkowe preferencje wykształciłyby jednostkę nieprzystosowaną
i prawdopodobnie słabszą.
Dzięki
konfrontowaniu poglądów różnych jednostek z rzeczywistością, rozwija się
sztuka i nauka a jednocześnie tworzą się uniwersalne wartości. Są to wartości
wspólne – wypracowany konsensus, który jest czymś więcej niż tylko
gustem X-a. Dyskusja umożliwia również stworzenie wspólnej dla wszystkich
ludzi platformy porozumiewania się. Porównując wrażenia wiem, że patrząc
na róże i krew widzę to samo podobieństwo co druga osoba (zakładając, że
nie jest daltonista). Nawet jeśli,
co jest mało prawdopodobne, widzi ona kolor różowy w miejscu gdzie ja widzę
czerwień, w żaden sposób nie wpływa to negatywnie na kompatybilność
naszych wizji świata. Wypadkowa rozmaitych punktów widzenia, z racji ewolucji
memów jest najbardziej optymalna i obiektywna. Właśnie drugi człowiek, jego
wrodzone preferencje i osobiste doświadczenia nadają sens całej tej dyskusji.
Dzięki wspólnej ewolucji gatunku jednostka może wzbogacić swój system wartości
o różne punkty widzenia, zrozumieć sytuacje w których nigdy nie była i zbliżyć
się tym samym do optimum globalnego. Zawsze jednak pozostają granice
percepcji, wydajności intelektu, które nie pozwolą zgłębić ostatecznej
tajemnicy. Ponieważ jesteśmy organizmami wyposażonymi w ograniczoną zdolność
percepcji otoczenia prawdę absolutną poznamy jedynie przy użyciu naszych
wytworów, które z czasem staną się naszymi dodatkowymi zmysłami (extensis).
Wydawać
by się mogło, że doszedłem do wniosku o powszechności piękna i prawdy.
Jednocześnie należy wskazać różnicę pomiędzy powszechnością, tudzież
komercją a doskonalszym systemem poznawczym. Preferencje związane z komercją
dotyczą prostych wrażeń, a ich podobieństwo wynika ze wspólnej historii
gatunku człowieka (ładne to przyjemne i skuteczne ewolucyjnie). Przypomnijmy
sobie to, co powiedziałem na początku – komercja jest sztuką
oszukiwania percepcji człowieka, przez wykorzystanie bodźców silniejszych, głośniejszych
i lepiej widocznych. To, że większości podobają wytwory kultury masowej,
spowodowane jest celową manipulacją mediów, wykorzystującą wrodzone właściwości
percepcji u człowieka. Media pokazują jedynie wąski fragment piękna natury.
To co jest ukryte i mniej powszechne jest również bardziej wartościowe (tym
bardziej, że sami musimy to odnaleźć). Ponadto z powyżej przedstawionego
wywodu nie wynika, że monopol na piękno i prawdę ma tłum, ale że
dialektycznej syntezy najlepszych cech mas złożyć można „gust
idealny”. Na przykład, jeśli uznam, że nie smakuje mi szpinak, ale dla
większości szpinak za smaczny, oznacza to, że jedzenie go jest prawdopodobnie
korzystne. Podobnie postąpić mogę z każdą inną kwestią – tłum nie
ma takiego wyboru, gdyż jest trwale podzielony na grupy o różnych
preferencjach. Mimo to, wszystko co grupę ludzi łączy, jest prawdopodobnie
kroplą w morzu tego, co ją naprawdę dzieli. Innymi słowy tłum wie coś i to
go łączy, ale nie wie wszystkiego (co go wcale nie dzieli). Tak więc tłum
wie co jest dobre, ale nie wie co tak naprawdę jest najlepsze.
Temat
powszechności podsumujmy następującym stwierdzeniem: to, co większości
wydaje się atrakcyjne i piękne, faktycznie takim jest, nie oznacza to jednak,
że masy mają monopol na postrzeganie całego piękna – subtelniejsze
formy piękna dostrzegane są jedynie przez jednostki, które są w stanie
dokonać syntezy różnych punktów widzenia i doświadczeń gatunkowych. Grupy
społeczne definiują fundamenty piękna, tylko jednostki są w stanie wykończyć
wnętrze, uzupełniając je o elementy, które piękne są pod pewnymi
warunkami, tzn. w pewnym kontekście, którego nie rozumie działający
globalnie tłum.
Umiejętność
wykroczenia poza gust swój i gust uśredniony gatunku owocuje systemem
doskonalszym. Obiektywne oznacza, że jest zgodne z pewnym systemem wykraczającym poza jednostkowy gust. Taki
system jest jak filtr, przez który postrzegamy i oceniamy rzeczywistość.
Jedne filtry są lepsze inne gorsze. Jeśli ktoś przyjmuje za punkt odniesienia
wypracowany przez grupę ludzi punkt odniesienia lub obserwując grupę ludzi
sam odnajduje konsensus, świadomie się na niego powołuje, wówczas wykracza
poza swój, obciążony losowymi fluktuacjami genetyczny gust. Obiektywną
rzeczywistością jest właśnie przyjęty przez nas filtr percepcji i myślenia.
Umiejętność wykroczenia poza naturę, czyli gust wyszlifowany w pocie czoła
wartościuje człowieka. Człowiek o doskonalszym systemie, może stwierdzić,
że jego wizja świat jest bardziej kompletna, a jego gust jest czymś więcej
niż gust przeciętnego konsumenta, który twierdzi, że należy być dumnym z
tego, że zostało się przez naturę obdarzonym czymś unikalnym. Doszlifowany
gust charakteryzuje się większą rozdzielczością i elastycznością poznawczą.
Osoba bazująca na doświadczeniu kolektywnym jest w stanie skojarzyć więcej
faktów i odnośników z daną sceną, przez co rozumie ją w szerszym kontekście.
Jej ocena staje się przez to bardziej wieloaspektowa a mniej „czarno-biała”.
Umiejętność „wczucia się” związana jest z pogłębionym
kojarzeniem doświadczenia jednostki z dziełem, co wynika z zauważania większej
ilości szczegółów w następstwie koncentracji na obiekcie.
Taka
osoba jest świadoma rzeczywistości, którą doświadcza. Przede wszystkim nie
wypowiada opinii o produkcie jako o całości, mając jednakże na myśli jego
część. Niestety dość częste jest zjawisko przeciwne: krytycy filmowi
wypowiadają się na temat danego obrazu, nie wiedząc lub może nie wypowiadając
tego, że ocena bazuje na cząstkowej cesze (np. na słabym aktorstwie). Osoba o
wyrobionym pojęciu piękna potrafi rozgraniczyć oceny cząstkowe a vice versa
– przeciętny obserwator zjawisk feruje zdecydowane wyroki na temat rzeczy
z którymi ma do czynienia. Ten ostatni będzie często oceniał na skrajnych
poziomach skali piękna, dla niego coś jest zdecydowanie złe lub dobre, co z
teorii statystyki uznającej za najpiękniejszą krzywą Gaussa nie może być
prawdą i świadczy o niepoprawnej inklinacji poznawczej. Osoba posiadająca
wysublimowany gust potrafi czerpać przyjemność z wybranego aspektu obiektu,
negując pozostałe.
Inną
obiektywną miarą wyrobionego gustu jest zdolność do rozpoznawania obiektu i
jego części składowych: umiejętność zauważania podobieństw i różnic do
innych obiektów z danej klasy. Degustator wina jako punkt odniesienia stosuje
setki wypróbowanych trunków. Oczywiście jego ocena w pewnym momencie
przestaje być obiektywna. Stwierdzając że wino X jest bardzo dobre, ponieważ
wyczuwa w nim silny smak Y jest poprawne, ale tylko do momentu w którym
zastanawiamy się czy Y jest ostatecznym punktem odniesienia. Dopóki nie
poznamy prawdy całkowitej, dostępne są tylko prawdy cząstkowe, tak naprawdę
związki podobieństw i różnic. Automatyczne i bezrefleksyjne stosowanie tych
odnośników a świadomość ich granic to dwie całkowicie różne kwestie.
Na
tym kończą się możliwości wyjaśnienia piękna, oferowane nam przez wiedzę
potoczną. W następnym numerze zajmiemy się naturą piękna nieco bardziej
systematycznie, z punktu widzenia tego, co ma do powiedzenia na ten temat nauka
i sztuka.
[wróć]
Piotr
Lasoń, 3 czerwiec 2001

Text
& Design
Copyrights by Piotr
Lasoń
[Home
Page]
|